Advertisement

Długa droga w dół – recenzja francuskiego melodramatu Moja miłość

Podczas wizyty w jednym z paryskich klubów, Tony, prawniczka z nieudanym małżeństwem i zachwianą pewnością siebie na koncie, zauważa mężczyznę. Podobnie, jak inne, obecne tam kobiety, nie potrafi oderwać od niego wzroku. Podejmuje decyzję: podchodzi do stolika, przy którym Georgio siedzi ze znajomymi i zaczepia go w bardzo specyficzny sposób. Można powiedzieć, że od tego wszystko się zaczyna. Można też powiedzieć, że to początek końca.

Przebojowy bon vivant i kobieta po przejściach. Teoretycznie od razu wiadomo: z tej mąki nie będzie chleba. Praktycznie jednak, przez pierwszych kilkanaście minut filmu pozwalamy sobie na naiwne podejście do sprawy – skoro sami ulegamy nieodpartemu urokowi charyzmatycznego restauratora, tym trudniej dziwić się bohaterce. Różnica między nami, widzami, a nią, jest zasadnicza: ona będzie się łudzić jeszcze długo po tym, jak my przejrzymy na oczy. Podczas gdy my zaczniemy przecierać je ze zdumienia, ona nie przestanie zaciskać powiek, chcąc wyprzeć prawdziwe oblicze człowieka, z którym się związała.

Przez zabarwioną na różowo zasłonę dymną udaje się od razu przebić tylko jednej osobie. Od samego początku sceptycznie nastawiony do swojego przyszłego szwagra i wyczulony na najcichsze nawet sygnały alarmowe, Solal (Louis Garrel) w gruncie rzeczy pozostaje bezradny wobec tego, na co godzi się jego siostra. A godzi się na coraz więcej. Ledwie zauważalne błahostki – „niewinne” zwroty, gesty, zachowania, fakt, że w pobliskiej aptece Georgio regularnie zaopatruje się w Lexomil – okazują się wierzchołkiem góry lodowej, prowadząc do coraz to bardziej kuriozalnych sytuacji i niepokojących wniosków. Z większością z nich Tony (Emmanuelle Bercot) musi sobie radzić sama, albo szukać wsparcia w rodzinie – na swojego mężczyznę nie ma co liczyć, jeżeli on akurat nie ma ochoty trwać u jej boku. Kapryśność to wcale nie najgorsza z jego cech. Pomysłowość bywa równie obezwładniająca. A to tylko fragment szerokiego wachlarza rozchwianej osobowości. 

moja mio

Niewykluczone, że po poprzednich doświadczeniach Tony potrzebowała odrobiny szaleństwa, wolności. Chciała odetchnąć pełną piersią – a przecież bycie z Georgio wydawało się wieczną zabawą. I słusznie. Był tylko jeden, niezmienny warunek: to zabawa na jego warunkach. To on ustala reguły, to on podejmuje decyzje. Żąda, nie prosi. Wymaga, ale nie od siebie. Przeprasza, choć nie wie, za co. Wytyka niedojrzałość, gdy sam zachowuje się jak dziecko. Twierdząc, że praktycznie się nie znają, jego żona nie ma racji. On doskonale zna jej słabości i z przerażającą precyzją potrafi je wykorzystać w najbardziej (a właściwie najmniej) odpowiednich sytuacjach. Czy kiedykolwiek cię tknąłem?– pyta w pewnym momencie, chociaż dobrze wie, że nie musi używać siły fizycznej, bo to na gruncie psychicznym ma stałą przewagę.

Choć to Tony pracuje w kancelarii prawniczej, czarny pas manipulacji należy się jej partnerowi. Nie tylko na kawiorze i szynce się zna – doskonale potrafi zgrywać ofiarę, chwilę później, bez mrugnięcia okiem, stając się oprawcą. Kolejny paradoks? Georgio żartuje i kłamie nieustannie, ale w kontekście całego filmu, właśnie jego dowcip z ich pierwszej nocy brzmi jak najszczersze i najstraszniejsze wyznanie. Trudno nam zrozumieć, dlaczego, u diabła, ona wciąż z nim jest, ale momentami patrzymy na niego jej oczyma i jeszcze trudniej nam ją potępić. W melodramacie Maïwenn padają znamienne słowa, że to, co początkowo przyciąga ludzi ku sobie, później nie pozwala im ze sobą wytrzymać. Dlaczego więc „Moja miłość”? Bo każde z nich, rzeczywiście, ma swoją: Georgio kocha po niszczycielsku, Tony – dając się niszczyć.

 moja miłość2

Zwykle w takich sytuacjach mówi się, że najbardziej cierpi dziecko, które – także po swojemu – kochają obydwoje. Tym razem jest jednak inaczej: chłopiecbawi sięz tatą wyśmienicie; to na Tony rykoszetem odbijają się tyleż usilne, co złudne próby stworzenia synkowi prawdziwegodomu. Nie ma z kim go tworzyć, bo Georgio nie jest materiałem na statecznego męża i ojca, który wychodzi o dziewiątej i wraca o siedemnastej. On nie spędza z nimi nawet Bożego Narodzenia, a co dopiero nocy. W dodatku przypomina coraz bardziej wyniszczonej, psychicznie i emocjonalnie, kobiecie, że to ona go zaczepiła. Nie spotkali się w bibliotece, tylko w klubie. Wiedziała, na co się pisze. W domyśle: sama jest sobie winna. W końcu na własne życzenie znalazła się w świecie imprez, głośnej muzyki, alkoholu, narkotyków. Tyle razy życzyła sobie, aby między nimi wszystko znów było dobrze, że wyczerpała pulę i jedyną furtkę pozwalającą uciec z tego klaustrofobicznego, schizofrenicznego świata, czy raczej przed tym światem, zobaczyła w zrobieniu sobie krzywdy.

Nie zaznała bólu fizycznego z ręki ukochanego, ale gdyby odtworzyć w pamięci scenę po scenie, dałoby się zauważyć, że rozmaite ciosy zaczęła przyjmować bardzo wcześnie, w dodatku miała ich świadomość nawet wtedy, gdy były ledwie draśnięciami. Właśnie dlatego patrząc na nią w ośrodku rehabilitacyjnym, gdzie próbuje dojść do siebie po wypadku w górach, i skąd wspomina burzliwą, dziesięcioletnią relację, widzimy kobietę wycieńczoną, cierpiącą. Przed związkiem z Georgio Tony miała kompleksy, ale przy nim wcale nie poczuła się atrakcyjniejsza. Stała się strzępkiem nerwów, coraz bardziej uginającym się pod ciężarem przeklętej zabawy, w której zapragnęła wziąć udział, ale której kontynuowanie kosztowało ją coraz więcej energii. Można o niej powiedzieć: histeryczka, idiotka, naiwna, nieasertywna. Można jednak ująć to inaczej: mająca więcej powodów do nienawiści, niż do miłości, a jednak – kochająca. Jak ćma rwąca się do ognia, woląca spłonąć, niż wrócić do życia w ciemności. Na naszych oczach przechodzi długą drogę. Niestety, prowadzącą w dół. Zaczyna na dwóch nogach, ze śmiechem na ustach. Po drodze przez chwilę unosi się nad ziemią, jednak w miarę upływu czasu coraz częściej się potyka, upada, wreszcie czołga, próbuje zboczyć z głównej trasy i na skróty dojść do celu. Jaki jest jej cel? Wyleczyć się z toksycznej miłości? Potrafić się jej oprzeć? Raczej uciec przed nią dostatecznie daleko. Rehabilitacja kolana potrwa długo, ale permanentnie osłabiony system odpornościowy to znacznie poważniejszy problem.

 moja miłość1

Euforia, bezbronność, ekstaza, beztroska, zazdrość, niedojrzałość, zabawa, samotność, wrażliwość, wyrachowanie, radość, strach, czułość, udręka. „Moja miłość” rzeczywiście jestmiłosnym rollercoasterem. Wraz z bohaterką, za sprawą bohatera, wznosimy się i upadamy tak często i długo, że w pewnym momencie dosłownie kręci nam się w głowie. My mamy dość, ale ona zbyt często waha się, czy odpiąć pasy. Gdy przestają wystarczać, chwyta się byle czego. Wypadnięcie z tej kolejki oznacza przecież wypadnięcie z gry. A na to, pomimo upływu lat i kolejnych doświadczeń, nie potrafi się zdobyć. Nawet, gdy śmiech zastępuje płacz, jęk zastępuje krzyk, afrodyzjaki zastępują leki, a próby normalnego życia – próby zakończenia go.

Emmanuelle Bercot, która niczym lustro odbija w sobie wszystkie te stany, została nagrodzona w Cannes, jednak wszelkie laury świata należą się operatorowi kolejki: genialnemu Vincentowi Casselowi, który raz w oczach ma błysk, innym razem łzy, a jeszcze innym obłęd. Pięćdziesiąt twarzy potrafi pokazać w sześćdziesiąt sekund. I w każdym wcieleniu jest piekielnie przekonujący.

Film Maïwenn wciąga. Bo zadziwia, bo rozśmiesza, bo oburza, bo przeraża, bo doprowadza do szaleństwa. Uświadamia, jak trudno czasem dokonać jednoznacznego podziału na to, co ludzie robią miłości oraz na to, co robią przez miłość. Jak trudno odróżnić to, na kogo się patrzy, od tego, kogo się widzi. I jakie to niebezpieczne, gdy zaciera się granica między jednym, a drugim. Od samego początku Georgio ma przewagę: taktyczną i punktową. Miłość także, jakby była w drużynie przeciwnika, nie chce dać za wygraną. Jaki jest wynik tego starcia? Przekonajcie się sami.

Dziennikarz

Studentka czwartego roku Tekstów Kultury UJ.
Ze świata literatury najbardziej lubi powieści, ze świata muzyki - folk, ze świata kina - (melo)dramaty oraz indie. I Madsa Mikkelsena, oczywiście.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?