Podły, okrutny, zły – recenzja filmu o słynnym, charyzmatycznym mordercy

Historie seryjnych morderców nierzadko bywają brane na tapet przez filmowców z lepszym bądź gorszym skutkiem. Paradoksalnie, mimo swojej makabryczności wydają się one bardzo wdzięcznym tematem, wszak inteligencja, sposób działania psychopatów oraz ich motywy mogą okazać się fascynujące i zachęcić całą masę widzów na pójście do kina. Wielu z nich było typami spod ciemnej gwiazdy, przed którymi chciałoby się uciekać już od pierwszego wejrzenia. Byli również tacy, którzy absolutnie swoim zachowaniem nie wykazywali jakichkolwiek oznak złych zamiarów wobec napotykanych osób, kryjąc się za maską poczciwego, szarego obywatela. Jednym z nich był Theodore Robert Bundy.

Fot. mat. prasowe

Nie jest to pierwszy raz, kiedy jeden z najsłynniejszych morderców w historii Stanów Zjednoczonych staje się bohaterem filmu. Wyreżyserowany przez Joego Berlingera Podły, okrutny, zły prezentuje nam całkiem nowe spojrzenie na psychopatę. Reżyser po świetnym dokumencie Taśmy Teda Bundy’ego oferuje nam bowiem portret z perspektywy kochającej go narzeczonej – Elizabeth Kloepfer. Bohaterka grana przez Lily Colins poznaje przystojnego, szarmanckiego chłopaka w barze i  jak się łatwo domyślić, jak za dotknięciem magicznej różdżki wszystko zaczyna się układać, a ich związek staje się coraz poważniejszy. Jak jednak wiemy – życie to nie bajka, a czar w końcu pryska, kiedy ów student prawa o przyjaznej mordce zostaje zatrzymany przez policję po raz pierwszy. Czy będąc tak zakochanym, można zaufać kolejnym niezbitym dowodom świadczących o zbrodniach ukochanego, który ani myśli brać na siebie odpowiedzialności za bestialskie czyny popełnione na kolejnych ofiarach?

Fot. mat. prasowe

Z jednej strony obserwujemy zatem ciężkie chwile, jakie przeżywała Liz, która dręczona wyrzutami sumienia tonie w morzu alkoholu notorycznie wypierając się prawdy o wybranku serca. Z drugiej natomiast jesteśmy świadkami przygotowań Bundy’ego do procesu, w którego trakcie wykorzystuje swój urok oraz charyzmę do siania wątpliwości społeczeństwa co do zasadności uznania go za winnego. O ile obyczajowa warstwa filmu w wielu momentach wydaje się napisana dość nieporadnie, to show, jakie odstawia bohater Efrona na sali sądowej, z całą pewnością jest silną stroną tej produkcji. Reżyser bawi się bowiem z widzami w kotka i myszkę niczym piekielnie inteligentny Bundy jednający sobie z kolejnym krokiem amerykańskie społeczeństwo, szczególnie jego żeńską część. Jesteśmy więc przez reżysera stawiani w równie wątpliwej sytuacji, co obywatele zwodzeni przez mordercę, skrywającego się za maską pozornie sympatycznego prawnika. Berlinger, w trakcie seansu zadaje nam pytanie: czy uwierzymy dowodom i zeznaniom świadków, czy słowom oskarżonego?

Fot. mat. prasowe

Wybór Zaca Efrona do roli słynnego psychopaty okazał się istnym strzałem w dziesiątkę. Jego aparycja i chłopięcy urok pozwalają mu bowiem jeszcze bardziej przekonać nas do racji swojego bohatera i znakomicie oddaje dualizm jego natury. Wypada przekonująco zarówno kiedy ma być tym sympatycznym młodzieńcem, jak i w momentach, w których jego bohater jawi się nam jako chłodny, pozbawiony empatii morderca. Tym samym świetnie zaczyna zrywać ze swoim dotychczasowym komediowym oraz nastoletnim emploi, pokazując, że jest w stanie udźwignąć dużo poważniejszą rolę. Świetnie wypada również znana przede wszystkim z filmu Aż do kości Lily Colins, która z wyczuciem prezentuje proces staczania się jej bohaterki aż do wraku niegdyś pogodnej kobiety. Dobry epizod zalicza również John Malkovich, którego potyczki słowne na linii sędzia – oskarżony są jednymi z najlepszych momentów filmu.

Fot. mat. prasowe

Podły, okrutny, zły jest idealnym przykładem na to, że można stworzyć film o seryjnym mordercy, nie skupiając się jednocześnie na bezpośrednim ukazaniu jego brutalnych czynów. Jeśli więc liczyliście, że będziecie świadkami gwałtów oraz morderstw dokonywanych przez Teda Bundy’ego pod postacią młodego Zaca Efrona będziecie się czuli lekko zawiedzeni – film bowiem nie pokazuje ich wprost, a jedynie za pomocą materiałów dowodowych ukazywanych podczas rozprawy sądowej. Jeśli natomiast oczekujecie po tym filmie zgrabnego portretu bestii o twarzy sympatycznego kolegi ze szkoły, jest to film dla was. Jest to również swego rodzaju przestroga – kto wie, co na sumieniu mają osoby, z którymi przychodzi nam przebywać na co dzień?

Za udział w seansie przedpremierowym dziękujemy Kinu Pod Baranami.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Redaktor

W kinie szuka pozycji, która przebije Pulp Fiction, w telewizji - Breaking Bad oraz Rodzinę Soprano, w świecie gier - serie Bioshock oraz God of War.
Kontakt: [email protected]

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?