Advertisement Advertisement
banner

Kafarnaum – recenzja libańskiego filmu nominowanego do Oscara

Nadine Labaki znalazła złoty środek. Pomiędzy kiczem a poruszającym dramatem. Pomiędzy tandetą a wysoką sztuką. Kafarnaum na papierze nie powinno wywoływać tak piorunującego wrażenia i zniszczenia, jakie sieje w kinach. Film działa do tego stopnia, że otrzymał w Cannes prestiżową Nagrodę Jury, a teraz powalczy o Oscara z Romą i Zimną wojną w kategorii najlepszej produkcji nieanglojęzycznej.

Po projekcji działa reżyserki Karmelu w Cannes długo prowadziłem dyskusję ze znajomymi o tym, czy używanie historii małego, biednego dziecka w celu zdobycia nagród na głównym festiwalu filmowym nie jest jakimś emocjonalnym szantażem. Ten Slumdog. Milioner z ulicy może z pozoru brzmi na kiczowaty, ryzykowny pomysł, ale Labaki wychodzi z tej karkołomnej próby zwycięsko. Mimo pewnych klisz i niepotrzebnego podsycania nastroju dramatyczną muzyką, Kafarnaum to świetnie zrealizowany, perfekcyjnie zagrany, ważny głos w sprawie sytuacji najmłodszych w krajach trzeciego świata.

Zobacz również: Komentujemy nominacje do Oscarów 2019!

Mimo okołu dwunastu lat Zain (Zain Alrafeea) odsiaduje pięcioletni wyrok w więzieniu za zranienie człowieka nożem. Chłopczyk nie wie tak naprawdę w jakim jest wieku, bo rodzice, którzy wychowują jeszcze jakieś pół tuzina dzieci, nie pofatygowali się nigdy po jego akt urodzenia. I stracili pewnie rachubę czasu. Zain staje przed trybunałem z innego powodu niż krwawa zbrodnia. Postanawia pozwać do sądu matkę i ojca za to, że zdecydowali się wydać go na świat. W kilku długich retrospekcjach poznajemy historię chłopca i zasadność jego roszczeń.

Kadr z filmu Kafarnaum / fot. materiały prasowe Gutek Film

Kadr z filmu Kafarnaum / fot. materiały prasowe Gutek Film

Reżyserka nie szczędzi nam detali, bo z kamerą zaglądającą w każdy zakamarek życia chłopca. Małe mieszkanie, które dzieli cała rodzina, gdzie wszyscy śpią w ścisku na jednym materacu. Brak czasu na szkołę – praktycznie całe rodzeństwo zajmuje się zarabianiem pieniędzy, a to sprzedając soki na ulicy, kupując fortelem lekarstwa sprzedawane potem jako narkotykowe napoje, czy pracując u właściciela lokalnego sklepu – Assada. Zain przejęty jest tym, że jego jedenastoletnia siostra dostała pierwszego okresu i będzie starał się to ukryć przed rodziną. Wie dobrze, że teraz jego opiekunowie będą starali się pozbyć jej z domu, wydając za mąż. Cóż, chłopak ma rację – zanim uda mu się zorganizować wspólną ucieczkę z domu, dziewczynka zostaje oddana przyszłemu mężowi.

Zobacz również: Faworyta – recenzja nowego, znakomitego filmu Yorgosa Lanthimosa

Grający Zaina młody aktor jest naturszczykiem i z wielką łatwością i przekonywująco odgrywa młodego człowieka znającego świat przez wychowanie na ulicy, nie przebierającego w słowach (przeklina niczym szewc), radzącego sobie w życiu niezwykle dobrze jak na swój wiek. Główny bohater po ucieczce z domu zaczyna prawdziwą odyseję po slumsach Bejrutu. Trafia do podupadającego lunaparku, idąc za starszym facetem przebranym w alternatywny kostium Człowieka-pająka. Mężczyzna ma na piersi symbol wyglądający raczej jak karaluch, co nie tylko jest komediowym akcentem, ale inteligentnym komentarzem w Kafarnaum. Biedota stolicy Libanu faktycznie gnieździ się i żyje jak te owady, pożywając się resztkami, usiłując przetrwać kolejny dzień.

Kadr z filmu Kafarnaum / fot. materiały prasowe Gutek Film

Kadr z filmu Kafarnaum / fot. materiały prasowe Gutek Film

Zain zaprzyjaźnia się z nielegalną emigrantką z Etiopii – Rahil (Yordanos Shiferaw). Kobieta stara się pracować i zajmować jednocześnie rocznym synem – Yonasem. Trzynastolatek stanie się baby-sitterem, pilnując i karmiąc malucha w czasie nieobecności jego matki. Jednak któregoś dnia Rahil nie wróci do baraku z płyt i blachy falistej, który jest ich domem. Zain będzie starał się przetrwać z Yonasem kolejne dni, kradnąc, sprzedając co się da, wędrując po straganach i ulicach miasta.

Zobacz również: Mirai – recenzja filmu o chłopcu, niemowlęciu i podróżach w czasie

Kafarnaum, w wolnym tłumaczeniu oznacza bałagan, symbolizuje nie tylko Bejrut jako stłoczone na małej przestrzeni miasto, w którego chaosie gnieżdżą się żyjący tam ludzie. To również stan moralnego rozpadu społeczeństwa, braku poszanowania dla najbardziej potrzebujących i bezbronnych. Film Labaki jest apelem o przywrócenie godności dzieciom, o poszanowanie praw kobiet, o używanie zdrowego rozsądku, a nie dogmatów wiary. Reżyserka unika jak ognia moralizatorstwa, ale jak na produkcję z przesłaniem przystało jest tam kilka słabszych momentów.

Kadr z filmu Kafarnaum / fot. materiały prasowe Gutek Film

Kadr z filmu Kafarnaum / fot. materiały prasowe Gutek Film

Obok świetnej, pasującej do opowieści kamery z ręki, pojawiają się niewiele wnoszące ujęcia z powietrza, tak zwane „boskie spojrzenie”. Dużo ujęć sprawia wrażenie nazbyt wykalkulowanych na pewien efekt. Muzyki w formie ścieżki dźwiękowej jest mało, ale jeżeli się już pojawia, pełni rolę niepotrzebnego „rozczulacza”, jakby nie wystarczyło to, co oglądamy na ekranie. Nie pomaga to niestety filmowi wspiąć się na zarezerwowany dla arcydzieł szczyt. Ale nie znaczy to, że nie wykonuje on należytego zadania.

Otóż w pewnym momencie podczas projekcji w głowie włączyła mi się piosenka Jacka Kleyffa „Telewizja”, w której artysta śpiewał:

„W telewizji pokazali /Wczoraj kości chudych dzieci,

Zastrzelonych gdzieś w Angoli /Pokazali świeże groby.

Świeże groby zawsze wzruszą – Obojętnie, gdzie kopane”.

Przywołuję ten cytat tylko z jednego powodu. Mój cynizm i dystans do tego filmu malał z każdą minutą. Bo tylko głupcy uważają, że kino propagandowe musi być tylko o polityce. Kino w swojej naturze nie tylko informuje, ale i przekonuje, prowadzi z widzem perfidną, podświadomą grę. I im jest lepsze, tym bardziej skuteczne. Widziałem obok mnie elegancko ubrane panie i panów chlipiących po cichu, gdy mały Zain starał znaleźć Yonasowi kawałek chleba. Budziła się we mnie złość na przedmiotowe traktowanie dzieci i warunki, w jakich żyją. Kafarnaum nie tylko złamało moje serce. On otworzył mi oczy na rzeczy, o których nigdy nie chciałem wiedzieć. Wstrząsnął mną i zostawił w kawałkach w sali kinowej. I o takich filmach pamięta się latami.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe / Gutek Film

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?