Twój Simon – recenzja głośnego filmu LGBT dla młodzieży!

We współczesnym Hollywoodzie stawianie przymiotnika “dobry” przez kinem młodzieżowym z automatu tworzy kpiarski oksymoron. Produkcje wiernie trwające przy Archiepodobnej teen-dramowej konwencji, nie zalatujące zewsząd wampiryczno-wilczym romansem na głodowych igrzyskach z miejsca pakują zaciśnięte pięści melodramy w gardła gimnazjalnych popcornożerców. I trudno się zresztą dziwić; ręka buzujących nieznajomym testosteronem chłopaczków najłatwiej wędruje na ramię speszonej wybranki, kiedy ekranowe serca łamane są stockowym dźwiękiem tysiąca smutnych pianinek, a fabuła zostaje tak prosta, by cochwilne zerkanie na partnerkę pozwoliło na wyjście z twarzą podczas poseansowej konfrontacji wrażeń. Na ich tle Twój Simon wyróżnia się słusznym edukacyjno-proroczym charakterem, który chociaż nieinwazyjnie, to jednak dobitnie wkręca się w mózg nawet podczas nieuważnego oglądania.

Dodatkowo, tolerancyjna lekcja Twojego Simona nie ma w sobie nic z męczącego kazania czy płytkiego szantażu łatką LGBTQ. Mniej tutaj tak często obowiązkowej dyskryminacji, więcej natomiast niezręcznych uśmiechów podczas ojcowskich sprośnych dowcipów, czy wyuczonych formułek grupowego obczajania koleżanek. Twój Simon bardziej niż o trudach homoseksualizmu traktuje o strachu przed tymi trudami, marzeniach schowanych osiem przecznic od realnej rzeczywistości. W opozycji do NAJWIĘKSZYCH miłości spod szyldu Gwiazd naszych wina staje się raczej wymuskanym powiernikiem Hughesowskiej wrażliwości, obdarzając swoich bohaterów nie tyle charakterem, co autentycznością postaw i zajawek. Popkluturalne odniesienia do współczesności leżą bezżenadnie (co wbrew pozorom nie jest częste), czym upiększają świat przedstawiony, ale też szybko irytują – rozgrywanie całego dramatu na wciąż otwieranych kartach e-mailowych brudnopisów odbija czkawką Assayasowe Personal Shopper. Zachowując szczerość nastoletnich relacji, kończy przenosząc wszystkie emocje w strefę kanciastego online’u, tworząc rzeczywistość bliską, ale niezdatną do sercowej aklimatyzacji wśród widzów i na jakimś meta poziomie, cofając kino do drukowanych czasów sprzed wynalezienia kamery.

Twój Simon

Fot. materiały prasowe

Brakuje Twojemu Simonowi drugoplanowej głębi i pierwszoplanowej charyzmy. Film Grega Berlantiego nastoletnim temperamentem, a co za tym idzie emocjonalną podbudówką, nie istniał w tej samej galaktyce scenopisarskiego kunsztu co Charlie Chbosky’ego, do którego zbyt wyraźnie nawiązuje – a to imprezową niezręcznością, a to “hipsterskim” (chociaż znacznie gorszym) soundtraczkiem z winyla, a to w końcu leciutką bezpretensjonalnością wyrazu. Jednak produkt Berlantiego stara się sięgnąć nogą też do tkanej naiwnością konwencji płaczliwego dramatu i luzackiej komedyjki niesprawiedliwości, przegrywając partię kolorowego Twistera jeszcze przed zakręceniem kołem. Codzienna rutyna samochodowych przejażdżek z grupką jednowymiarowych uśmiechów na tylnich siedzeniach  i nieustanne podkreślanie zwyczajności protagonisty wypłukuje zainteresowanie, lepiąc nieszczery obrazek wprost z amerykańskiej broszurki. Trudno nie odnieść wrażenia, że homoseksualizm Twojego Simona został nadmiarowo dosłodzony, gdy szczyt prowokacji zostaje osiągnięty przez wstydliwy całusek na diabelskim młynie. Niekomfortowo ślisko Simon pchany czysto fizycznymi instynktami kończy przyjacielsko obejmując swojego kochanka w świecie świątecznych marzeń. Fujka.

Twój Simon

Fot. materiały prasowe

Aż trudno nie zaśmiać się z adekwatności, gdy opowieść o nastolatku starającym się równać do standardów zwyczajności finalnie wpływa na przeciętne mielizny young-adultowej ciepłoty. Tworząc organiczny shake ze społecznej misji, naiwności i komercyjnego sukcesu, zamiast pobudzającej refleksji pozostawia jedynie z cukrzycowym zmartwieniem organizmu i gimnazjalną satysfakcją zarzuconego ramienia na szyję ukochanej osoby. Ja to wolę tulić się w domu.

 

Prędzej filmowy zapaleniec niż wysmakowany kinoman, który podobną miłością darzy najnowsze produkcje Marvela i kino Wima Wendersa. W przyszłym wcieleniu chciałby być Dzikim Stworem z filmów Spike'a Jonze'a. Tymczasem jest jednak zgarbionym i troszkę nadętym nastolatkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?

Dbamy o Państwa prywatność.

Państwa dane są u nas bezpieczne, a szczegółowe informacje w zakresie bezpieczeństwa danych osobowych w Movies Room mogą Państwo w każdej chwili uzyskać na stronie Dane Osobowe.

Administratorem danych jest Movies Room Tomasz Rewers z siedzibą w Tarnowskich Górach, ul. Radosna 23, 42-600. Państwa dane będą przetwarzane w zarejestrowania Państwa w portalu (art. 6 ust. 1 lit b) RODO), prowadzenia badań statystycznych w celu usprawnienia działania portalu (art. 6 ust. 1 lit f) RODO) a także kontaktu na życzenie osoby, w tym wysyłania treści informacyjnych oraz o charakterze handlowym, wyłącznie za Państwa zgodą (art. 6 ust. 1 lit a) RODO).

Dane osobowe będą przetwarzane do usunięcia przez Państwa konta na naszym portalu. Odbiorcą Państwa danych będą pracownicy administratora odpowiedzialni za kontakt oraz podmioty zewnętrzne świadczące dla nas usługi takie jak outsourcing usług księgowych oraz IT. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do udzielenia informacji. Przysługuje Państwu prawo dostępu do swoich danych i do ich sprostowania, ograniczenia przetwarzania danych osobowych lub do ich usunięcia oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania danych. W przypadku naruszenia zasad przetwarzania danych, Wykonawcy przysługuje prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Zrozumiałem/-am