Seksowny Antychryst nadchodzi. Recenzujemy „Taśmy Watykanu”!

Reżyser Mark Neveldine ma na swoim koncie kilka wysokobudżetowych filmów: od dwóch części „Adrenaliny” z Jasonem Stathamem, aż po sequel „Ghost Ridera” z Nicolasem Cagem. „Taśmy Watykanu” to jego pierwsze spotkanie z rasowym horrorem, tym bardziej byłem ciekaw jak poradzi sobie z mocno oklepaną ostatnio tematyką opętań i egzorcyzmów. O dziwo, zadaniu podołał całkiem przyzwoicie, starając się odświeżyć skostniałą formułę, ale popełniając też kilka kardynalnych błędów.

Film koncentruje się na postaci Angeli – pięknej, młodej blondynce, która w trakcie celebracji swoich 25 urodzin zostaje naznaczona przez siły nieczyste. Z początku jej ojciec i chłopak postanawiają szukać pomocy lekarskiej, z czasem jednak okaże się, że będzie potrzebny kapłan. A najlepiej egzorcysta.

W ostatnich latach w kinie obrodziło w filmy tego typu. Są lepsze, jak „Rytuał” czy „Egzorcyzmy Emily Rose” i gorsze, jak „Ostatni egzorcyzm 2”. Kiedy nie da się zaskoczyć treścią, trzeba sięgać po coraz ciekawsze formy. Co się tyczy Neveldine’a, nie dość że bardzo dobrze radzi sobie z kamerą, serwując ciekawe i niebanalne ujęcia, to jeszcze stara się nie straszyć prostacko, przez co rzadko dostajemy tzw. jump scenes, które są niczym innym jak pójściem na łatwiznę w kwestii doprowadzenia widza do stanu przedzawałowego. I chociaż nie udało ich się całkowicie uniknąć, to jednak zdecydowanie częściej twórcy konsekwentnie budują napięcie i dbają o mroczny klimat.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że przedsięwzięcie nie udałoby się bez Olivii Taylor Dudley w roli głównej. Znana głównie z roli w „Czarnobylu. Reaktorze strachu” młoda aktorka jest niezrównana jako opętana Angela. Jej zimne, beznamiętne spojrzenie i wykrzywiona spazmami twarz będzie śniła mi się po nocach jeszcze długo po seansie. Jeśli ta rola nie otworzy jej drogi do większej kariery, to nie wiem czy coś jeszcze będzie w stanie to zrobić. Szkoda tylko, że reszta obsady nie wyróżnia się niczym szczególnym (może poza akcentem Dougraya Scotta), a nawet słabuje, jak chociażby Michael Peña, do którego aktorstwa chyba już nigdy nie będzie mi dane się przekonać. Kreowany na głównego bohatera filmu kompletnie nie pasuje ani do roli, ani do reszty.

W pogoni za próbą zaskoczenia widza oryginalnymi zwrotami akcji, scenarzyści robią jeden z najbardziej niewybaczalnych błędów. Przyspieszają akcję, przeprowadzając raczej stereotypowy i toporny egzorcyzm, by następnie… urwać wszystko w najciekawszym momencie. Serio, kiedy zacznie dziać się coś zaskakującego, zobaczycie tylko… napisy końcowe. „Taśmy Watykanu” mogłyby być więc pierwszą częścią dłuższej serii albo pilotem niezłego serialu, a tak to całkiem niezły potencjał realizacyjny zostaje zaprzepaszczony przez finał, bardziej irytujący niż satysfakcjonujący.

https://www.youtube.com/watch?v=PWuUGmz5Ld4

Zastępca redaktora naczelnego

PR-owiec, recenzent, okazjonalnie tłumacz. Kocha kino, seriale, książki, komiks i gry. Kumpel Grahama Mastertona. W MR odpowiedzialny za dział Popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?