Impulse – recenzja 1. sezonu

Jeśli jest coś, czego szesnastoletnia Henry (właściwie Henrietta; Maddie Hasson) nienawidzi to faktu, że w żadnym mieście nie przychodzi jej zagrzać miejsca. A wszystko to przez wyjątkowo kochliwą naturę swojej mamusi (Missi Pyle), mającej tendencję do zmiany partnera co mniej więcej pół roku. Tym razem utknęła w niewielkim, klaustrofobicznym miasteczku gdzieś na północy Stanów Zjednoczonych, pod jednym dachem z najnowszym ukochanym rodzicielki oraz jego doskonale grzeczną i dobrze wychowaną córką, Jenną (Sarah Desjardins). Sama Henry do dobrych panienek raczej nie należy – nie, jeśli weźmiemy pod uwagę jej tendencję do nocnych sesji nielegalnego malowania murali w miejscu, którego tego raczej nie docenia. Jakby tego było mało, umie się teleportować, co odkrywa w dość dramatycznych okolicznościach.

Henry jest główną bohaterką Impulse, dziesięcioodcinkowej produkcji w reżyserii Douga Limana (Na skraju jutra) w powoli rosnącym dorobku YouTube Premium (dawniej YouTube Red), uruchomionej w 2015 roku platformy streamingowej. Serial ten nawiązuje luźno do filmu Jumper z 2008 roku, opartego o pierwszą powieść Stevena Goulda z serii o tym samym tytule, a sam oparty jest o trzecią z tych książek, acz nie jest w najmniejszym stopniu jej adaptacją. Jest również gatunkowo o wiele cięższy niż mógłby się wydawać na podstawie tak opisu, jak i wieku głównej protagonistki. W miejsce spodziewanych nastoletnich dram zobaczymy w nim również całkiem poważne osobiste dramaty, uwikłane w niezwykle skomplikowaną siatkę zależności, kłamstw i sekretów, uwzględniających, ale nie ograniczających się do przemocy seksualnej, handlu narkotykami oraz morderstw.

W pierwszym odcinku Henry wpada w kłopoty przez swoje nocne zajęcia z malowaniem – matka z partnerem postanawiają więc sprzedać jej samochód, którym na razie i tak nie może jeździć ze względu na nasilającą się epilepsję. Dziewczyna, jak na bardzo niepokorną dziewczynkę przystaje, wymyśla plan, jak odzyskać swój jedyny sposób na ewentualną ucieczkę z miasteczka. Prosi więc o przysługę Claya Boone’a (Tanner Stine), gwiazdę szkolnej drużyny koszykówki, syna właściciela komisu samochodowego, któremu ojciec (David James Elliott) właśnie zaserwował upokarzające kazanie. Po zakończonej misji, dochodzi do serii doświadczeń, które nieodwołalnie wpłynął na los Henry – złoty chłopiec próbuje ją zgwałcić, w trakcie czego dostaje ona epileptycznego epizodu powiązanego z wybudzeniem się jej nadnaturalnych mocy, sprawiając, że samochód zaczyna składać się jak metalowa puszka, a chwilę później dziewczyna ląduje w swoim pokoju. To, co ją spotkało, odciśnie na niej olbrzymie piętno. Jednocześnie główna oś fabularna przeplata się z wątkiem innego, posiadającego zdolność teleportacji bohatera, Dominicka (Keon Alexander), oraz jego próbą ucieczki przed kimś, kto wyraźnie chce go skrzywdzić. Jednak zanim dowiemy się, jak obie te historie się łączą, trochę przyjdzie nam poczekać.

Impulse

Kadr z serialu / YouTube Premium

Zobacz także: Vida – recenzja 1. sezonu

Fabularnie Impulse rozwija się stosunkowo powoli – większość najważniejszych wydarzeń nie przybiera bowiem formy porywających scen akcji, a rozmów między bohaterami oraz przeżywanych przez nich problemów. Te napięcia wzmocnione zostają przez poczucie izolacji oraz klaustrofobii tak miasteczka, jak i międzyludzkich relacji. Jedną z największych zalet tego serialu jest fakt, że wątek nadnaturalny poza uruchomieniem całego łańcucha wydarzeń mógłby równie dobrze nie istnieć. Tak, Henry od czasu do czasu nieświadomie się teleportuje, ale w zasadzie nie na tym skupia się jej historia w pierwszym sezonie. Dla scenarzystów najważniejsze są bowiem konsekwencje napaści na Henry – to, jak sobie z nią nie radzi, jak poprzez traumę nawiązuje prawie siostrzaną relację z Jenną, dziewczyną tylko pozornie dobrze ułożoną i idealną. Nie próbują przy tym wykreować ją na superbohaterkę, która w obliczu kryzysu nagle znajduje rozwiązania na wszelkie problemy czy kłopoty. Zamiast tego protagonistka Impulse popełnia błąd za błędem, nie radzi sobie ze wszystkim, co ją spotyka i nie umie skorzystać z oferowanej jej przez nowych najbliższych pomocy.

YouTube wyprodukował serial, który jest zaskakująco mroczny, wciągający i niepokojący. Nie spodoba się wszystkim – tak przez wzgląd na dość powolnie rozwijającą się akcję, jak też nieco odbiegający od standardu sposób prowadzenia narracji. W tym ostatnim względzie zwłaszcza widać, że jest to produkcja przygotowana do tego, aby obejrzeć ją całą, a nie w ramówkowej, odcinkowej formie. Ponadto przez dość długi czas serial nie będzie nam się wydawać spójny – głównie przez wprowadzenie wątku Dominicka, dopiero pod koniec nabierającego znaczenia: wprowadza on potrzebne widzom informacje w sposób inny niż nadmierna ekspozycja, dzięki czemu przez sporą część sezonu pierwszego jesteśmy równie zagubieni co Henry.

Impulse to dobry serial – taki, który wciąga, chociaż niekoniecznie jego tematyka jest przyjemna. To nie produkcja rozrywkowa, ale zdecydowanie trudno się przy niej nudzić. Pozostaje mieć nadzieję, że firma zainwestuje również w sezon drugi, ponieważ warto. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda, to YouTube udostępnił szerokiej publiczności fragment serialu, który publikowaliśmy już na łamach MoviesRoom.

Poza tym serial, w języku angielskim, dostępny jest na platformie YouTube w całości pod tym linkiem.

Ilustracja wprowadzenia: YouTube Premium

Interesuję się popkulturą, fanami, mangą i anime. Sporo piszę, ale takie życie doktorantki.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?