Advertisement



Glass – recenzja pierwszego, wielkiego rozczarowania 2019 roku

Pamiętacie koniec XX. i początek XXI. wieku? Bruce Willis miał wtedy jeszcze zapał do gry aktorskiej, co udowodnił chociażby w Niezniszczalnym. Choć historia Davida Dunna wydawała się być zamkniętą, Shyamalan postanowił ją połączyć z wydarzeniami przedstawionymi w Split. Owocem tego niespodziewanego zwrotu akcji został recenzowany tutaj Glass. Jak więc wygląda starcie naszego superbohatera w sztormiaku z człowiekiem o 24 osobowościach?

Nieważne, czy byłeś fanem Niezniszczalnego, Split czy obu tych filmów. Nieważne, czy byłeś fanem  filmowych twistów Shyamalana, czy gardziłeś jego pomysłami. Na Glass po prostu trzeba było czekać. Projekt reżysera zapowiadał się na ambitne przedsięwzięcie i niejako interesującą alternatywę dla kina superbohaterskiego w wykonaniu Marvela i DC, skupiającą się nie na efektach specjalnych, a psychologicznej potyczce trójki bohaterów obdarzonych nadludzkimi zdolnościami. Mimo obiecującej pierwszej połowy, Shyamalan podejmuje niezrozumiałe z logicznego punktu widzenia decyzje scenariuszowe. Powodują one, iż Glass ociera się nieintencjonalnie o satyrę.

Zobacz również: TOP 20 – zaskakujące zakończenia filmowe, które dają do myślenia!

Całość zaczyna się niezwykle interesująco, bo od polowania Davida Dunna, bohatera Niezniszczalnego na człowieka o wielu osobowościach. Nikogo chyba nie powinno zdziwić, że pierwsza konfrontacja obu panów ma miejsce całkiem szybko, po czym akcja przenosi się do szpitala psychiatrycznego, gdzie rezyduje tytułowy Pan Glass. I tu zaczynają się schody. O ile Shyamalanowi trudno odmówić ciekawej wizji fabuły, tak jej przełożenie na ekran wyszło dość irracjonalnie. Postać Sary Paulson, doktor Ellie Staple (całkiem nieźle zresztą zagrana), ma bowiem na celu wyleczenie trójki głównych bohaterów z ich przeświadczenia o posiadaniu supermocy. Jej argumentacja  pozbawiona wszelkiej wiarygodności i sensu, wzbudza jednak pewne wątpliwości co do statusu nadczłowieka u części z nich – ale nie u widzów. Bo czy ma ktoś jakiekolwiek wątpliwości co do mocy Bestii, Dunna i Pana Glassa po dwóch poprzednich częściach trylogii? Czy tłumaczenie, że Bestia wygiął kraty, bo te były stare, albo to, że przeżył postrzał, bo kule również były stare a na dodatek zamoknięte (serio, tak pani doktor popiera swoją tezę), brzmi przekonująco? Fabuła więc w połowie zmienia nieco ton z ekscytującego thrillera na wmawianiu widzowi, że nasi bohaterowie nie należą do najmądrzejszych. Buduje ona jednakże poczucie u oglądającego, iż finał filmu zrekompensuje tę chwilę scenariuszowej słabości.

Zobacz również: Diablo. Wyścig o wszystko – recenzja bardzo pozytywnego zaskoczenia!

glass

Fot. materiały prasowe

Ale nie rekompensuje. Wręcz przeciwnie. Ciągnie Glassa na dno, wywołując całą paletę negatywnych odczuć – od uśmiechu politowania, poprzez niedowierzanie, a na załamaniu kończąc. Twist, który zgotował nam na koniec Shyamalan, nie jest jednakże taki zły. Powiem więcej, może nawet przejawia on szczątki geniuszu. Są jednak dwa ważne czynniki, powodujące zniesmaczenie tym zwrotem akcji. Przede wszystkim głupkowaty, leniwy scenariusz. Mając na uwadze jak poważnymi i trzymającymi w napięciu filmami były Niezniszczalny oraz Split, to to, jak rozwiązano niektóre kwestie fabularne w Glassie absolutnie nie współgra z tonem poprzedniczek. Ostatnie 25 minut produkcji zmienia się w festiwal niedorzeczności i żenady. Kto spodziewał się powrotu kina superbohaterskiego do nieco bardziej przyziemnych i poważniejszych klimatów za sprawą filmu Shyamalana, niechaj porzuci wszelkie nadzieje.

Zobacz również: Dom, który zbudował Jack – recenzja kontrowersyjnego filmu Larsa von Triera z Cannes!

Druga sprawa – Bruce Willis. Zarówno ostatnia scena Split jak i sam początek filmu, wyraźnie sugerowały, iż produkcja skupi się w dużej mierze właśnie na Davidzie Dunnie. Ostatni raz tego bohatera widzieliśmy w 2000 roku, a tu, po mocnym starcie… znika na dłuższą część filmu. Również jego losy w finałowych minutach mogą spotkać się ze sporą dezaprobatą fanów tego bohatera. Osobiście z tego powodu odczuwam duże rozgoryczenie, bo w przeciwieństwie do ostatnich produkcji, Willisowi chciało się tu grać i zdecydowanie zasłużył na więcej. Nawet Samuel L. Jackson wydaje się być pominięty, zważywszy na fakt, że przez połowę filmu w ogóle się nie odzywa. Najwięcej czasu ekranowego poświęcono niesamowitemu McAvoyowi i jego 24 osobowościom. Ponownie wyciska on ze swojej postaci 100 procent, a w kilku scenach raczy nas nowymi, ekstrawaganckimi wcieleniami. W rolach drugoplanowych powraca pani Price, syn Dunna oraz niedoszła ofiara Bestii, Casey. Najlepiej chyba będzie, jeśli przemilczę występ tej trójki, choć na ich obronę powiem, że nawet najbardziej utalentowanym aktorom ciężko byłoby coś pokazać, gdy ma się taki a nie inny scenariusz.

Glass

Fot. materiały prasowe

Shyamalan zdecydowanie nie sprostał oczekiwaniom, jakie wzbudziło zakończenie Splita. Twórca Szóstego zmysłu miał doskonałą szansę, by wynieść kino superbohaterskie na wyżyny, stworzyć film mogący śmiało konkurować z Mrocznym Rycerzem, Watchmenami czy Sin City. Niestety, dobre wrażenie z początku filmu szybko zanika za sprawą irracjonalnej drugiej połówki. Glass to pierwszy, wielki zawód 2019 roku.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Zastępca Redaktora Naczelnego

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pneto pisze:

Krótko i na temat – recenzja i tak lekko traktuje ów gniot…
Szkoda czasu i pieniędzy.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?