Advertisement
Advertisement

Zombieland: Kulki w łeb – recenzja kontynuacji hitu sprzed dekady!

Długo musieliśmy czekać na dalsze przygody zwariowanej ekipy, która walkę z zombie zaczęła już dziesięć lat temu. Powroty po tak długim czasie często bywają trudne. Jednak nie w tym przypadku, tutaj dostaliśmy kompletną kontynuację, przebijającą nawet świetną pierwszą odsłonę.

Zombieland po premierze w 2009 roku zyskało wielu fanów, zwłaszcza dzięki dobremu humorowi, a także świetnej obsadzie z Woodym Harrelsonem na czele. Oczekiwano więc, że dość szybko doczekamy się kolejnej części, niestety tak się nie stało. Na kontynuację czekaliśmy równe dziesięć lat. Po tak długim okresie nie bez przyczyny obawiano się, czy film poradzi sobie tak dobrze, jak dekadę temu – bo przecież zombie to już obecnie trochę przejedzony temat. No i pozostaje pytanie, jak wypadnie ponowne spotkanie aktorów, którzy mają obecnie trochę więcej lat na karku.

Wychodzi jednak na to, że wszystkie obawy w tym przypadku można było spokojnie wyrzucić do kosza – film bowiem to nadal wszystko to, za co lubimy oryginał, pomnożone przez dwa i urozmaicone o nowe elementy, które wpasowują się w konwencję doskonale. Na początku ekipa – wraca cała czwórka znana z jedynki. Colombus (Jesse Eisenberg) nadal wymyśla swoje zasady, które mają pomagać mu w przetrwaniu, Wichita (Emma Stone) jest twarda jak zawsze, Little Rock (Abigail Breslin) wydoroślała i szuka swojego miejsca, a Tallahassee (Woody Harrelson) to nadal Tallahassee – lubi zmasakrować sobie jakiegoś zombiaka i ciągle odpicowuję swój wóz, który kończy jak zwykle. Jest po staremu, Woody w dalszym ciągu kradnie widowisko, a reszta ekipy dotrzymuje mu kroku. No może poza Breslin, która nie zachwyca i chyba dlatego jest jej w filmie tak mało.

Zobacz również: Irlandczyk – recenzja długo oczekiwanego filmu Martina Scorsese | BFI LFF 2019

Twórcy jednak nie spoczęli na laurach i nie zamierzali ogrywać ciągle tych samych motywów. Dlatego też dostaliśmy nowych bohaterów, którzy wypadają równie dobrze, co reszta ekipy. Przez dobre pół filmu za główny zapalnik komediowy robi Madison świetnie zagrana przez Zoey Deutch. Jest to typowa blondynka, która w zestawieniu ze światem opanowanym przez zombie oraz naszą mocno ironiczną grupką tworzy mieszankę wybuchową. Oj, jest tu się z czego pośmiać, a kto polubił humor z oryginału, tu również znajdzie coś dla siebie. Doskonale spisuje się także Rosaria Dawson w roli Nevady. Z nią dobrze dogaduje się Tallahassee, gdyż oboje uwielbiają Elvisa – a króla Rock and Rolla jest w filmie naprawdę dużo. Do tego udział Nevady w finale to cudeńko.

Fot. Kadr z filmu Zombieland: Kulki w łeb

Oczywiście główny atutem Zombieland: kulki w łeb pozostaje niezawodny humor. Ten do najbardziej wyszukanych nie należy, ale kto kupił go dziesięć lat temu, teraz również się nie zawiedzie. Twórcy, mimo iż zdawali sobie sprawę ze zmieniających się trendów, pozostali przy humorze z jedynki. W jednej ze scen bohaterowie naśmiewają się nawet z Tallahasseego, że jego poczucie humoru jest jak żywcem wyjęte z 2009 roku. Sam osobiście bardzo dobrze się bawiłem i zaśmiałem się wiele razy. W Zombieland: kulki w łeb powróciły między innymi zabójstwa tygodnia i te były kompletnie odjechane. Nie będę wiele zdradzał, ale chyba nie zgadniecie, jak można było załatwić zombiaki w Pizie. No i powraca Bill Murray we własnej osobie – co to była za scena, koniecznie zostańcie po napisach.

Zobacz również: Ślicznotki – recenzja filmu o gangu striptizerek

Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona tylko pretekstem. Nasi bohaterowie przez dłuższy czas zamieszkiwali razem, a za swój dom wybrali sobie… Biały Dom. Columbus coraz bardziej przywiązuje się do Wichity, ta jednak nie do końca jest przekonana, czy chce się wiązać na stałe. Little Rock za to czuje się trochę tłamszona przez nadopiekuńczego Tallahasseego. Sielankę naszej ekipy zaburza nowy rodzaj zombie, który jest inteligentny i o wiele bardziej wytrzymały. To właśnie z takimi przeciwnikami przyjdzie się mierzyć w finale bohaterom. I tak, finał jest świetny. Dzięki szybkim i wytrzymały zombie zagrożenie jest większe, a końcowa walka naprawdę intensywna. Dzieje się tu co niemiara. Twórcom nie zabrakło pomysłów na ciekawe rozwiązania, a wszystko oczywiście robione jest z odpowiednią dawką szaleństwa i humoru. Tak jak w pierwszej części byłem rozczarowany finałem, tak tutaj spełnił on moje oczekiwania z nawiązką.

Fot. Kadr z filmu Zombieland: Kulki w łeb

Zombieland: kulki w łeb, mimo wielu obaw związanych z powrotem po tak długim czasie, okazało się świetną kontynuacją. Nie zawodzi stara ekipa, a nowi bohaterowie dotrzymują jej kroku. Do tego nadal świetnie działa humor, a finał przechodzi nasze oczekiwania. Zdecydowanie warto było czekać te dziesięć lat.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?