Advertisement

Szczęśliwy Lazzaro – recenzja unikalnego, pięknego, wyjątkowego filmu Alice Rohrwacher

My, miłośnicy kina, lubimy narzekać na jakość współczesnych filmów. Sequeli, rebootów, niekończących się przeróbek i remiksów. Na sprzyjanie najniższym gustom popcornożerców. Ale kiedy na horyzoncie pojawia się prawdziwa perła, potrafimy ją zignorować niczym niebezpieczne góry lodowe sterujący Titanikiem. Szczęśliwy Lazzaro Alice Rohrwacher to właśnie taki wyjątkowy film, którego nie można w tym roku przegapić.

Zatrzymana w czasie włoska wioska, położona gdzieś w górach. Trzydziestoosobowa osada pracuje od rana do wieczora na roli przy uprawie tytoniu. Jedyna droga komunikacji – most, zniszczony został jakiś czas temu, więc społeczność jest praktycznie odcięta od świata. Łącznikiem z cywilizacją jest niejaki Nicola, który od czasu do czasu zjawia się z zapasami, towarem i księdzem oraz po to, by policzyć zyski. A tych nie ma w ogóle, bo mieszkańcy są zawsze w ostatecznych rozrachunkach pod kreską. Wszystko dlatego, że zarządzająca chłopami rodzina Markizów utrzymuje przed podwładnymi pewien sekret. Połownictwo zostało zniesione we Włoszech kilkanaście lat temu, a właściciele ziemscy zataili ten fakt przed prostymi, pozbawionymi dostępu do mediów mieszkańcami dla zachowania swoich zysków i pozycji.

Zobacz również: Wspomnienie lata – recenzja polskiego filmu inicjacyjnego

Szczęśliwy Lazzaro to po trochu satyra społeczna, po trochu ludowa bajka. Alice Rohrwacher udowodniła już w Cudach, że potrafi te światy łączyć z doskonałym wyczuciem. W swoim drugim filmie rozwinęła się jeszcze bardziej, świadomie posługując się językiem filmu, nawiązując do klasyki kina włoskiego oraz malarstwa. Nakręcony na taśmie 16mm Szczęśliwy Lazzaro ma ziarnistą fakturę wywołującą nostalgię, sygnalizuje bezczas, ale również odrealnienie, a może i pewien zmierzch epoki. Skąpana w słonecznych barwach pierwsza połowa filmu to metaforyczna idylla, podczas gdy druga część opowieści, dziejąca się w innym miejscu, nasycona jest zimnymi barwami, ukazując postacie z filmu niczym wygnańców z raju utraconego.

Kadr z filmu Szczęśliwy Lazzaro, reż. Alice Rohrwacher / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Szczęśliwy Lazzaro, reż. Alice Rohrwacher / fot. materiały prasowe

Tytułowy Lazzaro to jeden z nastolatków pracujący na farmie. Jego niewinna, naiwna i szczera buzia nie skrywa niczego złego. Chłopak jest zwyczajnie dobrym i pomocnym człowiekiem, którego łatwowierność zakrawająca o głupotę wykorzystywana jest przez wszystkich. Jego imię odbija się echem przez całą wioskę, gdy trzeba coś zrobić, komuś pomóc albo zastąpić kogoś, kto nie pali się zbytnio do roboty. Bohater jest na końcu łańcucha krzywd, zapoczątkowanego przez rodzinę Markizy Alfonsiny de Luny. Według kobiety, każdy i tak na świecie wykorzystuje kogoś innego: ona robi tak z rolnikami, oni wykorzystują Lazzaro, który nie skrzywdziłby nawet muchy. Podstępna właścicielka nie jest w stanie uwierzyć, że chłopak nie uczestniczy dalej w tym procederze i nie wyrządza zła komuś innemu. Dobro, szczerość i delikatność, które reprezentuje tytułowa postać, są niemożliwe do zrozumienia dla zwykłych ludzi, bo wywodzą się z opowiadanych dzieciom bajek, w których granica między dobrem i złem jest oczywista.

Kadr z filmu Szczęśliwy Lazzaro, reż. Alice Rohrwacher / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Szczęśliwy Lazzaro, reż. Alice Rohrwacher / fot. materiały prasowe

Powolnie rozgrywająca się akcja ma kilka bardziej dramatycznych momentów, choć początkowo trudno uchwycić jedną nić narracyjną. Obserwujemy obyczaje rolników, widzimy, jak funkcjonuje tam Lazzaro, jest wątek z przybyciem Markizy i jej rodziny. Reżyserka i scenarzystka wykorzysta odniesienia do tych fragmentów w drugiej części filmu. Szczęśliwy Lazzaro to gorzka analiza utraconego kontaktu z naturą, zniszczoną przez dokonania naszej cywilizacji. Wnioski te odnieść można do włoskiej prowincji, którą z czułością pokazuje Rohrwacher, ale jest to prawda bardzo uniwersalna. Zobaczymy również gorzką wariację na wygranie z raju, nasycony czarnym humorem pamflet społeczno-ekonomiczny oraz wariację na ludową bajkę. Obraz czerpie swoją siłę z niedopowiedzeń oraz balansowaniem poza utartymi gatunkami filmowymi. Co tu dużo mówić – oryginalności tej produkcji nie brakuje.

Kadr z filmu Szczęśliwy Lazzaro, reż. Alice Rohrwacher / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Szczęśliwy Lazzaro, reż. Alice Rohrwacher / fot. materiały prasowe

Nastrój i detale opowieści są jej największą siłą. Pięknie uchwycony jest bezczas, bo gdyby nie rekwizyty w postaci żarówek, walkmana czy telefonów komórkowych, to akcja mogłaby rozgrywać się także w XIX wieku. Dobrotliwy humor wspaniale puentuje wiele sytuacji. Jest też tytułowy Lazzaro, tajemnicza postać, ni to mężczyzna, ni to dziecko, o aparycji aniołka i sercu ze złota. Dla jednych będzie naiwniakiem, dla innych świętym, zjawą lub zwiastunem szczęścia. Bohater i jego losy pozostaną tajemnicze do samego końca.

Zobacz również: Girl – przedpremierowa recenzja (chciałbym żeby) dobrego filmu na ważny temat

Szczęśliwy Lazzaro to produkcja wyjątkowa, działająca przy odrobinie dobrej woli jak wehikuł czasu, kino 4D i VR w jednym. Alice Rohrwacher okazuje się nie tylko zręcznym filmowcem, ale chyba też władającym tajemniczymi siłami demiurgiem i magnetyzującym gawędziarzem, który potrafi opowiadać swoje historie jak nikt inny. Nagrodziło tą umiejętność jury festiwalu filmowego w Cannes, skąd twórczyni wyjechała ze Złotą Palmą za Najlepszy scenariusz.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe / Aurora Films

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?