Liga sprawiedliwosci

451 stopni Fahrenheita – premierowa recenzja filmu HBO z festiwalu w Cannes!

Od czasu publikacji powieści Ray’a Bradbury’ego minęło ponad pół wieku i wiele się na świecie zmieniło. Drukowane książki zastępują ebooki, prasa wypierana jest przez internetowe magazyny i publikacje. „Ludzie przestali czytać, przeglądali tylko nagłówki” mówi jeden z ludzi starego pokolenia w filmie 451 stopni Fahrenheita Rahima Bahraniego. Dlatego nie dziwi fakt, że strażacy z oddziału Salamandry w pierwszej akcji palą nie tyle papier, ale twarde dyski, na których znajdują się elektroniczne wersje książek. 

451 stopni Fahrenheita 03

Oryginalny materiał, jak każda wizja science-fiction, bardzo się zdezaktualizowała. Bahrani, podejmując się ekranizacji tej dystopicznej powieści, musiał swój film zaktualizować, nasycić nowymi elementami. Digitalizacja książek to jedno. Kolejny motyw to wszechobecne ekrany, streamujące na żywo najważniejsze wydarzenia. Komentarze w formie serduszek lub trupich czach pojawiają się na nich, niczym w funkcji Instagram Live. Informacje są kreowane przez boty. Personalni asystenci sztucznej inteligencji sterowani głosem (rozwinięta wersja poczciwej Siri) nie tylko monitorują wszystko, ale też dbają o to, by mieszkańcy miast przyszłości otrzymywali odpowiednią dawkę uspokajającego lekarstwa, które stosować należy regularnie. Inwigilacja, totalna kontrola pod przykrywką wolności, brak jakiegokolwiek słowa drukowanego i pisanego. To ostatnie zastąpione jest przez emotikony.

Zobacz również: 451 stopni Fahrenheita – nowy zwiastun filmu HBO

Skąd zatem nagła fascynacja książkami, którą przeżywa Guy Montag (Michael B. Jordan)? W końcu nawet on nie widział prawdziwej, papierowej powieści, do momentu pierwszego dużego odkrycia ogromnej biblioteki. Guy wie o największym złu tego świata wszystko, wie jak je zniszczyć, uczy dzieci w szkołach, jak szkodliwe są to przedmioty. „Nie urodziliśmy się równi, więc przez ogień staniemy się równi, aby być szczęśliwi” – usłyszą uczniowie. Podświadomie jednak dotyk książki budzi w nim pewne wspomnienie. Widok starszej kobiety, która dokonuje samospalenia, również działa na jego zmysły. Warto dla tych stert słowa drukowanego umierać?

451 stopni Fahrenheita 04

Bohatera stara się przekonać Clarrisse (Sofia Boutella), z jednej strony współpracująca ze strażakami, z drugiej – osoba, która sama trzyma zakazane egzemplarze różnych książek. Wspólne czytanie, gra na harmonijce, odmienia mężczyznę. Po drugiej stronie barykady jest przełożony Guy’a – Beatty (Michael Shannon), który opiekuje się młodszym kolegą jak synem. Facet z mroczną duszą wpasowuje się idealnie w role, które ostatnio podejmuje Shannon, ale znaczy to też tyle, że aktor jedzie praktycznie na autopilocie. Szkoda, bo jego sadystyczna postać ma pewne niuanse, które nie są dalej rozwinięte w filmie. Ku mojemu rozczarowaniu, 451 stopni Fahrenheita zmierza utartą ścieżką do konfrontacji sił dobra i zła. I nie ma wątpliwości, kto jest po której stronie.

Warstwa wizualna filmu Bahraniego wygląda nowocześnie i elegancko. Stroje jednostki pożarniczej, ich samochody, wystroje wnętrz mają mnóstwo autentycznych, dopracowanych detali. Fabularnie niestety historia ma kilka irytujących tropów, które trudno ogarnąć, na czele z pomysłem na to, jak uratować kulturową spuściznę ludzkości. Postacie nie mają zbytniej głębi, a cała krucjata Guy’a, motywowana traumą z dzieciństwa, jest mało subtelna. Nie do końca przekonują używane w filmie cytaty książkowe, takie jak UlissesZbrodnia i kara, Grona gniewu czy Notatnik z podziemia. Łopatologia rani uszy. Jeżeli miałbym ratować książki, opierając się na liście lektur obowiązkowych, pewnie zastanowiłbym się dwa razy.

Zobacz pozostałe artykuły z 71. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes.

Czy 451 stopni Fahrenheita to ostrzeżenie przed przyszłością mediów, śmiercią słowa pisanego, dyktaturą wybieraną przed lajki? Po części pewnie tak, choć tropy te film podejmuje raczej pobieżnie. Jeżeli produkcja ta miała być odpowiedzią na poruszające podobne tematy serial Opowieść podręcznej, wyszło to niestety przeciętnie. 

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta