Advertisement
banner

Bazinga! Recenzja 8. sezonu „Teorii wielkiego podrywu”

Bazinga! Kolejny udany sezon „The Big Bang Theory”

Utrzymanie sitcomu na ekranie telewizyjnym przez osiem lat to nie lada wyzwanie – mogłoby się zdawać. Dla twórców „Teorii wielkiego podrywu”, jednego z większych hitów w ramówce stacji CBS, jest to najwyraźniej bułka z masłem. O popularnym także w Polsce serialu mawiano sporadycznie, że zaczyna zjadać własny ogon lub że staje się monotematyczny. Jego wydajność sugeruje jednak, że jest inaczej. Dwa pierwsze odcinki ósmego sezonu „The Big Bang Theory” obejrzało ponad osiemnaście milionów telewidzów. W miniony czwartek sezon dobiegł do mety w atmosferze wielkiego sukcesu. Emisję sitcomu przedłużono bowiem na trzy kolejne lata, wpisując go w karty historii amerykańskiej telewizji jako jeden z najdłużej emitowanych aktorskich seriali komediowych.

bbtheory01

Ósma odsłona „Teorii wielkiego podrywu” rozpoczyna się czterdzieści pięć dni po momencie, w którym zakończono odsłonę poprzednią. Plany Sheldona (Jim Parsons) o życiu w pojedynkę i ucieczce w samotność spaliły na panewce, gdy został on okradziony na dworcu kolejowym. Co w obliczu tej sytuacji robi niezależny dr Cooper? Oczywiście dzwoni do Leonarda (Johnny Galecki), półgębkiem prosząc go o pomoc. O ile przywrócenie Sheldona w scenie otwierającej kolejny sezon serialu doszczętnie marnuje potencjał cliffhangera wieńczącego sezon poprzedni, o tyle decyzja scenarzystów jest tu całkiem zrozumiała. „The Big Bang Theory” bez udziału Parsonsa straciłby połowę swojego uroku i szybko popadłby w tarapaty.

bbtheory02

Parsons, inaczej niż towarzyszący mu na planie koledzy, od ośmiu lat odgrywa tę samą postać i bezustannie jako ów bohater zaskakuje. Sheldon pozbawionym pokory i empatii, nieznającym podstaw ironii robotem o ilorazie inteligencji równym 187 pozostanie już do końca swoich telewizyjnych dni. Nie wiadomo natomiast, czym jeszcze uderzy widzów w oczy. W ósmym sezonie „Teorii…” zdziwaczały fizyk pozwolił najbliższemu kumplowi na wyprowadzkę, zmierzył się z niepokonalnymi – zdawałoby się – fobiami, a nawet wyznał miłość Amy (Mayim Bialik). Cooper to w gruncie rzeczy bardzo uniwersalna postać, otwierająca przed scenarzystami wiele możliwości fabularnych o wszechstronnym kierunku emocjonalnym. Nie mniej elastyczny jest sam Parsons, który jako aktor nadal dominuje nad resztą członków obsady – i tak, należy dodać, bardzo utalentowanych.

bbtheory03

„The Big Bang Theory” najbardziej bawi, gdy dzieli swoją obsadę na dwa zróżnicowane płciowo obozy. Dziewczyńskie wieczorki przy lampce (a właściwie, zważywszy na alkoholizm Penny, lampkach) wina czy samcze wypady na konwenty miłośników science-fiction zawsze stanowią pretekst do tego samego: bezlitosnych drwin z płci przeciwnej, a niekiedy nawet swych towarzyszy. Do łez rozśmieszały mnie sceny, w których dziewczęta upijały się w klubie ze striptizem lub oglądały kompromitujące nagranie z udziałem Bernadette (Melissa Rauch) podczas konkursu piękności. Rauch, co więcej, urosła do rangi najbardziej dominującej z trzech czołowych aktorek. Na kanwie przenikliwego głosu i apodyktycznego oblicza zbudowała już oficjalnie markę na miarę rechotu Maggie Wheeler z „Przyjaciół”. Przestrzeń dwudziestu czterech odcinków dała jej jednak szansę wzbudzać nie tylko śmiech. W wirażu trzech odcinków powiązanych wątkiem śmierci matki Howarda (co przykre, grająca tę głosową rolę Carol Ann Susi zmarła w rzeczywistości) Bernadette okazuje się wspierającą, opiekuńczą małżonką. Warto tu pochwalić autorów scenariuszy – nie tylko za okazanie szacunku zmarłej aktorce, ale również za umiejętne rozbudowanie dość pasywnej postaci. Rys osobowościowy innych bohaterek także został wzbogacony: Penny (Kaley Cuoco), w feministycznym geście, znalazła intratną posadę i zarabiała więcej niż Leonard, a dziewczyna Raja, Emily (Laura Spencer), dostała więcej niż jedną okazję, by uwodzić seksownym ekscentryzmem.

bbtheory04

Listę zalet najświeższej odsłony serialu wzbogacają gościnne występy znanych i lubianych. O uśmiech na ustach każdego szanującego się geeka zadbali w minionym sezonie Wil Wheaton, LeVar Burton i Stephen Hawking. W innych epizodach pojawili się Billy Bob Thornton, Christine Baranski, Max Adler („Glee”) oraz Nathan Fillion – wszyscy z komicznym skutkiem.

The Fortification Implementation

Finał ósmego sezonu „The Big Bang Theory” obrał nieco inny kierunek niż poprzedzające go odcinki. Każdy z bohaterów stanął przed ważną decyzją, której podjęcie znacząco zaważy na jego przyszłości. U progu mety serial nabrał prawdziwie dramatycznego rozpędu, który zwraca uwagę i mocno intryguje.

W niedalekiej przyszłości przekonamy się, czy „Teoria wielkiego podrywu” to serial równie ponadczasowy jak wspomniani „Przyjaciele”, którzy w trakcie dziesięciu lat emisji o monotonność i skostnienie nie otarli się ani razu. Osobiście uważam, że produkcja Chucka Lorre’a i Billa Prady’ego skazana wręcz jest na złote wyniki oglądalności i za kilka lat strąci z sitcomowego piedestału oficjalnie niedawno pogrzebanych „Dwóch i pół”.

Teoria wielkiego podrywu”, sezon ósmy – Ocena Movies Room: 80/100

 https://www.youtube.com/watch?v=RgbyNe2cOzE

Stały współpracownik

Autor bloga HisNameIsDeath.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?