• Zaloguj się
  • Zarejestruj
  • Połącz z Facebook
Barry Seal moviesroom 1200x200 preview

Maggie (Greta Gerwing) to mieszkająca w Nowym Jorku singielka, która bardzo chce zostać matką. Pogodziła się już jednak z faktem, że nie potrafi utrzymać stałego związku, postanawia więc wychować dziecko sama. Znajduje nawet odpowiedniego kandydata do realizacji tego celu, ale z chwilą, gdy zakochuje się w żonatym, starszym od siebie wykładowcy, Johnie (Ethan Hawke) musi zmienić plany. Po raz pierwszy i nie ostatni.

Mijają bowiem trzy lata, mija "i żyli długo, i szczęśliwie". Choć Maggie wyszła za mąż i urodziła córeczkę, wcale nie czuje się szczęśliwa. Wręcz przeciwnie. Podczas gdy Johna pochłania pisanie książki, ją przytłacza proza wspólnego życia. Ma dość brania na siebie wszystkich obowiązków i przekładania własnych spraw; nie dość, że stopniowo odkochuje się w swoim mężu, zaczyna podejrzewać, że on z kolei nigdy nie przestał kochać byłej żony - despotycznej, ekscentrycznej Georgette (Julianne Moore). Obmyśla zatem kolejny plan: tym razem mający ponownie połączyć małżonków, a ją uwolnić spod jarzma rutyny, którego być może nie musiałaby dźwigać, gdyby skończyło się na "zwykłym" romansie. Teoretycznie to historia z dużym komediowym potencjałem. Teoretycznie.
 
Skrócenie tego etapu związku głównej bohaterki i Johna, kiedy wszystko jeszcze było w porządku, jest zrozumiałe i usprawiedliwione zamysłem reżyserki. Zamiast fundować widzom kolejną hollywoodzką kliszę z happy endem, woli podjąć się o wiele trudniejszego zadania - pokazać, że życie to naprawdę nie bajka. Gdy na ekranie mowa o wypalającym się uczuciu, nie sposób przywołać w pamięci dawnej chemii między postaciami. Wszystko sprowadza się do prostego, wyzutego z romantyzmu schematu: on był sfrustrowany, ona dała mu zastrzyk energii, teraz męczą się obydwoje, bo nic nie jest tak, jak na początku. Marzenia, owszem, spełniają się, ale czasami to nie wystarczy. A wizje dotyczące usłanej różami przyszłości zaskakująco szybko pokrywają się kurzem. Miller strąca bożka romantycznej, ckliwej miłości z piedestału, skłaniając tak bohaterkę, jak i widza, do wyciągnięcia nader przewrotnego wniosku: gdyby Maggie, zamiast dać się ponieść emocjom, trzymała się pierwotnego planu, sprawy mogłyby potoczyć się inaczej.  
 
Kadr z filmu Plan Maggie, fot. materiały prasowe
 
Plany planami, fabuła fabułą, nie sposób zapomnieć o aktorach. Grana przez Gerwig Maggie jest na przemian nijaka i niedojdowata; pokraczny ma zarówno styl poruszania się, jak i ubierania. Oczywiście, ten - najpewniej celowy - zabieg można uznać za uroczy, może nawet tkwi w tym element komediowy - ale nie do wszystkich musi przemawiać. Biada tym, do których nie przemówi, bo będą się męczyć od pierwszej do ostatniej minuty seansu (jak ja). Odgrywający niebagatelną rolę w pierwotnym planie Guy (Travis Fimmel), nieporadny przedsiębiorca ogórkowy i matematyczny geniusz zarazem, o wiele szybciej wzbudza sympatię, chociaż i jemu trudno odmówić osobliwości. Hawke, owszem, potrafi być narcystyczny i pretensjonalny, ale pierwsze skrzypce gra tutaj bez wątpienia Moore, która przerysowuje swoją postać po mistrzowsku. Wyniosła, ekscentryczna, władcza. Aż miło popatrzeć!
 
Dotychczas hasła: Nowy Jork, współcześni intelektualiści i ich - mniej lub bardziej - skomplikowane problemy uczuciowo-tożsamościowe dość jednoznacznie kojarzyły się z Allenem. I raczej tak pozostanie, bo choć Plan Maggie wykorzystuje bliźniacze składniki, efekt trudno uznać za udany. Zamiast dostarczać - niekoniecznie w szablonowy sposób i oczywistymi metodami; bynajmniej nie w stylu żenujących masówek - rozrywki, film nudzi. Końcowe mrugnięcie okiem do widza rzeczywiście wywołuje uśmiech na twarzy, ale to zdecydowanie za mała dawka humoru jak na półtoragodzinną komedię. Nawet, jeśli z aspiracjami. 

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe 

 

Wiesz, co z tym zrobić


Aleksandra Kumala

Aleksandra Kumala

Dziennikarz

O mnie:

Studentka czwartego roku Tekstów Kultury UJ. Ze świata literatury najbardziej lubi powieści, ze świata muzyki - folk, ze świata kina - (melo)dramaty oraz indie. I Madsa Mikkelsena, oczywiście.


Więcej informacji o:

Wypowiedz się na ten temat...
Zaloguj się poprzez
albo skomentuj jako gość
Wczytywanie komentarza... The comment will be refreshed after 00:00.

Skomentuj jako pierwszy

Ilość ocen w tym artykule to : 0
Typ w bazie danych :
Wartość odebrana :

OCENA RECENZENTA

30/100

  • świetna Julianne Moore 
  • końcowa scena
  • przewrotność zamysłu 
  • irytująca główna bohaterka 
  • dłużenie się 
  • nieśmieszna (!), nudna komedia 


PRODUKCJĘ POLECA:

0%

UŻYTKOWNIKÓW


CZY POLECASZ TEN TYTUŁ?

MOVIES ROOM POLECA

Najnowsze Wiadomości

Polub nas


© 2016 MOVIESROOM.PL · Wszystkie prawa zastrzeżone · Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu.