Hotel Transylwania 3 – recenzja kolejnej odsłony przygód Draculi i spółki

Mało która animowana seria, licząca co najmniej trzy części, potrafi utrzymać równy, dobry poziom. Shrek złapał zadyszkę zaraz po części drugiej, Epoka Lodowcowa przywodzi dziś na myśl bajki tworzone dla dzieci w wieku trzech lat i daleko jej do poziomu części pierwszej, natomiast niedościgniony wzór wciąż stanowi Toy Story. Jak więc wypada Hotel Transylwania ze swoją trzecią odsłoną?

Otóż zaskakująco pozytywnie. Sam fanem serii nigdy nie byłem i marzyłem wręcz o animacji z podobnym motywem przewodnim, tyle że dla dorosłych, ale liczby mówią same za siebie. Hotel Transylwania to marka, mająca potwornie (he he) wysoką liczbę młodocianych fanów i nie powinno to nikogo dziwić. Trzecia część skupia się na Draculi i jego rozterkach miłosnych. Książę Ciemności zaczyna się bowiem czuć samotnie, a tęsknota za zmarłą żoną przybiera na sile. Jego córka, w wyniku nieporozumienia, wnioskuje, iż Dracula jest po prostu przemęczony, więc zabiera go na wakacyjny rejs. Tam też poznają panią kapitan statku, będącą człowiekiem i natychmiastowym obiektem westchnień Draculi.

Zobacz również: Smoczy Książę – recenzja 1. sezonu serialu animowanego Netflixa

Hotel transylwania

Fot. materiały prasowe

Historia po raz kolejny krąży wokół bycia innym. Widz przeżywa małe deja vu, gdyż morał poprzedniczek również mówił nam o tym, że tak naprawdę nie liczy się to, jak wyglądamy czy skąd pochodzimy, a to, jakimi jesteśmy wewnątrz. W Hotelu Transylwania chodzi o akceptację siebie i innych, niezmiennie od trzech części. Nie jest to więc nic odkrywczego i innowacyjnego. Widać także, że żarty są skierowane przede wszystkim do tej młodszej widowni i wątpię, by ktokolwiek powyżej 9. roku życia, mógł się na tym filmie odnaleźć humorystycznie. No, chyba, że śmieszą was bąki i ogólnie żarty niskich lotów, jak przypadkowe samookaleczenie lub przeinaczanie tego, co powiedziała druga osoba.

Choć animacja na poziomie graficznym stoi na bardzo wysokim poziomie, mam nieodparte wrażenie, że twórcy w dwóch czy trzech przypadkach przesadzili z designem niektórych postaci. Dla przykładu, główny złoczyńca filmu, wygląda odrażająco – oczywiście, jest to zabieg jak najbardziej logiczny, aby podkreślić, że zły jest złym, ale tu podchodzi to już pod groteskę, a nawet obrzydzenie. Inna postać, ojciec Draculi, pokazuje się w stroju kąpielowym. Widok ten również może wyrządzić szkody psychiczne dziecku, gdy to zobaczy jego obwisłe pośladki. Obecność Adama Sandlera i jego znajomych (Kevin James, David Spade) w obsadzie, nie powinna więc nikogo dziwić – to jest właśnie humor, do którego Sandler pasuje jak znalazł. Nie zmienia to jednak faktu, że choć dla dorosłego zarówno humor jak i design niektórych postaci może wzbudzać niezbyt pozytywne opinie, to dzieciaki to śmieszy. A dla animacji tego typu, jest to główne zadanie i Hotel Transylwania 3 wykonuje je znakomicie.

Zobacz również: TOP 50 – Najlepsze bajki i animacje dla dzieci

Fot. materiały prasowe

Trzecia odsłona Hotelu Transylwania podtrzymuje poziom swoich poprzedniczek, będąc tym samym obecnie prawdopodobnie najlepszą serią animowaną dla dzieciaków. Dorośli nie znajdą tu dla siebie nic interesującego, co udowadnia tylko, że do poziomu bajek z wytwórni Disneya sporo brakuje. Film debiutuje w Polsce kilka miesięcy po amerykańskiej premierze, więc wiemy już, że okazał się najbardziej dochodowym filmem z serii – część czwarta powinna być w takim wypadku tylko kwestią czasu.

Redaktor

Początkujący scenarzysta, zapalony publicysta i sfiksowany popkulturowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?