Advertisement
Advertisement

Mowa ptaków | 19. MFF Nowe Horyzonty

Co po Andrzeju Żuławskim? Tego typu pytanie zdaje się towarzyszyć najwidoczniej nie tylko debacie filmoznawczej czy kinofilskim dywagacjom. W końcu największe, acz nie zawsze uświadomione przez osoby postronne piętno twórczość reżysera odciska na jego naturalnych spadkobiercach, którzy tym się różnią od pozostałych odbiorców jego sztuki, że filtrują ją przez pryzmat absolutnie intymnych i namacalnych wręcz doświadczeń. Tym bardziej, jeśli przychodzi im działać i funkcjonować w niezwykle długim cieniu jego legendy. W prawdziwie autorefleksyjnej, w oczywisty sposób osobistej, ale nie kryjącej się za niedomówieniami i przemilczeniami postawie odpowiedzi na wyżej zasugerowane pytanie udzielić stara się bowiem sam Xawery Żuławski – syn zmarłego przed kilkoma laty reżysera, który podobnie jak on obrał życiową drogę filmowego Autora.

fot. Metro Films, Polski Instytut Sztuki Filmowej

W tym więc kontekście Mowa ptaków przypomina odczyt listu pożegnalnego, który w ustach publicznie wygłaszającego go syna zmarłego nabiera cech swoistego testamentu. Odczyt ten nie przebiega jednak w pełnej zgodzie z narzuconą przez autora listu narracją – odczytujący pozwala sobie na ironię względem nieboszczyka, nie szczędzi mu słów krytyki lub wyrzutu, ale mimo to nie przestaje darzyć jego osoby prawdziwie synowską sympatią i podziwem, czemu wyraz daje w ogólnym, nostalgicznym nastroju wypowiedzi.

Metafora listu pożegnalnego ma w tym przypadku sens o tyle, że scenariusz Mowy ptaków został sporządzony jeszcze przez Żuławskiego seniora. W stosunku do materiału źródłowego Xawery nie pozostaje jednak zwykłym adaptatorem czy nawet interpretatorem – to, czym żył Andrzej i co postanowił zawrzeć w swojej opowieści, jest dla reżysera jedynie punktem wyjścia, a każdą specyficzną myśl autora traktuje jak skondensowaną, uduchowioną dawkę informacji, zbierających się odłogiem na niesformatowanym dysku rodzinnej pamięci. Niesłuszne zdają się więc twierdzenia, iż Mowa ptaków jest próbą naśladowania niepodrabialnego. To bardziej nieustannie pobrzmiewające w najgłębszych szczelinach wyobraźni echo już wyobrażonego, próba wyswobodzenia własnej jaźni od standaryzującego wpływu już pokazanego i w końcu chęć przekroczenia tego, co zdawało się już w dalszej mierze nieprzekraczalne.

fot. Metro Films, Polski Instytut Sztuki Filmowej

We wszelkim naśladownictwie formalnym i dosłowności niektórych cytatów nie posiada Xawery jednak ambicji obrazoburczej ani też reinterpretacyjnej. Pomimo faktu, że dość ostentacyjnie rozpoczyna prawdziwie postmodernistyczną, intertekstualną rozgrywkę z twórczością ojca, zatrzymuje się już na etapie dekonstrukcji i dekompozycji zastanych w niej formuł, pozostawiając kreację nowych znaczeń poza obszarem własnego zainteresowania. Podobnie jak u malarskich czy filmowych surrealistów obserwowana rzeczywistość ulega tu twórczej dezintegracji, a w miejscu klarownych wniosków i ostatecznych wyjaśnień spotkać możemy jedynie ironię i gromki śmiech.

Zobacz również: Plażowy haj (The Beach Bum) | 19. MFF Nowe Horyzonty

Nie oznacza to jednak, że Mowa ptaków jest w gruncie rzeczy filmem nie na serio”. Wspomniana ironia, z jaką traktuje swą istotę, dotyczy bowiem tej samej zasady, którą opisywałem przy recenzowaniu Dzieci umarłych. Podczas gdy w filmie duetu Copper&Liska ironia i autoironia odwołują się do samych siebie i następują niejako z pominięciem etapu ustanawiającego i nobilitującego majestat i powagę dzieła, których obecność jest niezbędna do czynienia w ich stronę żartobliwych anonsów, tak w Mowie ptaków występuje sytuacja zgoła odwrotna i zdrowsza. Żuławski ma w końcu za podstawę twórczość swojego ojca; twórczość, której specyficzny język zagrzał sobie specjalne miejsce w sercu i pamięci kinematograficznej Historii. Stąd zaangażowanie ironii nie przywdziewa szat tandetnego, jednorazowego żartu, lecz zorganizowanej, artystycznej kontestacji. W filmie tym naświetla się coś, co doskonale znamy i co darzymy konkretnym zestawem reakcji, z zupełnie innej, holistycznej i postmodernistycznej perspektywy. Mowa ptaków jest więc przejawem postżuławszczyzny sensu stricto – ironicznym, zewnętrznym wejrzeniem we wnętrze tego, co rozumie się przez żuławskie, aby ujrzeć to, co na tego żuławskiego zewnątrz.

fot. Metro Films, Polski Instytut Sztuki Filmowej

Trudno przewidzieć, czy pojęcie to będzie miało przełożenie na przyszłą twórczość Xawerego (raczej nie ze względu na wyjątkowy, w pewien sposób uroczysty charakter Mowy ptaków), ale nawet w swoim wyizolowanym przypadku znaczy naprawdę wiele dla dyskusji i badań nad tą specyficzną, żuławską częścią kinematografii. Nie jest jednak tak, że film docenią wyłącznie zaangażowani w sprawę”. W bardziej ogólnym znaczeniu jest to również niepowtarzalny przypadek kina wyzwolonego, traktującego formę z przymrużeniem oka i nastawionego na otwartość umysłu samego widza. Tego typu filmów nie kręcono nad Wisłą od naprawdę wielu lat i choćby z tego powodu zasługuje Mowa ptaków na najwyższe uznanie.

Ilustracja wprowadzenia: Metro Films, Polski Instytut Sztuki Filmowej 

Redaktor

Najbardziej tajemniczy członek redakcji. Nikt nie wie, w jaki sposób dorwał status redaktora współprowadzącego dział publicystyki i prawej ręki rednacza. Ciągle poszukuje granic formy. Święta czwórca: Dziga Wiertow, Fritz Lang, Luis Bunuel i Stanley Kubrick.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?