Gdzie jesteś, Bernadette? – recenzja filmu Richarda Linklatera

Richard Linklater, po głośnym Boyhood, zabiera widzów do przewrotnego świata outsiderów, kolorowych ubrań, wymyślnych budowli, neurozy, specyficznego humoru i dramatu zapomnianych gwiazd. Bernadette Fox, uważana za największą rewolucjonistkę wśród kobiet architektów, pragnie odzyskać tożsamość i na nowo zaistnieć w kręgach artystycznych. Nie może liczyć na poparcie męża, więc pewnego dnia… ucieka na Antarktydę.

Niektórzy muszą tworzyć, by żyć. Inaczej usychają, niczym róża bez wody, która, choć piękna, nie może w pełni rozkwitnąć. Postać zahukanej Bernadette jest wymownym symbolem uciśnionych artystów pozbawionych możliwości wypłynięcia na „szerokie wody”. Wielu z nas chciało spełniać marzenia,  los jednak zadecydował inaczej. Często zbyt szybko poddajemy się na drodze do celu, napotykając trudności bądź krytykę ze strony innych. Czasem przyczyna zahamowanego rozwoju zawodowego, tak jak w przypadku głównej bohaterki filmu Linklatera, tkwi w toksycznych relacjach lub w problemach rodzinnych. Porzucamy wtedy wielkie, młodzieńcze plany, by zadowolić współmałżonka, umożliwiając mu tym samym osiąganie własnych sukcesów w pracy. Architekci, muzycy, pisarze czy plastycy doświadczają śmierci za życia, gdy nie mogą wyrażać siebie poprzez sztukę. Przygnieceni ciężarem szarej codzienności i prozaiczności istnienia, wpadają w rozpacz, która ostatecznie owocuje depresją lub nerwicą. Warto więc pójść śladami tytułowej Bernadette, podważyć tradycyjne role społeczne i zerwać z nimi tak, jak bohaterowie powieści Gombrowicza zrywali z formą. Indywidualne spojrzenie, idywidualizm i niekonwencjonalność pozwala eksperymentować z zastaną rzeczywistością i przekształcać ją według własnego pomysłu.

Gdzie jesteś, Bernadette? nie tylko ukazuje problem nieprzystosowania jednostek wybitnych do społeczeństwa i ich poczucia odmienności, ale również braku zrozumienia w rodzinie. Mąż Bernadette, egoistyczny pracoholik i nałogowy biznesmen, zupełnie zapomina o niej i o córce. Traktuje je protekcjonalnie i przedmiotowo. Zamiast pomóc żonie uporać się z trudną sytuacją, w jakiej się znalazła, obwinią ją o wszelkie niepowodzenia w związku. W końcu nie zawsze środowisko rodzinne stanowi podporę dla człowieka. Często bliscy podcinają nam skrzydła, wpędzają w niskie poczucie własnej wartości czy nie wpierają emocjonalnie. Osoby, które mieszkają w domach pozbawionych duchowego ciepła, są zagubione oraz osamotnione. Tracą nadzieję na znalezienie prawdziwej, bratniej duszy, co sprawia, że odcinają się od świata zewnętrznego i nie próbują już nawiązać kontaktu z innymi. Prawdą jest, że to właśnie rodzina powinna uchodzić za oazę dobroci oraz miłości, gdy za oknem chłód i atrofia szczerych, życzliwych relacji międzyludzkich. Na szczęście w Gdzie jesteś, Bernadette? konflikt domowy trwa krótko, a bohaterowie, jak w bajce Disneya, odnajdują wspólny język. Niestety, życie nie przypomina piosenki Imagine Johna Lennona i odbudowywanie więzi rodzinnych po katastrofie stanowi długi, skomplikowany proces. Reżyser przepięknie zarysował również wątek miłości matki i córki, które, choć tak różne charakterem i podejściem do otoczenia, ufają sobie i grają w jednej drużynie. Duet rewelacyjnej Cate Blanchet oraz Emmy Nelson jako małej Bee przywodzi na myśl zderzenie dwóch skrajnych odmiennych osobowości dopełniających się wzajemnie. Przypominają ogień i wodę. Gdy Bernadette wybucha, Bee ją gasi, uspokaja, zaś gdy dziewczynka nie potrafi obronić własnego zdania, matka podsyca w niej wolę walki.

Gdzie jesteś, Bernadette? to specyficzne studium psychiki ludzkiej, wewnętrznych konfliktów i mechanizmów, jakimi żądzą się relacje międzyludzkie we współczesnym świecie ukryte pod płaszczykiem lekkiej, zabawnej, filmowej wydmuszki. Możemy odczytać dzieło Linklatera zarówno jako obraz dojmującej samotności i spustoszenia, jakie wywołuje u człowieka, jak i zachętę do działania, realizowania marzeń oraz łamania artystycznych konwencji. Produkcja ma wiele warstw, niczym lody czekoladowe z owocowym nadzieniem, które z każdym głębszym kęsem smakują coraz lepiej.

Napędza organizm czytaniem i pisaniem, a w wolnej chwili bawi się w filmowego krytyka. Na zewnątrz delikatna i subtelna, w środku wulkan skrajnych emocji. Uwielbia motyw czerwonych róż, koszule niedopięte na ostatni guzik i kakaowe kremy do rąk.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?