Małgosia i Jaś – recenzja filmu

W 2020 roku reżyser Zła we mnie zaprasza widzów na wędrówkę po lesie i zakamarkach ludzkiej duszy. Małgosia i Jaś Oza Perkinsa to baśń, na dźwięk której dzieci zatykają uszy i z przerażenia chowają się pod kołdrą.

Za górami, za lasami wcale nie ma słońca, radości ani piękna. Nie usłyszycie tutaj śmiechu dzieci bawiących się na podwórku. Nie zobaczycie tam matki opatrującej zdarte kolano swojego dziecka, które przed chwilą spadło z roweru. W krainie Małgosi i Jasia młodzi nie mają czasu na zabawę. Gdy upadną, zaciskają zęby, wstają i idą dalej, aby przetrwać głód i bezrobocie.
Oz Perkins, kręcąc Małgosię i Jasia, usiłował przekształcić klasyczną baśń o zwycięstwie dobra nad złem na psychologiczny spektakl o mechanizmach rządzących ludzką psychiką.

Faktycznie, na początku filmu każda z postaci przeżywa rozterki wewnętrzne i zmaga się z dylematami moralnymi. Małgosia (Sophia Lillis) to nad wiek dojrzała, zaradna i odpowiedzialna nastolatka. Dziewczynka ma bardzo silną osobowość. Zawsze z dumą postępuje według swoich zasad i nie pozwala innym sobą pomiatać. Wykazuje ona cechy lidera, jednak nie jest egocentryczna. Opiekuje się swoim młodszym bratem, chroni go i dba o to, by zapewnić mu jak najlepsze warunki do życia. Nastolatka poświęca się dla niego, rezygnując z własnych potrzeb i pragnień. Robi wszystko,by Jaś był szczęśliwy, zatracając przy tym siebie. Tęskni ona jednak za niezależnością i w duchu ma do brata żal za to, że ją ogranicza.

fot. Monolith

Niczego nieświadomy Jaś (Samuel Leakey) nie odstępuje Małgosi na krok. Siostra jest jego matką zastępczą. Kocha dziewczynkę bezgranicznie i pragnie mieć ją na wyłączność. W momencie, gdy dziewczyna odkrywa, że posiada wyjątkową moc, pozbywa się kompleksów spowodowanych dysfunkcyjnym wychowaniem i odkrywa swoje Ja.

fot. Monolith

Tytułowe rodzeństwo, pomimo młodego wieku, doświadczyło już w życiu wielu traum. Małgosia i Jaś, odtrąceni przez matkę, nigdy nie zaznali miłości rodzicielskiej. Podświadomie szukają kogoś, kto da im poczucie bezpieczeństwa i obdarzy troską. Ich słabość postanawia wykorzystać mroczna Baba Jaga mieszkająca w domu wypełnionym wykwintnym jedzeniem. Zła jędza (Alice Krige) manipuluje rodzeństwem, udając troskliwą starszą panią o dobrym sercu, która chce je wesprzeć. Wiedźma zdobywa zaufania dzieci, dając im, z pozoru bezinteresownie, wszystko, czego pragną: wyposażony dom, pożywienie i rodzinne ciepło. Czarownica sprawia, że chłopiec i dziewczynka nareszcie czują się docenieni i kochani.

Iluzja ta nie trwa jednak wiecznie. W momencie, gdy rodzeństwo zaczyna rozumieć, że wpadło w sidła wiedźmy, film ponownie staje się baśnią. Psychologizm, do tej pory wysunięty na pierwszy plan przez reżysera, ustępuje miejsca alogiczności typowej dla bajki. Od połowy filmu intelektualną rozrywkę zastępują nam tanie chwyty pojawiające się wielokrotnie w produkcjach na pograniczu horroru i fantastyki, takie jak nadprzyrodzone zjawiska, duchy, zjawy i elementy gore.

Z wcześniejszych psychologicznych rozważań pozostaje jedynie morał mówiący o tym, że życie jest jak długa wędrówka po lesie- pełne przeszkód, zmian i niespodziewanych zdarzeń. Człowiek to jednak na tyle silne stworzenie, że stawia czoła przeciwnościom, w międzyczasie znajdując swój życiowy cel. Szkoda tylko, że wszyscy już o tym wiedzą….

Napędza organizm czytaniem i pisaniem, a w wolnej chwili bawi się w filmowego krytyka. Na zewnątrz delikatna i subtelna, w środku wulkan skrajnych emocji. Uwielbia motyw czerwonych róż, koszule niedopięte na ostatni guzik i kakaowe kremy do rąk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?