Advertisement
Advertisement

Atak pozycyjny – recenzja I młodzi pozostaną Petera Jacksona

Peter Jackson wraca w tym roku z kolejnym projektem reżyserskim, znowu w każdym momencie trwania tego filmu zaskakując. Po wyjściu (chyba już na dobre) ze Śródziemia, na warsztat bierze tą mniej wyeksploatowaną przez popkulturę Wojnę Światową. Nie ma jednak pokaźnych walizek dolarów, a tylko zbiera materiały archiwalne z muzeum i zastanawia się jak tu nadać im życia. Ostatecznie się to udaje.

I młodzi pozostaną to film, którego forma może odrzucić. Można też ją w pewnym sensie nazwać archaiczną, jest to bowiem w teorii nic więcej, niż prawie 100 minut archiwaliów z dodanym lektorem. Diabeł jednak tkwi w kilku szczegółach, w których Jackson wspomnianej archaiczności nadaje drugie życie. Dlatego też, choć początek tego filmu jest naprawdę trudny, także do wytrwania, warto siedzieć na sali kinowej dalej. Potem już robi się kolorowo. Dosłownie, bo w pewnym momencie Jackson zwyczajnie czarno-białemu wcześniej obrazowi nadaje barwy. Zupełnie nie można jednak nazwać kolorowym momentu, w którym się to dzieje.

Co jednak pokazywać z pozoru wyglądającą na archaiczną formą, jak nie wydarzenia historyczne, od których dzieli nas już ponad sto lat. Kawałek odświeżenia czasów podkreśla obcowanie z czymś, co jest ważne, a jednocześnie hołduje młodym żołdakom, pokazując właściwie ich prawdziwe twarze i odtwarzając głosy.

Mamy mu werbunek do wojska, chwilę tradycyjnych opowiadań kim to nasi kandydaci nie byli przed, potem samą wojnę i czas na krótko po niej. Pierwsza część, tak jak wspomniałem wcześniej, traci nieco na nudzie i monotonii. Jackson sucho przedstawia nam brytyjskie wojsko ani na moment jednak nie wychodząc z przyjęcia za gwiazdę tego filmu bohatera zbiorowego. Z jednej strony więc słuchamy tych nazwisk, z drugiej jednak wiedząc, że musimy skupić się na nich jako na całości. Trochę się to gryzie.

Kiedy jednak obraz dostaje koloru, maszyna narracyjna twórcy Władcy pierścieni jest już naoliwiona, a film dostaje drugie życie. Front wojny pozycyjnej, trudnej ze względu zarówno na kule i pociski, jak i podstawowe braki higieny czy wszechobecny zapach śmierci pokazują bezsens sytuacji dużo lepiej, niż to, co wynosimy z suchej faktografii z początku i zwierzeń, ile dany gość miał lat czy skąd jechał na front, fałszując papiery. Wojna jest tu namacalna jak rzadko kiedy, wywołuje rzeczywiste i nietłumione emocje. Jackson trzyma to jednak w ryzach, nie podnosząc nigdy tonu swojej wypowiedzi i nie wynosząc nikogo ponad historię. Panowie jadą na wojnę, niektórzy z nich wracają, a najgorsze jest to, jak muszą sobie poradzić potem, wracając do normalnego życia. Niby temat niezbyt nowy, jednak zrealizowany z zachowaniem stylu Nowozelandczyka, choć teoretycznie tak bardzo odmienny.

Nie jest to zdecydowanie seans dla wszystkich, film bowiem opiera się nie na obrazie, ale na wyciągnięciu z niego odpowiednich przeżyć. Jestem w stanie uwierzyć, że odczucia kogoś na seansie nie będą rezonować z pokazywanym obrazem. A jeśli tej relacji z I młodzi pozostaną w trakcie seansu nie wykreujesz, pozostanie to, co ja czułem na początku, zastanawiając się, po co właściwie siedzę na tej sali kinowej. Jackson jednak szybko zreflektował się, pokazując, że robi ten film głównie w hołdzie bohaterom, którzy ani przez moment przed, w trakcie czy po wojnie, nie stracili kontaktu z ziemią i swoich bardzo ludzkich problemów i odruchów. A to jest chyba to podejście do wojny, które zawsze intryguje najbardziej.

Redaktor prowadząćy działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod [email protected]

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?