„Snajper” – Recenzja przedpremierowa faworyta do Oscara

Okiem snajpera.

„Snajper” to historia biograficzna o niezwykłym żołnierzu Stanów Zjednoczonych. Film opowiada o życiu legendarnego Chrisa Kyle’a. Kim był Chris Kyle? Członkiem Navy SEALs i jednocześnie najskuteczniejszym snajperem w historii wojsk USA.  Produkcja o tym człowieku – legendzie jest ewenementem z tego względu, że pokazuje przygody osoby, która zginęła ledwie rok temu (konkretnie 2 lutego 2013r.). Zanim doszło do tragicznego wypadku Kyle współpracował nawet z ekipą tworzącą jego kinową biografię. Niesamowity życiorys tego wojskowego starczyłby spokojnie na kilka długich godzin. Czas akcji to historia współczesna, wszyscy ją doskonale pamiętamy bo działa się kilka lat temu, stąd oglądanie perypetii bohaterów jest wyjątkowo autentycznym przeżyciem . Czy twórcom udało się wykorzystać te fundamenty do zbudowania dobrego kina akcji?

http://i1.wp.com/static.skynetblogs.be/media/32278/american_sniper_2014_r-rated_pic02.jpg?resize=848%2C355

Mała przerwa w pracy żeby zadzwonić do żony? Czemu nie.

Clint Eastwood zaczyna film mocnym strzałem od razu wrzucając widza między morze zabójczych piasków Iraku. Gdy na celowniku głównego bohatera pojawia się mały chłopiec trzymający pod rękę matkę od razu odczuwamy napięcie, a w głowie pojawia się pytanie: czy strzeli? Nim poznamy odpowiedź dane nam jest zobaczyć kilka retrospekcji wyjaśniających motywacje Chrisa, człowieka który w swojej karierze zastrzelił 160 celów. Narracja filmu jest zbudowana w sposób niechronologiczny – często następujące po sobie sceny dotyczą innych okresów życiorysu protagonisty.  Z jednej strony wzbudza to ciekawość widza, z drugiej momentami może zirytować bardziej niecierpliwego obserwatora. Na szczęście ekipa tworząca film nie poszła na łatwiznę i pokusiła się o przekrojowe (choć skrótowe) pokazanie etapów życia legendy niezwiązanych z działaniem na froncie. W tym momencie trzeba pochwalić Bradleya Coopera – odtwórcę głównej roli oraz Siennę Miller wcielającą się w postać żony tytułowego snajpera. Oboje zagrali dobrze, wyróżniając się pozytywnie na tle drugiego tła, którego niestety… prawie nie było.

http://i2.wp.com/www.blackfilm.com/read/wp-content/uploads/2014/12/American-Sniper-19-Cory-Hardrict-and-Bradley-Cooper.jpg?resize=788%2C295

Widz może zadać sobie pytanie: kim do cholery są ci goście?

Jednym z głównych mankamentów filmu jest bardzo słabe zarysowanie postaci drugoplanowych. Niestety towarzysze boju naszego herosa nie zapadają w pamięć i szczerze mówiąc trudno odróżnić jednego od drugiego. Nieco utrudnia to troszczenie się o ich losy, o dziwo jednak każda akcja na polu walki wzbudza napięcie. Świetnie oddano grozę i przypadkowość wojny, a także okrucieństwo obu stron. Akcje w Iraku wyglądają realistycznie do tego delikatna muzyka, czy raczej niepokojące odgłosy (podobnie jak w „Labiryncie” Denisa Villeneuve) świetnie budują grozę chwili. Z drugiej strony jest kilka momentów, kiedy przebywając z amerykańskimi żołnierzami na terytorium wroga  czujemy się jakbyśmy byli na pikniku. Nie jest to szczególnie dokuczliwe zwłaszcza, że co jakiś czas napięcie trzeba rozładowywać.  Dużym plusem biografii jest to, że udało się w nią wpleść charakterystycznego, istotnego dla fabuły antagonistę. Jeżeli chodzi o jakieś drobne niedociągnięcia można narzekać, że wątek brata Chrisa został urwany w nieco bezsensownym miejscu – można go było pociągnąć dalej albo po prostu z niego zrezygnować. Ze scen walki w większości zrobionych bardzo poprawnie na duży plus trzeba wyróżnić potyczkę w burzy piaskowej. Natomiast w wątku „rodzinnym” należy docenić to, że obyło się bez lukrowania i tworzenia „matki Amerykanki” z radością posyłającej męża na front. Zilustrowano problemy, z jakimi stykają się emerytowani żołnierze, pokazano że wojna odciska swoje piętno na każdym człowieku. Drobnym minusem jest tutaj to, że kilka scen powiela to, co zobaczyliśmy wcześniej.

http://i2.wp.com/4.bp.blogspot.com/-pcrZHkM9aDM/VC6c0qB_SNI/AAAAAAAA1No/jGMcC2AhCyc/s1600/vlcsnap-2014-10-03-14h50m11s228.png?resize=740%2C310

Świetnie ukazano nam ciemniejszą stronę służby ojczyźnie i trudność w relacjach między zawodowym żołnierzem, a jego rodziną.

Mimo kilku drobnych mankamentów „Snajper” jest świetną propozycją dla fanów twardego kina. Chris Bradleya Coopera jest wiarygodny, szybko zyskuje sympatię widza, a jego losy naprawdę wciągają. W filmie osiągnięto dobry balans między momentami luźniejszymi a pełnymi napięcia scenami irackich misji. Pomógł w tym cięty i naprawdę zabawny humor prezentowany przez głównego bohatera. Ukazane wydarzenia dotyczą zaledwie kilku lat wstecz, dlatego są mocno angażujące emocjonalnie dla widza. Mimo wszystko jest to produkcja Amerykańska stąd nie będące zaskoczeniem przedstawienie Irakijczyków w sposób jednostronny jako krwiożerczych dzikusów. Potyczki między stronami konfliktu ukazane są naprawdę brutalnie. Nie bano się nam pokazać bezwzględności muzułmańskich fanatyków czy też snajperów zachodniego mocarstwa. Wypada to świetnie, jednakowoż twórcy mogli pokusić się o to by pójść krok dalej.  Niestety nie padło tutaj pytanie: po co nam ta wojna?

https://pbs.twimg.com/media/B8YHhkwCUAABUtH.jpg:large

Eastwood kręcący film o Bliskim Wschodzie… to musiało wypalić.

Na szczęście mimo wszystko biografia jest godna gorącego polecenia. Być może dlatego, że nie ma tutaj przesadnie dużo patosu – choć główny bohater jest może nieco wyidealizowany to już jego żona jest postacią z krwi i kości. Przede wszystkim zależy jej, aby mieć męża przy swoim boku z dala od niebezpieczeństwa.  Umiejętnie ukazanego niebezpieczeństwa. Koniec końców biorąc „Snajpera” na nasz celownik możemy spokojnie stwierdzić, że na wielkim ekranie ogląda się go naprawdę świetnie!

https://www.youtube.com/watch?v=vNr-krzb1F0

 

Redaktor

Twórca cyklu "Powrót do przeszłości". Wielki miłośnik spaghetti westernów, kina szpiegowskiego i fantasy.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?