Oficer i szpieg – recenzja filmu Romana Polańskiego

Najnowszy film Polańskiego miał światową premierę w atmosferze skandalu. Nie zaszkodziło to jednak reżyserowi, który został podczas Festiwalu Filmowego w Wenecji odznaczony Nagrodą Jury. Jest to kwintesencja rozmowy toczącej się wokół Oficera i szpiega. Bo choć mamy do czynienia z niezłym produktem filmowym, dla wielu barierą będzie ciągnąca się za jego autorem przeszłość.

Zacznijmy od początku. Przed rozpoczęciem imprezy w Wenecji prasa rozpisywała się o tym, że obecność oskarżonego o pedofilię reżysera w walce o Złotego Lwa jest wielce kontrowersyjna. Potem szefowa jury, Lucrecia Martel stwierdziła, że nie potrafi oddzielić osoby autora od jego dzieła i że zbojkotuje ona film nie uczestnicząc w premierze. Słowa te, ponoć przekręcone przez dziennikarzy, o mało nie doprowadziły do wycofania filmu z konkursu przez producenta Lucę Barbareschiego. Martel przeprosiła i wytłumaczyła, że została opacznie zrozumiana. Premiera się odbyła, potem film zgarnął wspomnianą nagrodę, choć wszystko to bez obecności reżysera, który nie pojawił się w Wenecji ze względu na groźbę ekstradycji do USA. Oficer i szpieg został już świetnie przyjęty we francuskich kinach i dostał garść nominacji do Europejskich Nagród Filmowych. Ale dyskusje wokół produkcji nie milkną.

Jeżeli reżyser Dziewiątych wrót chciał wypowiedzieć się na temat swojej sytuacji i skierowanych do niego oskarżeń, nie mógł wybrać sobie lepszego tematu niż sprawa Alfreda Dreyfusa. Pod koniec XIX wieku ten młody i ambitny oficer (grany przez Louisa Garrela) zostaje skazany za szpiegostwo i zdradę stanu na dożywotnie więzienie. Wyrok odsiedzieć ma na Diabelskiej Wyspie, z dala od kraju i rodziny. Oparta na faktach historia pokazuje, jak nowy szef służb wywiadowczych – Georges Picquart (Jean Dujardin) – odkrywa nowe fakty w tej sprawie. Okazuje się, że wiele dowodów na przestępstwo bohatera jest wątpliwej jakości, a niechęć do oficera jest podsycana przez wszechobecny antysemityzm. Picquart jest błyskotliwym i inteligentnym dowódcą, ale grzebanie w zamkniętej sprawie przysparza mu nowych wrogów.

Oficer i szpieg rozpoczyna się od wymownej sceny, w której Dreyfus, na oczach całego garnizonu, najwyższych dowódców oraz zgromadzonych za płotem gapiów, pozbawiany jest oficerskiego stopnia i prestiżowych insygniów. Złamana szpada to ostatnie upokorzenie, zanim zostanie odeskortowany na wygnanie. Trudno nie dostrzec tutaj metafory wyrzucenia Polańskiego z członkostwa w Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. W swoim filmie reżyser jasno daje do zrozumienia, że fakty mogą zostać łatwo skonfabulowane tylko po to, żeby komuś zaszkodzić. I choć trudno oddzielić prywatne życie Polańskiego od treści jego filmu, można spróbować go wstępnie ocenić.

Nie jestem miłośnikiem historycznych dramatów kostiumowych, ale Oficer i szpieg, oparty na powieści Roberta Harrisa, zgrabnie wciąga i intryguje. Jest może trochę przydługi i brak mu jakiegoś niesłychanego polotu. To sprawnie zrealizowane kino przez mistrzów swojego fachu. Rzemieślnicze w najlepszym tego słowa znaczeniu. Po dość powolnej pierwszej części robi się coraz bardziej dynamiczne, gdy Picquart, w błyskotliwy i komiczny sposób, odkrywa kolejne manipulacje ze strony najwyższych oficerów w wojsku. Detektywistyczna sztuka dedukcji robi wrażenie, jakby bohater zaczytywał się w powieściach o Sherloku Holmesie. Dochodzenie stopniowo zmienia się w fascynującą rozprawę sądową, podczas której wojskowi sięgają po każdą brudną zagrywkę, nie bojąc się kłamać w żywe oczy.

Precyzję reżysera w odtworzeniu detali epoki, zatęchłych wnętrz sal sądowych, fikuśnych wąsów i wytwornych mundurów, doskonale wspomagają zdjęcia stałego partnera Polańskiego, operatora Pawła Edelmana. Alexandre Desplat dostarczył kolejną emocjonalną obudowę dźwiękową, która zgrabnie buduje napięcie wielu scen. Tematycznie, reżyser podejmuje dyskusje o ciągle aktualnych tematach w dzisiejszym świecie, jak wolność prasy, granice ingerencji władz w demokrację i prywatne życie obywateli. Jest też nawiązanie do antysemityzmu, toczącego kraj niczym choroba. Świetnie zrealizowany, ostry w swojej wymowie film Polańskiego jest chyba najlepszym filmem twórcy od czasu znakomitego Autora widmo. I gdyby tylko można oddzielić twórcę od jego dzieła, które odbiera się jako bezwstydną obronę swojego imienia, nie byłoby tego dziwnego posmaku w ustach po zakończeniu projekcji.

 

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?