Najgorsze wiersze świata – recenzja filmu. Zakochany z pamięci | Wiosna Filmów 2020

Podczas tegorocznej edycji festiwalu Wiosna Filmów można było obejrzeć Najgorsze wiersze świata. To drugi film Gábora Reisza, którego polska publiczność może kojarzyć z komediodramatu Sens życia oraz jego brak. Węgierski reżyser po raz kolejny zabiera nas do wyjątkowego świata, gdzie nawet najsmutniejsze wydarzenia mogą być zrównoważone humorem i absurdem.

Polak, Węgier, dwa bratanki. Jeden i drugi cierpią tak samo, kiedy dziewczyna powie im, że trzymaj się, ale to koniec. Wiadomo jak to bywa, dla jednej strony koniec związku, a dla drugiej koniec świata. Akcja filmu Najgorsze wiersze świata rozpoczyna się od rozstania, ale to tylko punkt wyjściowy do podróży w głąb świadomości głównego bohatera. Mężczyzny będącego na pewno w dużym stopniu odbiciem samego Gábora Reisza – w końcu to również wędrówka przez jego wyobraźnię, wspomnienia i popkulturowe fascynacje.

Najgorsze wiersze świata

fot: materiały prasowe/Gábor Valuska

Jak można zdefiniować dorastanie? Dla Reisza to okres ciągłej przemiany, nie tylko fizycznej, lecz także ewoluujących marzeń i poglądów na otaczającą nas rzeczywistość. Główny bohater, Tamás, po rozstaniu powraca do rodzinnego miasta, wspominając dzieciństwo i dawne miłości. Teraźniejszość i przeszłość przenikają się ze sobą, w myślach odżywają niezrealizowane marzenia z dawnych czasów. Podobnie jak zaniedbane relacje rodzinne z bliskimi, którzy wraz ze zwiększającym się zarostem dorastającego mężczyzny coraz mniej ingerowali w jego życie. Pojawi się okazja do spotkań ze znajomymi ze szkolnej ławki. Oprócz obowiązkowego w takiej sytuacji siedzenia w domu i rozpamiętywania zakończonego związku, bohater będzie próbował również znaleźć nową pracę.

Zobacz również: W co grają ludzie – recenzja filmu. Czterdzieści lat minęło… | Wiosna Filmów 2020

Polski tytuł odnosi się do wierszy pisanych przez Tamása w różnych momentach swojego życia. Poezja filtrowana jest przez ironię, bowiem nie ma magicznej mocy przekonywania innych do miłości. To raczej dowód idealizmu i romantyzmu, mogących przysłaniać inne istotne rzeczy. Mężczyzna nie zostanie pozostawiony sam sobie. Będzie mógł liczyć na wsparcie bliskich i znajomych, nawet jeśli pojawią się problemy z wzajemnym zrozumieniem. Reisz opowiada więc o męskości o wiele ciekawszej. Nie toksycznej lub stereotypowej, ale wrażliwej i zagubionej. Łączą się z tym refleksje na temat miłości i samotności, dorastania jako zbioru niezliczonej ilości momentów, często zupełnie absurdalnych i po latach zacierających się w pamięci. Młodego filmowca mogła zgubić ambicja i chęć opowiedzenia o wszystkim naraz, jednak – wręcz przeciwnie – wyszło z tego wyjątkowe, autorskie dzieło.

Najgorsze wiersze świata

fot: materiały prasowe/Gábor Valuska

Reżyserowi udało się uchwycić okres marazmu spowodowany zamknięciem się we własnych myślach. Można to też nazwać stanem depresyjnym, choć sam film nigdy nie staje się przytłaczający, zawsze poszukując czegoś pozytywnego. Mnóstwo tutaj wizualizacji, będących jedynie jakąś fantazją na temat rzeczywistości. Jak choćby wspomnienie z dzieciństwa dotyczące zbliżenia z dziewczyną w oponie traktora. Podobnie jest z przedstawieniem spotkań biznesowych, gdzie każdy, zapatrzony we własne pomysły, zaczyna mówić dosłownie w innym języku (w tym jeden mężczyzna po polsku!). To tylko malutki wycinek absurdu, którym operuje twórca, igrając z przyzwyczajeniami widzów. W swoim podejściu jest na szczęście konsekwentny i nie traci przy tym z oczu bohatera – sam się zresztą w niego wciela.

Zobacz również: Nadzieja – recenzja filmu. Diagnoza uczucia | Wiosna Filmów 2020

Najgorsze wiersze świata to obraz pulsujący energią, z dominującym na ekranie szaleństwem wizualnym. Reisz skacze po kolejnych konwencjach – musical, telenowela, noir. Zmienia format obrazu i kolorystykę – teraźniejszość jest o wiele bardziej wyblakła, podczas gdy w scenach z dzieciństwa dominują intensywne barwy. W utrzymaniu absurdalnego tonu pomagają nietypowe przejścia pomiędzy liniami czasowymi, kiedy bohater wstaje z łóżka, aby w tym samym ujęciu wylądować w basenie jako nastolatek. Wykorzystano wiele pomysłowych efektów specjalnych dotyczących montażu. Praca kamery jest bardzo żywa, odpowiadająca temu, że wędrujemy przez świadomość mężczyzny, pełną wspomnień i wyobrażeń. Wreszcie ścieżka dźwiękowa dopasowana do brawurowego tempa historii z obowiązkowym węgierskim hitem Gyöngyhajú lány (u nas znane jako Dziewczyna o perłowych włosach) towarzyszącym napisom początkowym.

Najgorsze wiersze świata

fot: materiały prasowe/Bence Szemerey

Najgorsze wiersze świata wygląda jak film nakręcony w wyniku współpracy Christophera Nolana, Michela Gondry’ego i braci Marx. Dużo tutaj zmian perspektywy, zabaw związanych z upływem czasu, powtarzania tych samych scen, ale tym razem wyglądających nieco inaczej. Jeśli juz miałbym porównać ekscentryczny styl Reisza do jakiegokolwiek polskiego reżysera, byłby to pewnie Bodo Kox. Wiele jednak zależy od tego, czy w tym portrecie zagubionego trzydziestolatka będziecie w stanie odnaleźć samych siebie. Jeśli tak, to bardzo możliwe, że zachwycicie się tym węgierskim filmem tak samo jak ja.

Ilustracja wprowadzenia: materiałowy prasowe/Bence Szemerey

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?