Na pierwszy rzut oka: 2. sezon The Grand Tour

Grand Tour – to dla niewtajemniczonych zwykły program motoryzacyjny. Jednak ci, którzy mieli przyjemność zetknąć się z Clarksonem, Hammondem i Mayem wiedzą, że cokolwiek, za co weźmie się ta trójka, nie może być zwykłe. Grand Tour to istne show, nie tylko dla fanatyków motoryzacji. Drugi sezon jest tego najlepszym przykładem.

Piękne widoki, brytyjski humor i trzech ulubieńców świata motoryzacji jako prowadzących, czyli Clarkson, Hammond i May. Poprzez czystą rozrywkę tych trzech panów z wysp brytyjskich prezentuje nam ciekawostki na temat samochodów. Tylko oni w sprośnych żartach mogą nam przedstawić wyciągi nowych modeli, czy budowę układu hamowania. Tak, w skrócie można by było opisać każdy program, który prowadzą Ci Brytyjczycy. Co takiego w nich jest, że widzowie z całego świata przyciągani są przed ekrany? Nowinki ze świata motoryzacji? Szczerze w to wątpię. Sukces kryje się gdzie indziej – w charyzmie prowadzących. To właśnie dlatego po ich odejściu Top Gear zaliczył głośny spadek popularności, a The Grand Tour wzbiło się na szczyt. Niestety amerykańscy producenci nie do końca wyczuli rynek i nie wszystko wyszło tak, jak powinno. Czy w drugim sezonie wyciągnęli z tego wnioski?

Zobacz również: Outlander – recenzja 3. sezonu!

Początkowo fani programu, a w szczególności Clarksona, Hammonda i Maya, najedli się trochę strachu, gdy prowadzący program jeden po drugim trafiali do szpitali. Na szczęście widzowie mogą już odetchnąć z ulgą, gdyż ich ulubieńcy mają się lepiej niż dobrze. W końcu, po początkowych opóźnieniach, doczekaliśmy się drugiego sezonu. May wreszcie zmienił fryzurę, a TGT przerobiło trochę swój program, dzięki czemu jeszcze lepiej się go ogląda. Bliżej mu teraz do dawnego Top Gear, niż do poprzedniego sezonu, co nie każdemu się podoba. Znienawidzoną przez widzów sekcję Celebrity Brain Crash zastąpioną Celebrity Face-Off, gdzie dwóch przedstawicieli tego samego zawodu rywalizuje ze sobą na torze. Czy nie brzmi Wam to znajomo? Z kolei amerykańskiego kierowcę, zastąpiła (i tu werble proszę)… kobieta! Tak, dobrze widzicie. Trzeba przy tym dodać, że nie dostała tej roboty z racji wszędobylskiego równouprawnienia, gdyż jest naprawdę dobra.

https://www.youtube.com/watch?v=v_NRSoVncJQ

Według niektórych w pierwszym odcinku zbyt mało było motoryzacji, a zbyt dużo prywatnych spraw prowadzących. Jednak można to zrzucić na charakter ostatnich wydarzeń, które zresztą dość głośno były relacjonowane w mediach. Trudno się więc dziwić, że poruszono te tematy już na początku. Z tej też przyczyny postanowiłam się wstrzymać z moją recenzją do drugiego odcinka. Chciałam sprawdzić, czy twórcy w tym sezonie postawią bardziej na prowadzących, czy też powrócą do meritum tego programu, czyli motoryzacji. Muszę przyznać, że dostałam to, co chciałam, czyli idealny złoty środek. Zarówno fani trójki Brytyjczyków, jak i prawdziwy fanatycy samochodów będą zachwyceni. W drugim odcinku dostajemy po równo specyficznego humoru Clarksona, Hammonda i Maya oraz merytorycznej wiedzy na temat prezentowanych aut.

Zobacz również: Future man – recenzja serialu parodiującego filmy sci-fi

Nie tylko pod tym względem widzowie TGT nie będą zawiedzeni. Jeśli jesteś jednym z nich, z pewnością jesteś już przyzwyczajony do szerokich ujęć, dynamicznych zbliżeń boksujących kół, czy samych wskaźników na tablicy rozdzielczej. Do tego nadająca tempo muzyka, zgrabny montaż i można uznać ten program za techniczne cudeńko. Jednak to tylko dodatek, do charyzmy naszej trójki. Nawet jeśli momentami humor wydaje się zbyt wyreżyserowany, wciąż chcemy i możemy to kupić. Przyznaję, że dowcipy o brudnym tyłku zwykle mnie nie śmieszą, ale gdy padają z ust Clarksona, nie umiem powstrzymać uśmiechu. Nie są to amanci kina, młodość mają już za sobą, a jednak nie da im się odmówić uroku.  Co jednak najważniejsze, w prosty sposób potrafią przekazać swoją wiedzą i pasję na temat samochodów. W przerwach pomiędzy salwami śmiechu dowiadujemy się czegoś ciekawego na temat dzisiejszej motoryzacji. Po obejrzeniu pierwszych odcinków wiemy, że w Szwajcarii jest oryginalne muzeum motoryzacji, naukowcy wynaleźli siedzenia wyczuwające ludzki pot… a gra w krykieta może trwać 5 dni. Dobra, może ta wiedza nie jest wam niezbędna do życia, ale obiecuję, że oglądając poczynania prowadzących, będziecie się dobrze bawić. Może i nie dowiecie się jaki samochód obecnie najbardziej opłaca się kupić, ale po to macie giełdy samochodowe. TGT ogląda się dla samej rozrywki i marzenia, że może kiedyś też będzie nas stać na takie cacka. No i oczywiście dla samej atmosfery programu.

https://www.youtube.com/watch?v=e-hYjapxC3s

Ostateczny wyrok: TGT to program głównie rozrywkowy z domieszką wiedzy o motoryzacji. Wszystko luksusowo podane i doprawione brytyjskim humorem. Nie każdy to strawi, mi jednak pasuje. Jeśli się boicie, że fachowa gadanina was zanudzi i przez większość czasu nie będziecie wiedzieć, o co chodzi, to nie macie się co martwić, bo to Wam nie grozi! I piszę to z pełną odpowiedzialnością, jako stereotypowa kobieta, która zna się jedynie na kolorach samochodów. Mimo tego, z przyjemnością oglądam wyczyny tych trzech panów, przy okazji poszerzając swoją skromną wiedzę. W końcu, kto raz zetknął z Hamonndem, Clarksonem i Mayem, już nigdy się od nich nie uwolni.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe Amazon

Stały współpracownik

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?