Advertisement
Advertisement

Bliźniak – recenzja jesiennej katastrofy od Anga Lee

Choć pierwsze zagraniczne recenzje tej produkcji nie pozostawiają nań z reguły suchej nitki, podchodząc do seansu miałem na uwadze to, że mamy do czynienia z projektem Anga Lee, który ma na swoim koncie kilka niebanalnych dzieł. Twórca Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka miał w istocie w swoich planach stworzyć coś niebanalnego – przynajmniej pod względem technologicznym – jednak wyłożył się chyba w każdym możliwym aspekcie.

Bliźniak serwuje dość prostą historię. Will Smith wciela się w Henry’ego Brogana, wybitnego zabójcy, który ma już swoje lata i chce przejść na emeryturę. Niestety, wskutek ostatniego zlecenia, przy którym został oszukany, nie będzie mu dane cieszyć się zasłużonym wypoczynkiem. Przeszłość podąży za nim – i to dosłownie, jako że jego przełożeni poślą za nim pewnego ambitnego, liczącego niemal trzy dekady mniej agenta, który jest podejrzanie podobny do niego samego…

Bliźniak

kadr z filmu Bliźniak

Jeżeli czytając powyższą fabułę odczuwacie wielokrotne deja vu (motyw starego wygi w niebezpiecznym zawodzie, który chce odejść; konfrontacja z przeszłością poprzez spotkanie z młodą wersją siebie itd.), to… macie całkowitą rację. Twórca, który przyzwyczaił nas do zabawy różnymi gatunkami i konwencjami, nawet nie próbował przekonywać, że cała fabularna otoczka Bliźniaka jest sztampą budowaną na sztampie. Mamy obowiązkowe katusze moralne człowieka zajmującego się zabijaniem, trochę ubogiego SF i typowy motyw bezdusznych organizacji zjadających własne dzieci. W zasadzie odhaczono lwią część klisz stosowanych w tego typu kinie od co najmniej dwóch dekad. Głównym celem Lee było ewidentnie nakręcenie produkcji w 120 klatkach na sekundę. Cóż, miało wyjść rewolucyjnie, ale efektem jest jedynie totalny bałagan na ekranie. Pomijając już ocierającą się o parodię choreografię walk (skok z pozycji leżącej nad nacierającym motocyklem w slow motion…), od dziwacznych ujęć może co najwyżej rozboleć głowa, bo o poczuciu jakiejkolwiek dynamiki nie ma ma co nawet mówić. No i oczywiście reżyser uparł się na to nieszczęsne komputerowo odwzorowane oblicze młodego Willa Smitha. Efekt jest taki, że zamiast zachwycać się podobieństwem, możemy pośmiać się z karykatury znanego aktora.

Bliźniak

kadr z filmu Bliźniak

Dodatkowym obuchem w głowę jest cierpiący na deficyt logiki scenariusz. Poza typowymi absurdami – prowadzącymi m.in. do refleksji nad sensem tak uporczywego pościgu za swoim niegdyś najlepszym cynglem – Bliźniak ma ten problem, że zamiast ukazać pewne motywacje bohaterów, ich dążenia czy obawy, w sposób bardziej subtelny, wolą go przegadać. I tak wbrew żelaznej zasadzie kina show, don’t tell mamy 3-4 toporne i pompatyczne sceny dialogowe mające zastąpić ekspozycje, na które zabrakło czasu lub cierpliwości twórcom. Sam Will Smith orze jak może, ale chwilami wydaje się, że kątem oka dostrzega rozliczne kłopoty produkcji i jest tym zażenowany. Przebrnąć to wszystko pomaga mu Mary Elisabeth Winstead, jak zwykle trzymając niezgorszy poziom. Najbardziej żal tutaj Clive’a Owena, męczącego się niemiłosiernie z wejściem w skórę kompletnie niekonsekwentnie napisanego antagonisty.

Bliźniak

kadr z filmu Bliźniak

Zobacz również: Czarownica 2 – recenzja kontynuacji aktorskiej Śpiącej Królewny!

Jak widać, taki jest efekt próby stworzenia filmu w imię zaimplementowania niepraktycznych efektów specjalnych. Ang Lee poległ w zasadzie na wszystkich frontach, kreując nudny, powtarzalny spektakl z żenująco słabym scenariuszem, boleśnie nieudanym eksperymentem CGI i przekombinowanymi scenami akcji. Zasadniczo nie mogę tej produkcji polecić chyba nawet największym fanom Smitha, bo przerazi ich straszliwa parodia jego umęczonej facjaty. Ewentualnie wielbiciele Mary Elisabeth Winstead na upartego coś znajdą, bo oprócz jej skądinąd dobrej roli Ang Lee – już chyba w jakimś objawie desperacji – znalazł pretekst na to, by blisko ostatniego aktu rozdziać ją na kilka sekund do bielizny. Ale mimo wszystko chyba i tak lepiej już zostać w domu i obejrzeć, dajmy na to, Loopera.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?