Daredevil: Odrodzenie – recenzja 2. sezonu. Kolejna faza walki o serce miasta

Szymon Góraj, 7 maja 2026

Kolejna kwietniowo-majowa większa produkcja superbohaterska dobiega końca. Pożegnaliśmy już Invincible, na placu boju zostaje jeszcze The Boys, ale na razie zerkamy na Disney Plus, gdzie zakończyła się kolejna runda zmagań Diabła z Hell’s Kitchen i Wilsona Kingpina Fiska, pełniącego od ubiegłego sezonu funkcję burmistrza Nowego Jorku. I tak jak w przypadku poprzedniej odsłony, Daredevil: Odrodzenie pozostaje niezwykle trudną do jednoznacznej oceny pozycją.

Jakoś się złożyło, że ostatnie seriale superhero mają główny motyw walki z reżimem. I tak jak w The Boys nasi bohaterowie mierzą się z szalonym superdykatorem, tak Daredevil, Karen Page i reszta starają się obalić coraz bardziej urządzającego się na swoim stanowisku Fiska. Już w 1. sezonie miałem pewne uwagi co do okoliczności triumfu tego notowanego przecież jegomościa, któremu w przeszłości wielokrotnie zdarzało się w sposób skrajny otwarcie złamać prawo. Jego owijanie sobie wokół palca kluczowych organów władzy przy absurdalnej wręcz bezkarności, dziwna reakcja społeczeństwa, brak jakiejkolwiek interwencji z zewnątrz – także ze strony innych superbohaterów (no co, to nie ja szumnie ogłosiłem transfer Diabła do MCU, trzeba być konsekwentnym). Czy nowy rozdział poprawia sytuację? W jakimś zakresie na pewno, choć pewne sytuacje wciąż są problemem, a doszło jeszcze kilka innych.

Na pewno ładnie tutaj poradzono sobie z głównymi aktorami tego spektaklu – a konkretnie ich pojedynkiem, który dawno już wyszedł poza samą walkę na pięści. Muszę trochę więc pochwalić scenarzystów, bo kolejne rundy są różnorodne i do tego nie zawsze dochodzi do nich bezpośrednio. Niczym dwóch wytrawnych wodzów, Fisk i Murdock reagują na swoje posunięcia, kontrują je i przesuwają pionki po szachownicy, analizując przy tym aktualną sytuację. I tak się dzieje aż do samego końca krwawej rozgrywki, gdy tygodnie oblężenia prowadzą do zaiste efektownej, werbalno-fizycznej kanonady. Nie brakuje jej znacznych problemów (o których napiszę więcej nieco później), z drugiej strony ładunek emocjonalny rozpala do czerwoności tak jak powinien – co jest niewątpliwym krokiem naprzód w stosunku do sezonu pierwszego. Wielka w tym zasługa samych aktorów. Charlie Cox i Vincent D’Onofrio dobrze rozumieją swoje zadania, co wcale nie musiało być takie łatwe przy tak długim odgrywaniu tych samych ról. Gdyby tylko reszta serialu była tak pieczołowicie dopracowana jak relacja tej dwójki, końcowa ocena byłaby zapewne znacząco wyższa.

O ile bowiem niezależnie od stawianych zarzutów główny konflikt po prostu działa jak trzeba, o tyle dalej jest bardzo różnie. W dużej mierze dlatego, że scenarzyści postanowili zasypać nas wątkami. Czasem są to kontynuacje historii, które zostały na jakimś etapie przerwane w 1. sezonie, czasem zupełnie nowe tematy. Daleko mi do idealizowania któregokolwiek z trzech sezonów Daredevila na Netflix (zwłaszcza drugiego), ale jest jeden aspekt szczególnie górujący nad Odrodzeniem: narracyjne detale. Chodzi o poziom dopracowania wątków i ważkich postaci – których jest wyraźnie mniej, ale ich psychologiczna podbudowa ma więcej warstw. Przypomnijcie sobie zresztą origin story Poindextera, czy drogę Nadeema. Jak cierpliwie budowano ich drogę, ukazywano motywacje i to jak zmieniały się ich intencje w zależności od kontekstu. Jasne, taki Bullseye rośnie tutaj na czarnego konia sezonu – co zabawne, w momencie, gdy myślałem już, że w niczym nie zaskoczy – a i pole do popisu zyskała także np. Karen Page, ale nie każda persona miała tyle szczęścia.

Wielkim zaskoczeniem było także nieoczywiste rozwinięcie rozerwanego pomiędzy ambicjami a wskazówkami moralnego kompasu Daniela (Michael Gandolfini daje popis i naprawdę chcę wierzyć, że będzie rósł aktorsko jak ojciec), nadając mu więcej ludzkich cech, przez co jest mniej przerysowany. Do tego sparowano go z tajemniczym Buckiem, brytyjską prawą ręką Fiska i zarazem duchowym następcą Weasleya. Ludzie określali ich nawet Mattem i Foggym w krzywym zwierciadle – i ma to nawet pewien sens. Ale tuż obok wałęsa się co jakiś czas lekko rozdmuchana na początku postać Matthew Lillarda, która koniec końców ma znikomy wpływ na główne wydarzenia. Trudno mi też wczuć się w pomyloną Heather. Terapeutka i była dziewczyna Matta została niekonsekwentnie rozbudowana w poprzednim sezonie, teraz zaś wpada już zupełnie w jakiś szalony rollercoaster emocji. Rozumiem, dokąd ma zmierzać, jednakowoż dało się to wykonać o wiele lepiej. Czasem wpadnie jakiś Cherry, by za chwilę się gdzieś zaszyć, gościnnie dostajemy też np. Swordsmana tudzież – a być może nawet przede wszystkim – Jessicę Jones. Jakkolwiek dobrze mi się ich oglądało na ekranie, udział mieli stanowczo zbyt krótki. Przez wspomniane nagromadzenie wątków wyglądało to trochę tak, jakby liczyli sobie od minuty i trzeba było się spieszyć, by nie przepłacić. Szkoda, że nie wykorzystano bardziej ich potencjału.

Mogę też powiedzieć o sporym progresie w kontekście scen akcji. To nadal nie są popisowe one-shoty z netfliksowych wersji, ale stoją co najmniej klasę wyżej od lwiej części sztucznych, źle pociętych konfrontacji z 1. sezonu. W połączeniu z lepiej zaimplementowanymi zwrotami akcji w istocie ogląda się to inaczej – od ulicznych utarczek, aż po pojedynki pomiędzy ważnymi osobistościami. Ale znów kiedy rozpędzam się z pochwałami, zmuszony jestem do gwałtownego przyhamowania i pochylenia się nad sąsiadującymi z nimi przywarami. Brakowało mi porządniej zrobionych (czytaj: mniej przewidywalnych) scen w sądzie – wszak wiadomo, czym trudni się Matt, więc wypadałoby gdzieś się popisać. Znajdę też co najmniej kilka scen, które mógłbym zamieścić w gronie najgłupiej rozpisanych w serialach superhero na przestrzeni ostatniej dekady. Apogeum osiągnęła żenująca solówka Fiska (nie będę zdradzał, kto obejrzę, ten zrozumie), która popsuła mi finał, bo pomijając już fakt, iż balansowała na granicy niezamierzonej parodii, brakowało jej odpowiednich konsekwencji. A gdy już wspominamy o konsekwencjach, ponownie podkreślę, że choć Daredevil od dawna wchodzi w skład Marvel Cinematic Universe, posiłków ze strony choćby pomniejszych kluczowych nowojorskich rezydentów w pelerynach albo w ogóle nie ma, albo są fragmentaryczne (patrz: Jessica Jones). Biorąc pod uwagę skalę działań Fiska, nie da się tego w pełni uzasadnić. Przynajmniej tyłek ruszyła gubernatorka… O psychologii tłumu nawet nie ma co się zbytnio rozpisywać, bo na serialowe wydarzenia reaguje głównie wtedy, kiedy scenarzystom pasuje. Co jakiś czas dojdzie do jakiegoś pogromu, który jakimś cudem zostanie zauważony, innym razem wyskoczy kolejny kiczowaty filmik BB Urich (swoją drogą, dawno nie widziałem tak miałkiej postaci, którą scenarzyści tak usilnie starali się „uważnić”).

Nie mogę powiedzieć, że Daredevil: Odrodzenie mnie rozczarował, bo po pierwszym sezonie moje oczekiwania były bardzo niskie. Dlatego stwierdzam wręcz malutki progres względem poprzednika, okraszony jednak wieloma problemami jak nierówna narracja, niekonsekwentnie prowadzeni bohaterowie, czy scenariuszowe idiotyzmy. Ale konflikt Murdocka i Fiska jest nakreślony całkiem dobrze, serialowi nie brakuje również mocnych elementów, więc potrafię sobie wyobrazić, że część widzów będzie się trochę lepiej bawiła, machając ręką na konkretne głupoty. Po finale szykuje się wiele przetasowań, zapewne nadchodzący Spider-Man wyjaśni to i tamto. Nim do tego dojdzie, za niespełna tydzień zobaczymy, co słychać u Franka Castle.

Więcej recenzji seriali:

Daredevil: Odrodzenie – Diabeł z Hell’s Kitchen znowu nadaje. Sprawdzamy pierwszy odcinek 2. sezonu

Invincible – recenzja 4. sezonu. Stawka wyższa niż kiedykolwiek

The Boys – początek końca. Sprawdzamy dwa pierwsze odcinki finalnego sezonu

Przeczytaj więcej
Szymon Góraj Zastępca redaktora naczelnego

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 100.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬

Advertisement