Nomadland – recenzja filmu nagrodzonego Złotym Lwem w Wenecji!

Współcześni nomadzi wiodą klawe, pełne przygód życie, zwiedzają, są romantycznymi tułaczami, dla których cały świat to dom. Przynajmniej tak wygląda to na Instagramie. W Nomadland Chloé Zhao nie uświadczycie wymuskanych wnętrz vanów, przystojnych młodych ludzi z laptopami pracującymi zdalnie, w przerwie między selfikami. To obraz życia w drodze, które nie wynika z zachcianek, ale z konieczności. I portret społeczności, która będąc współczesnymi pionierami, chyba na zawsze utraciła wiarę w “amerykański sen”.

Zhao nigdy nie interesowało opowiadanie historii popularnych i oczywistych. Zarówno w Pieśniach moich braci i Jeźdźcu sportretowała grupy mniej uprzywilejowane, którymi popularna kultura nie jest zainteresowana. Podobnie w jej najnowszej produkcji, która została nagrodzona najważniejszą nagrodą Festiwalu Filmowego w Wenecji, jej spojrzenie skupia się na ludziach żyjących na marginesie społeczeństwa. Nomadland opary jest na książce Jessici Bruder Nomadland: Surviving America in the Twenty-First Century, która opowiada o starszym pokoleniu Amerykanów, którzy zmuszeni są żyć w drodze, podróżować i mieszkać w wozach kempingowych, ze względu na zmieniające się warunki ekonomiczne. “Workamperzy” mieszkają w przyczepach kempingowych, w vanach przerobionych na domy na kółkach, chowają się sezonowych prac w różnych rejonach kraju, często ledwo wiążąc koniec z końcem. Będąc często ofiarami recesji, bez opieki społecznej, z kredytami niemożliwymi do spłacenia, próbują znaleźć sposób, by godnie żyć. I tak właśnie, pełnych godności, głodnych życia, samowystarczalnych i pełnych energii, przeżywających wzloty i upadki, portretuje ich ten film.

Zobacz również: Ema – recenzja elektryzującego dzieła Pablo Larraina!

Fern (Frances McDormand) jest sześcbiesiecioletnią kobietą, której miasto dosłownie zniknęło z mapy USA po tym, jak działająca tam fabryka została zamknięta. Zmuszona do opuszczenia miasta o dość ironicznej nazwie Empire, przerobiła swojego vana na mieszkanie. Otoczona resztkami przeszłości (odświętny zestaw talerzy, zdjęcia męża) Fern przenosi się z miejsca na miejsce, tam, gdzie może znaleść pracę. Nebraska, Dakota Południowa, Nevada, Arizona, Kalifornia. Magazyn Amazona w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Przetwórnia buraków cukrowych. Sklep z kamieniami. Centra turystyczne w czasie sezonu letniego. Kobieta pełna energii, o rozświetlającym każdą sytuację uśmiechu, nie boi się żadnej pracy. Tylko że dla byłej nauczycielki takiej pracy nie ma. Jest rok 2011. Amerykańska gospodarka jest na kolanach. Dlatego nie dziwi fakt, że takich ludzi jak ona jest o wiele więcej.

Kadr z filmu Nomadland / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Nomadland / fot. materiały prasowe

Postać grana przez McDormand jest naszym przewodnikiem po Nomadland. Dzięki niej poznajemy całą rzeszę wędrowców w podobnej sytuacji, co ona. Większość z nich grają naturszczycy, którzy opowiadają tam historie zainspirowane prawdziwymi doświadczeniami. O kobiecie, która chciała podróżować ze swoimi rodzicami, którzy zmarli zanim ruszyli w drogę. Mężczyzna dotknięty stresem pourazowym, który nie może funkcjonować w miejscach pełnych ludzi. Odliczająca miesiące do swojej śmierci kobieta, próbująca zobaczyć najpiękniejsze zakątki kraju, zanim jej czas przeminie. Nagrodzona dwoma Oscarami aktorka oraz pojawiający się w jednej z ról David Strathairn (Good Night and Good Luck) to jedyni profesjonaliści w filmie, który prawie niezauważalnie łączy fabułę z niemal dokumentalną autentycznością. Jest w tych historiach tyleż smutki, co nadziei. Tyleż melancholii i piękna, brutalności i szczerości, że trudno nie dać się ponieść tej opowieści. Piękne zdjęcia Joshuy Jamesa Rochardsa i muzyka autorstwa Ludovico Einaudiego doskonale wspótworzą niezwykłą atmosferę tego filmu. 

Mając do dyspozycji taki materiał innemu twórcy łatwo byłoby popaść w ckliwe tony albo zrobić z tego “pornografię nędzy”. Na szczęście Chloé Zhao jest tak wyśmienitą artystką, że wie doskonale jak balansować między tymi skrajnościami. I pewnie, mamy tu sceny, gdy Fern trzęsie się z zimna, świętuje samotnie Nowy Rok, albo gdy psuje się jej samochód. Ale zaraz po tym widzimy ją nie tracącą pogody ducha, sprężyście stąpającą przed siebie albo nawiązującą komiczną rozmowę z innymi wędrowcami, udającą się na wystawę kamperów, na które żadnego z bohaterów filmu nigdy nie będzie stać. Dzięki temu podejściu Nomadland nie jest nigdy przemądrzały, pretensjonalny czy tani. Ociera się o poezję w pięknych ujęciach przyrody (Park Narodowy Badlands nie wyglądał tak dobrze od czasu debiutu Terrence’a Malicka), w wyciszonych kadrach samotności i tęsknoty, w krótkich chwilach beztroskiej radości dzielonej z innymi. Choć jest to opowieść o ludziach bez domów, budują oni społeczność wokół swojej sytuacji, która wspiera się, zbliża się do siebie i dzieli swoimi zasobami i doświadczeniami. “Dom – czy to tylko słowo, czy coś, co masz w sobie” na wytatuowane na swojej ręce jedna z bohaterek. Gdzieindziej zabrzmiałoby to pretensjonalnie. Tu jest to zwrot, który odbieramy ze zrozumieniem.

We wrześniu zaczynają się pierwsze przymiarki do sezonu oscarowego, który w tym roku (i następnym) potrwa trochę dłużej. I jestem pewien, że Nomadland będzie jednym z tych tytułów, które nie dostaną na tym wydłużonym dystansie zadyszki. Wręcz przeciwnie. Film Zhao, z genialną rolą McDormand, właśnie rozpoczął długi pochód po festiwalach filmowych i wszelkiego rodzaju nagrody na pewno nie skończą się na Złotym Lwie. Ale nawet bez nich, trzeba ten film zobaczyć. Bo jest po prostu wyśmienity.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe

samsung

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?