Kobiety bez wstydu – recenzja przebojowej polskiej komedii

Jaka miła i przyjemna opowieść. Nasz bohater jest sprytnym Polakiem próbującym swych sił za granicą jako kelner. Nie chce on do końca dni obsługiwać stolików czy przyjmować zamówień. Dlatego przechodzi trzy dniowy kurs na psychoanalityka i wraca do Krakowa, by w mieszkaniu po ciotce otworzyć własną praktykę. Warto w tym miejscu nadmienić, że Piotr, bo o nim tu mowa, prócz sprytu może pochwalić się jeszcze jedną bardzo istotną cechą – wie, czego chcą kobiety. Płeć piękna lgnie do niego niczym zaczarowana, a ten jako dobry samarytanin zaspokaja jej potrzeby tak duchowe jak i cielesne.

Do polskich kin niedawno wparadowała dumnie taka oto komedia. Jest to niezwykle ciekawy miks typowo romantycznej, ciepłej historii z odrobiną figlarności polanej ciętym pstryczkiem mezaliansów społecznych. Reżyser i scenarzysta w jednym niczym Woody Allen rozprawia się z jedną jak i drugą płcią, wytykając pewne przyzwyczajenia oraz przywary kojarzące się zarówno z kobietami jak i mężczyznami. Dzięki zastosowaniu jakże nowatorskiego i współczesnego pomysłu oparcia osi fabularnej o dorobek naukowy doktora Zygmunta Freuda wszystko nabiera nowobogackiego sznytu, odznaczając się silnym inteligenckim podszyciem, stanowiącym idealny kontrapunkt dla rubasznego charakteru pierwotnej natury żartów na temat stosunków damsko-męskich. Oczywiście o żadnych stereotypach nie ma mowy, a wszystko dąży do wysnucia intrygujących i błyskotliwych wniosków.

Zobacz również: recenzja filmu Kamper!

Uwiarygodnić całą aferę z powodzeniem udaje się fantastycznym aktorom, wprost brylującym na ekranie. Odtwórcy głównej roli, Michałowi Lesieniowi, uśmiech wręcz nie schodzi z twarzy i używając całego swojego komediowego emploi kreuje on niezwykłego amanta, wobec wdzięku którego żadna niewiasta nie pozostanie obojętna. Zaiste jego urok jest tak wielki, iż nie potrzeba, by korzystał on z całego zakresu emocji i zróżnicowanych grymasów, gdyż jednym uśmiechem lokującym się między Frankiem Sinatrą a Rudolphem Valentino Lesień potrafi dosłownie natychmiast zjednać serce i przede wszystkim ponętne ciało kobiety. Stąd też reżyser nie czuł się nawet zobligowany pokazywać widzom poszczególnych etapów powstawania związku czy przeistaczania się zauroczenia w wielką miłość. Magia bijąca z ekranu dosłownie przenosi oglądających w inną rzeczywistość, gdzie nie obowiązuje zdrowy rozsądek, a ciąg przyczynowo skutkowy to tylko mit dla skwaszonych życiem i nie mających pojęcia o fachowej psychoanalizie laików.

Utrzymać ten cudowny klimat nieracjonalności pomagają wspaniałe krakowskie plenery. Gdzie się człowiek nie obejrzy, tam deptak i kamieniczki, często skąpane w blasku latarni tylko potęgują uczucie, iż obcujemy z niezwykłą historią, fantastyczną niczym współczesna baśń. Za królewnę służy Joanna Liszowska, warto dodać, więc pewnie domyślacie się, z jakiego typu ksieżniczką mamy do czynienia. Aktorka ze swoim nieszablonowym stylem bycia i przebojowością automatycznie absorbuje każdą chwilę na ekranie, stanowiąc sztandarowy przykład subtelności, gracji i elokwencji polskiego kina komediowego ostatnich lat. Zaiste zresztą film ten odsłania wiele twarzy kobiet, znajdując odpowiednie miejsce zarówno dla takiej szarej myszki jak Anna Dereszowska oraz czającej się w mroku femme fatale Weroniki Książkiewicz. Panie robią użytek ze swoich ciał, ogrywając na ekranie skomplikowaną kobiecą psychikę i obrazując wiele współczesnych psychoanalitycznym problemów, jak chociażby opętanie przez diabła.

Zobacz również: recenzja filmu Przyjaźn czy kochanie?

Dodatkowo jakby jeszcze było mało atrakcji, to na finał twórcy przygotowali niespodziewany wątek kryminalny z niesamowitym zwrotem akcji, który w założeniu każdemu powinien zapewnić dodatkowy zastrzyk adrenaliny. Pewnie istnieje ktoś, kto się nie zgodzi nad tyloma zachwytami nad najnowszym polskim hitem. Nie ma co jednak pochylać się nad wadami. Tylko malkontenci i ludzie niezadowoleni z życia tak robią. Naprawdę trudno jest stworzyć przewrotną, inteligentną komedię o związkach damsko-męskich z ciętymi żartami i trafnymi puentami. Ambicje ku temu mieli autorzy Kobiet bez wstydu. Także brawa, wielkie brawa i karnawał.

Dziennikarz

Miłośnik prawdziwego kina, a nie tych artystycznych bzdur.
Jeśli masz ciekawy temat do opisania, pisz tutaj - [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?