Advertisement
Advertisementpixel

Good doctor – recenzja 1. sezonu

Kiedy usłyszałam o powstaniu serialu Good Doctor, byłam bardzo podekscytowana. Jednak po dwóch odcinkach zrezygnowałam z dalszego oglądania. Mój przyjaciel był jednak zachwycony serialem. Powód? Ja widziałam koreański pierwowzór, na którym bazowali amerykańscy twórcy, on – nie.

Koreańska wersja serialu (z resztą o tym samym tytule) powstała w 2013 roku i zgromadziła takie gwiazdy jak: Joo Won, Moon Chae-won oraz Joo Sang-wook. Obie wersje opowiadają historię młodego mężczyzny cierpiącego na autyzm i syndrom sawanta, który od dziecka marzył o zostaniu lekarzem. Wbrew ogólnemu sprzeciwowi lekarskiej społeczności, w końcu mu się to udało. Mężczyzna ma ogromną wiedzę, jednak nie umie postępować z innymi ludźmi, przez co nie raz sprowadza na siebie kłopoty. Główna różnica pomiędzy obiema produkcjami polega na tym, że koreańska wersja stanowi spójną 20-odcinkową całość. Podczas gdy amerykańska to serial proceduralny (coś jak Doctor House, tylko z autyzmem). Nastawiony jest na kolejne sezony, co skutkuje większą liczbą bohaterów i mnogością poruszanych wątków.

Oglądając amerykańską wersję, miałam wrażenie, że wszystko jest nie tak, jak być powinno. W porównaniu do oryginału wypada ona dość blado i to dosłownie. Koreański serial kojarzy mi się z ciepłymi, jasnymi barwami, podczas gdy wersja Davida Shore’a pełna jest chłodnych, niebieskich kadrów, co znacząco wpłynęło na mój odbiór. 굿닥터 (Goot-dak-teo) był pełen romantyzmu i pewnej melancholii, podczas gdy Good Doctor jest nastawiony głównie na akcję i rozwiązywanie medycznych zagadek. Wątki dramatyczne wypadają tutaj sztucznie i naciąganie. Na szczęście inaczej sprawa ma się ze wstawkami humorystycznymi, które w sposób naturalny zgrały się z resztą fabuły, dodając serialowi lekko komediowego charakteru.

Zobacz również:

Top 10 koreańskich seriali, które warto zobaczyć

Płomienie – przedpremierowa recenzja canneńskiego ulubieńca

TOP 20 – Najlepsze filmy o lekarzach i medycynie

Mój przyjaciel, który nie był przesiąknięty pierwotną wersją, mógł w pełni cieszyć się walorami serialu. Pomimo że dla mnie wersja koreańska jest zdecydowanie lepsza, w jednym przypadku musiałam wywiesić białą flagę i przyznać mu rację. Jeśli chodzi o aktorów, śmiało mogę stwierdzić, że odtwórcy głównych ról (w obu wersjach) są wspaniali. Freddie Highmore daje z siebie naprawdę wszystko. Oglądając jego aktorskie popisy, jestem w stanie uwierzyć, że mam do czynienia z osobą chorującą na autyzm. Reszta obsady wypada trochę gorzej, jednak wciąż jest to poziom do zaakceptowania. Najważniejsze jest jednak to, że bohaterowie wciąż się rozwijają i zmieniają, co dodaje całości większego realizmu.

Pomimo wad, Good Doctor opowiada o ważnym społecznie aspekcie, jakim jest tolerancja wobec osób chorych. Pokazuje, że cierpiący na autyzm to tacy sami ludzie jak my, tyle że w inny sposób patrzą na ten świat. Chociażby z tego powodu zachęcam Was do zapoznania się z tym tytułem. Oczywiście bardziej polecam oryginał, jednak wiem, że koreański sposób kręcenia seriali nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli więc ktoś woli sięgnąć po amerykańską wersję, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że z pewnością nie będzie to czas stracony.

Stały współpracownik

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ala pisze:

Na autyzm się nie choruje, można na niego cierpieć, być nim dotkniętym, bo to zaburzenie, nie choroba.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?