Na pierwszy rzut oka: Komisja Morderstw – nowy serial kryminalny TVP

Od momentu, gdy tylko ujawniono zarys fabularny najnowszego serialu kryminalnego TVP, byłem negatywnie nastawiony. Kto oglądał Pitbulla ten wie, że polska policja. jak i inne instytucje państwowe, mimo ogólnego niedofinansowania mają tendencję do wydawania sporych środków na niedorzeczne inwestycje takie jak regularne koncerty kulturalne czy muzeum pamięci. Największym absurdem byłoby jednak powołanie Wydziału Spraw Niewyjaśnionych  – oddziału policjantów zajmujących się sprawami sprzed kilkudziesięciu lat. Jednakże to właśnie od tego karygodnie pozbawionego sensu konceptu wychodzą właśnie twórcy niniejszego serialu. Brakuje chyba bieżących spraw kryminalnych, skoro trzeba odkopywać morderstwa z 1939 roku.

komisja morderstw, serial, tvp

Liczyłem, że pilot jakoś uzasadni istnienie takiego tworu, lecz nic takiego nie następuje. Już w jednej z pierwszych scen grający główną rolę Krzysztof Pieczyński wspomina przełożonemu, że to zły pomysł. Nie mija kilka minut i ponownie zadaje pytanie o sens grzebania w przeszłości. Wszelkie wątpliwości natychmiast zostają jednak uciszone przez apodyktyczną szefową komisji, Maję Buczkowską. Tu się bezmyślnie gapi w ekran, a nie myśli. Trzeba sprawdzać stare dokumenty, szukać po internecie i udawać, że podejmowane działania mają jakikolwiek sens.

Zobacz również: Scream – recenzja 2. sezonu serialowego Krzyku

Najzabawniejsze, że całość nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość i jest w stu procentach niezgodna z przepisami. Niby to częste w przypadku policyjnych obrazów fabularnych, ale stopień łamania przepisów w tym serialu przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Odgrywana przez Buczkowską postać brutalnością i bezwzględnością zrobiłaby wrażenie nawet na funkcjonariuszach SB. Tylko w samym pierwszym odcinku swoimi metodami przesłuchiwania przyprawia niemal stuletniego staruszka o atak serca, następnie zmusza go do ciężkiej podróży międzypaństwowej, by ostatecznie zakuć w kajdanki. Za takie zachowanie szefowa komisji morderstw natychmiast sama trafiłaby za kratki, nie wspominając o tym, iż nie da się jej lubić.

komisja morderstw, serial, tvp

Gdzieś w niewiele lepszej pozycji stoi Krzysztof Pieczyński, notabene bardzo dobry aktor, wypadł świetnie w Ziarnie prawdy. Teraz jednak sam chyba nie wie, co robi na tym planie. Teoretycznie to gra, ale żaden reżyser nie powiedział mu jak to robić, więc szarżuje między totalnym przerysowaniem do przesubtelnej bezbarwności. Nie pomaga oczywiście we wszystkim beznadziejny scenariusz, nie uzasadniający nie tylko sensu rozwiązywania zagadki kryminalnej, ale też ukazujący śledztwo w nudny sposób. Retrospekcje to całkowita kpina, ujawniająca niski budżet produkcji. O pomstę do nieba woła fałszywy trop, a ostatecznie wszystko można było rozgryźć kursując między komputerem, a różnymi archiwami. Zabawa na sto dwa, na chociażby odrobinę akcji nie ma co liczyć.

Zobacz również: Jestem zemstą – recenzja filmu z Johnem Travoltą w roli głównej

Dolny Śląsk mocno sponsoruje tę kaszanę i chyba nieźle się wkopali panowie producenci. Na dobrą sprawę nie widać ani kawałka tego zapewne malowniczego i przepełnionego tajemnicami regionu. Chyba liczono, że Komisja Morderstw będzie dla Śląska tym, czym Ojciec Mateusz dla Sandomierza. Wąskie kadry wykluczają póki co taką opcję. Akcja równie dobrze mogła się dziać na pomorzu. Już nie wspominam o beznadziejnie przedstawionych głównych bohaterach, ale po prostu niemożliwym jest, jak pierwszy odcinek, który ma dość jasne i ważne zadanie sprzedania widzom całej historii i zachęcenia do dalszego oglądania, przegrywa na absolutnie każdym polu.

komisja morderstw, tvp, serial

Seriale nie sprawdzają się z różnych powodów, ale chyba dawno już nie było pozycji tak spapranej na etapie samego konceptu. Kto to zaakceptował? W dobie, kiedy media publiczne mają reprezentować bardziej patriotyczny charakter, można było liczyć przynajmniej na wychwalanie polskiego bohaterstwa, ale o tym również nie ma w pilocie ani słowa, choć podobno kolejne odcinki podejmą temat. Gdyby jeszcze poruszana sprawa faktycznie opierała się o rzeczywiste zdarzenia, wtedy można było dać Komisji Morderstw punkty za ukazywanie ciekawostek i odkłamywanie historii. Niestety, cały wątek z przeszłości to stuprocentowa fikcja i to marnie napisana. Zaprawdę ciężko znaleźć jakikolwiek plus. Po takim początku jedynie łatwo jest podnieść poprzeczkę kolejnymi epizodami. Tylko czy ktokolwiek będzie nimi zainteresowany? Pomyśleć, że zamiast drugiego sezonu Prokuratora dostaliśmy takie badziewie. Czas przestać płacić abonament. 

Dziennikarz

Miłośnik prawdziwego kina, a nie tych artystycznych bzdur.
Jeśli masz ciekawy temat do opisania, pisz tutaj - k.warzala@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?