Pomieszanie z poplątaniem – recenzja Reality Quentina Dupieux

Quentin Dupieux przyzwyczaił nas do absurdalnych, zwariowanych, surrealistycznych filmów oraz oddawania specyficznych hołdów dla tandetnego kina. W końcu to on międzynarodową sławę zyskał uczłowieczeniem opony. Później zaburzał rzeczywistość we Wrong oraz rozśmieszał Złymi glinami. W Reality kanadyjski reżyser osiąga szczyt zagmatwania i absurdu. Jeśli ktoś uważał, że Przeznaczenie z E. Hawke było skomplikowane, to ten film odmieni wasz pogląd na ten temat. Reality to jeden z najbardziej zakręconych filmów jakie możecie obejrzeć.

Reality zdjęcia 1

Wszystko natomiast zaczyna się prosto. Oglądamy scenę polowania na dzika i śpiącą dziewczynkę w samochodzie. Później pojawiają się kolejne postaci: operator kamery, reżyser, dyrektor szkoły, prezenter telewizyjny (Jon Heder vel Napoleon Wybuchowiec). Wraz z trwaniem filmu losy wszystkich postaci w fabule zaczynają się supłać się niczym sznurówki. Ba, im bliżej końca filmu tym historie zapętlają się do postaci starożytnego węzła gordyjskiego. Dupieux mnoży sny w śnie i filmy w filmie. Gmatwa i komplikuje aż do ostatnich scen, lecz nie jest Aleksandrem Wielkim i nie chce (a może nie potrafi?) tego co pogmatwał rozwiązać i pozostawia po seansie jedynie ból głowy.

Reality zdjęcia 2

Film wydaje się być jednym, wielkim dowcipem. Ironiczny wydaje się być sam tytuł Reality (Rzeczywistość), który zarazem jest imieniem dziewczynki w filmie. Pojawiają się niby wątki filmowca dokumentalisty i tworzenia fabuły, snów mieszających się z rzeczywistością, ale tak na prawdę Dupieux bawi się z nami w łamigłówkę, dla której nie rozwiązania, łudząc nas, że takowa istnieje. Minuta po minucie niszczy doszczętnie naszą percepcję, przez co nie jesteśmy w stanie odróżnić, która część filmu rozgrywa się w sferze snów, a która w rzeczywistości postaci z filmu.

Reality zdjęcia 3

Reality jest na pewno kolejnym dowodem, iż Kanadyjczyk potrafi robić pokręcone i absurdalne kino. Jednak osoby zaznajomione z jego kinem mogą odnieść wrażenie, że Dupieux za dobrze się czuje w swojej strefie komfortu i powinien poszukać jakiejś nowej niszy. Oczywiście film jest przyjemny, zabawny, nieźle obsadzony i zagrany, lecz pozostawia wrażenie wyłącznie zabawy formą, a wszelkie doszukiwanie się w nim głębszej treści jest raczej karkołomnym zadaniem. Docenić jednak trzeba, że z niewielkim budżetem Dupieux potrafi robić dopracowane w detalach i wizualnie perfekcyjne kino.  Facet chce żebyśmy dobrze się bawili, no i przy okazji sam się dobrze bawił.

 

Dziennikarz

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?