Advertisementpixel

Dzień czekolady – recenzja polskiej produkcji familijnej w gwiazdorskiej obsadzie!

Są w polskiej mowie potocznej takie powiedzenia, które mi się nie podobają i których prawdziwość często muszę podważać, a mimo to raczej nie wychodzą z powszechnego użycia. Jednym z nich jest stwierdzenie, po czym można poznać prawdziwego mężczyznę. Oczywiście wiem w jakim kontekście sentencja padła z ust premiera Millera po raz pierwszy, jednak w dzisiejszym świecie jest szczególnie nadużywana. A jeśli chciałbym pokazać najdobitniejszy przykład, że sam koniec nie wystarczy, obróciłbym się szybko w kierunku najnowszego polskiego filmu fabularnego Jacka Piotra Bławuta Dzień czekolady, który wszedł do kin za sprawą dystrybutora Mówi serwis. Bo to produkcja, która ma naprawdę niegłupi morał i chce nam przekazać piękne rzeczy. Problem w tym, że znajdzie się pewnie niewielu, którzy do tych pięknych rzeczy dotrwają.

Trudna była droga Dnia czekolady na ekran. Film można było oglądać już podczas ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni, jednak patrząc na to, jak bardzo zarówno tam, jak i teraz w szerokiej dystrybucji, mimo wielu wielkich nazwisk, przeszedł bez echa, trudno się temu dziwić. Mamy tu w końcu śmietankę polskich gwiazd, w dodatku w gatunku, który ostatnio za sprawą Władców przygód, Za niebieskimi drzwiami czy Tarapatów, zaczyna w Polsce dochodzić do głosu, a zainteresowanie nie jest tak duże, jak myślę, że można byłoby oczekiwać. Jest tak prawdopodobnie z kilku powodów.

fot. Robert Ładczuk

Po pierwsze, nie widzę zbytnio tego filmu jako rozrywkę dla całej rodziny. Bo jeśli miałby czymś zająć dzieciaki, to albo kawałkiem fascynującej przygody czy podróży, albo kolorowymi i ciekawymi bohaterami. Choć gołym okiem widać inspirację anime, o czym mówi sam reżyser, film nie wykorzystuje zupełnie potencjału drzemiącego w obydwu tych płaszczyznach. Niby ma jakiś świat złodziei czasu, ale spotykamy w nim tylko postacie, które nic ciekawego nie robią, a wszystkie ich słowa i zdania to tylko dość nachalne symbole. I żeby choć design był bardziej kolorowy. W tym przypadku nie wiem, czy zawiódł budżet, czy jakiś inny aspekt, jednak coś niewątpliwie.

Zobacz również: Kraina lodu 2 – nowy zwiastun już w sieci 

Jak już jesteśmy przy zawodzeniu nas bohaterami, to mamy Ogrodnika Dębickiego i Cielecką, na których ta fabuła pomysłu nie ma, ale po drugiej stronie, z Tomaszem Kotem i Katarzyną Kwiatkowską sytuacja nie wygląda lepiej. Całe szczęście film dojeżdża we właściwe miejsce z kreacją naszych najmłodszych bohaterów oraz ich rodziców. Tutaj relacje zazębiają się fajnie, nikt nie wmawia nam wielkich rzeczy, a narracja trzyma się blisko palącego w różnym stopniu w zależności od momentu filmu domowego ogniska. W dodatku w zależności od momentu filmu zbliża obydwa z nich w bardzo subtelny sposób do siebie. Nawet pomimo faktu, że Leo Stubbs i Julia Ozimek mieliby w polskim kinie wśród dziecięcych aktorów w ostatnich latach mocną konkurencję.

fot. Katarzyna Ładzczuk

Domyślam się, co ten film chciał mi powiedzieć. Miał za cel podjąć debatę o stracie, o radzeniu sobie z nią i o tym, jak wpływa na nią czas. O leczeniu ran z przeszłości i o tym, jak bardzo tworzenie swojej przyszłości ma na nią wpływ. Dlatego też, kiedy w końcówce wypływa morał tego filmu, jest czas na podniesienie nieco letniego do tej pory poziomu emocji. Jeden z najważniejszych cytatów,  jaki tu pada, brzmi: Czasu nie da cofnąć, można go tylko zjeść. Niestety, zanim dojdziemy tu do konkretów mamy nadzieje,  że ktoś przyjdzie i zje nam czas większości seansu. A potem przypominamy sobie, że w tym świecie dotyczy to tylko przeszłości. Szkoda.

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?