Advertisement



Na pierwszy rzut oka: 1. sezon Trust

Kto jeszcze nie słyszał o porwaniu wnuka znanego miliardera Johna Paula Getty’ego? Wydawałoby się, że już wszystko zostało powiedziane na ten temat. Media do tej pory wspominają tamto wydarzenie. Powstał nawet pełnometrażowy film: Wszystkie pieniądze świata. To jednak nie powstrzymało Simona Beaufoy’a przed stworzeniem serialu inspirowanego losami znanej rodziny Gettych. Czy warto jednak dać kredyt zaufania produkcji Trust?

Gdy w 1973 r. matka Johna Paula Getty’ego III usłyszała, że jej syna porwano, z pewnością było to dla niej niezwykle ciężkie przeżycie. Jeszcze większe załamanie przeżyła, gdy John Paul Getty – miliarder i głowa rodziny, odmówił zapłacenia okupu za swojego wnuka. Ridley Scott w Wszystkie pieniądze świata przedstawił nam historię z punktu widzenia rodziców uprowadzonego. W jego filmie miliarder wyszedł na „tego złego”, którego interesują tylko i wyłącznie pieniądze. Simon Beaufoy poszedł o krok dalej i w swoim scenariuszu postanowił przybliżyć nam całą rodzinę Gettych i ich motywy działania. W Trust John Paul Getty dalej jest chciwym, niemiłym i samolubnym staruszkiem, jednak poznajemy też jego słabości i emocjonalne rozterki.

Zobacz również: Edha – recenzja 1. sezonu argentyńskiej produkcji Netflixa

Za pierwsze trzy odcinki odpowiada Danny Boyle, znany z takich dzieł jak Slumdog. Milioner z ulicy czy 127 godzin. Reżyser świetnie sobie radzi, już od pierwszych sekund budując napięcie. Nic tutaj nie jest przypadkowe. Ruch kamery idealnie współgra z ruchem aktorów na planie. Klimat dopełnia stylowa scenografia, kostiumy i genialna muzyka. Przykładem może być choćby jedna ze scen otwarcia serialu, gdzie kamera podąża za bohaterami w rytm „Money” od Pink Floyd. Dalej jest tylko lepiej.

https://www.youtube.com/watch?v=ce8x_ryKp58

O ile film Ridleya Scotta jest typowym thrillerem, charakteryzującym się właściwymi dla tego gatunku cechami. O tyle Danny Boyle bawi się w swoim serialu konwencjami, jednocześnie flirtując z widzem. Reżyser sięga po różnego rodzaju narzędzia kina autorskiego i artystycznego: od groteski, przez naturalizm, kończąc na dekadentyzmie. W jednym momencie pokazuje nam oświetloną słońcem i pełną życia rezydencję, by po chwili przejść do osnutego mgłą pałacu i zakończyć na zbliżeniu otwierających się oczu jednego z głównych bohaterów. Tę drobiazgowość, dokładność i kunszt widać w każdym ujęciu. Wszystko to, po to by widzowie, jak najlepiej wczuli się w opowieść o dysfunkcyjnej rodzinie.

Zobacz również: Benji – recenzja komedii familijnej Netflixa

Wisienką na torcie jest tutaj świetne aktorstwo. Donald Sutherland w roli Johna Paula Getty’ego wypada genialnie, deklasując zupełnie swojego kolegę po fachu Christophera Plummera (wcielającego się w znanego miliardera w Wszystkie Pieniądze Świata). Jego wersja Getty’ego ma jedną znaczącą przewagę – jest bardziej ludzka. Oczywiście, dalej to ten „dupek, który odmówił zapłacenia okupu za swojego własnego wnuka”, jednak to też staruszek, który ma problemy w łóżku, a do tego tabun kochanek, którym to i tak nie przeszkadza. Dalej to ten sam cham, który zainstalował płatny telefon dla swoich gości, ale to też przedstawiciel i głowa rodu, który martwi się, komu przekaże swoją firmę.

https://www.youtube.com/watch?v=kbSiLGrLHSA

Na uznanie zasługuje również młody Harris Dickinson grający Johna Paula Getty’ego III. Jego bohatera nie da się nie lubić. Rozczochrane blond włosy, zawadiacki uśmiech i pełne marzeń oczy. Nic dziwnego, że jego dziadek zobaczył w nim swojego następcę. Zresztą wszyscy aktorzy zrobili tutaj kawał dobrej roboty. Choć po pierwszym odcinku i tak moim faworytem zostaje Silas Carson wcielający się w niepozornego pracownika rezydencji, który jest poniekąd prawą rękę miliardera.

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: Kruk. Szepty słychać po zmroku. Przedpremierowa recenzja 2. odcinków!

Trust należy do tych seriali, obok których nie da się przejść obojętnie. Świetna historia, dobre aktorstwo, a do tego kunszt wykonania. Czego chcieć więcej? Ufam, że ta produkcja trafi w Wasze gusta i zachwyci Was tak bardzo, jak mnie. Mam tylko nadzieję, że ten wysoki poziom nie spadnie w kolejnych odcinkach, nawet wtedy, gdy za sterami stanie inny reżyser.

Ilustracja wprowadzenia: HBO

Stały współpracownik

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?