Mirai – recenzja filmu o chłopcu, niemowlęciu i podróżach w czasie

Mamoru Hosoda postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko po sukcesie Chłopca i bestii w 2015 roku. I, niestety, Mirai (jap. “przyszłość”) nie dorasta poprzedniej produkcji do pięt, nie oznacza to jednak, że nie jest ciekawym, pięknie animowanym filmem.

Zobacz również: Fullmetal Alchemist – recenzja kolejnej kiepskiej netflixowej ekranizacji popularnego anime!

Przedstawiona w Mirai historia stoi w rozkroku pomiędzy fantastyczną bajką dla dzieci a obyczajową narracją sentymentalną. Główny bohater, Kun, to mały chłopiec, w którego życiu pojawia się młodsza siostra. Obecność niemowlęcia odbiera mu dotychczas wyłączną  uwagę dorosłych, co powoduje u niego napady zazdrości a nawet agresji. Po każdym takim wybuchu Kun spotyka pochodzące z różnego czasu osoby ze swojej rodziny: młodszą siostrę, Mirai, z przyszłości, pradziadka jako młodego mężczyznę, i tak dalej. Pojawia się nawet… przybierający postać człowieka pies rodziny. Chłopiec uczy się od nich nowych rzeczy, które pomogą mu odnaleźć się w nieprzyjaznej w jego odczuciu rzeczywistości z młodszą siostrą jako konkurencją do miłości rodziców.

Narracja nowego filmu Hosody jest spokojna, w trakcie trafi się tylko jeden naprawdę dramatyczny moment. Reżyser na przemian serwuje nam długie ujęcia miasta czy dziecięcych zabaw i bardziej od nich dynamiczne, dotyczące niezwykłych spotkań Kuna z jego rodziną z innych czasów. Podczas tych wizyt w kolejnych epokach chłopiec uczy się nowych rzeczy: pokonywać strach, współpracować czy być bardziej wyrozumiałym.

mirai recenzja

Fot. materiały prasowe

Zobacz również: Ralph Demolka w internecie – recenzja sequela przebojowej animacji!

Jednocześnie Hosoda skupił się na temacie nieco innym niż sama akceptacja rodzeństwa czy fantastyczne przygody. Podróże Kuna splatają się w siatkę ukazującą, jak powiązane ze sobą są różne momenty w czasie, jak niewiele trzeba, by przyszłość wyglądała inaczej oraz czego możemy nauczyć się od naszych bliskich, jeśli przez chwilę ich posłuchamy. Zdaje się, że to właśnie jest główne przesłanie filmu.

W tym momencie należy powiedzieć, że Mirai nie jest, wbrew pozorom, filmem stricte dla dzieci, pryznajmniej w zachodnim rozumieniu. Bogiem a prawdą trudno powiedzieć, do kogo dokładnie jest adresowany. Długie sekwencje prezentujące życie rodzinne Kuna, opiekę nad dzieckiem, sprzątanie, gotowanie, łączenie pracy z prowadzeniem domu to raczej coś dla dorosłego widza, a dziecko może raczej znudzić. Momenty fantastyczne już bardziej przemówią do malucha i będą dla niego nawet atrakcyjne, chociaż dla dorosłych niekoniecznie. To rozmycie nie wpływa pozytywnie na odbiór całości; wychodząc z seansu, mamy wrażenie, że niekoniecznie obejrzeliśmy coś, co było przeznaczone dla nas.

mirai recenzja

Fot. materiały prasowe

Zobacz również: Batman Beyond – animacja zawita do kin?

Sam film zdobył już kilka nagród i wyróżnień – właściwa premiera miała miejsce w połowie 2018 roku i od tego czasu obraz “zaliczył” już gros festiwali na całym świecie. Częścią tego sukcesu jest naprawdę doskonała animacja. Użycie CGI nie kłuje w oko, tła są przepiękne, a na sam film można patrzeć i patrzeć, tak ładnie został zrobiony. Technicznie nic nie można mu zarzucić w sumie. Nieco słabiej wypada muzyka – Hosoda przyzwyczaił nas do wpadającej w ucho ścieżki dźwiękowej i ciekawych piosenek przewodnich, jednak w Mirai ten element wydaje się zepchnięty tylko do tła. Muzyka jest, dobrze wkomponowuje się w obraz i nie przytłacza, jednak nie wyróżnia się niczym specjalnym.

Ogółem najnowsza produkcja Hosody to ciekawy film, chociaż trafiło się kilka dłużyzn. Jest dość sentymentalny, nostalgiczny, wizualnie dopracowany i wyszlifowany. Jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czegoś w nim brakuje. Twoje imię czy Wilcze dzieci były po prostu ciekawsze. Nadal jednak warto wybrać się do kina na tę opowieść o małym Kunie i jego rodzinie – seans na pewno nie będzie zmarnowany.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Stały współpracownik

Interesuję się literaturą, z dużym naciskiem na fantastykę. Robiłam konwenty, dłubię na portalach. I dużo piszę o dinozaurach. Możecie mnie poczytać w różnych miejscach, ostatnio na blogu MatkaPrzełożona.wordpress.com

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?