Kidding – recenzja 1. sezonu słodko gorzkiej historii o życiu

Jim Carrey wkracza na mały ekran, aby we współpracy z Michelem Gondry ponownie wprawić nas w osłupienie. Ostatnio zachwycili nas w Zakochanym bez pamięci, teraz pytają, jak to jest być… szczęśliwym bez pamięci?

Jeff, główny bohater Kidding, rok temu w wypadku samochodowym stracił jednego ze swoich dwóch bliźniaczych synów. Nie może jednak pogrążyć się w rozpaczy, ani nawet zbyt długo opłakiwać swojej straty, ponieważ jednocześnie  jest gwiazdą kukiełkowego show dla dzieci – Panem Pickles. Jako gospodarz programu musi zawsze świecić przykładem, obdarzać uśmiechem i mieć dobrą radę na każde dziecięce zmartwienie. Z czasem granica między Jeffem a Panem Pickles się zaciera i bohater całkowicie przyjmuje idealistyczny sposób postrzegania świata. W związku z tym trauma po utracie dziecka staje dla niego podwójnym wstrząsem, a jednocześnie objawieniem. Nauki o wiązaniu butów i myciu zębów wydają się zbyt miałkie, dlatego Jeff coraz bardziej pragnie uczyć dzieci o trudnych sprawach, takich jak śmierć bądź rozwód rodziców. Na to nie zamierza pozwolić mu jego szef, a zarazem ojciec i twórca całego programu.

Kidding

Fot. Erica Parise/SHOWTIME

Zobacz również: Narcos: Meksyk – recenzja 1. sezonu!

Jednak Kidding to show nie tylko o Jeffie, równolegle poznajemy także wątek jego siostry, która tworzy kukiełki do programu. Deirdre dowiaduje się, że jej mąż może być gejem, do tego od jakiegoś czasu zdradza ją z nauczycielem gry na pianinie. Co gorsza, wszystkiego dowiaduje się od córki, która przypadkiem zauważa kochanków.

Drugim wyraźnym wątkiem jest historia drugiego syna Jeffa, imieniem Will, który był bratem bliźniakiem zmarłego Phila. Chłopak również na swój sposób przeżywa śmierć brata oraz separację rodziców. Niestety nie dostrzega w swoim ojcu męskiego autorytetu, do którego mógłby się zwrócić o pomoc.

To wszystko tworzy fabularny kocioł Kidding, do którego wrzucany jest widz. I nie myślcie, że jak ta żaba będziecie powoli podgrzewani, wszystko kipi i wrze. Twórcy nie oszczędzają ani warstwą wizualną, ani fabularną. W jednej chwili oglądamy kolorowe obrazki kukiełkowego dziecięcego świata, aby zaraz zostać uderzeni kontrastem skomplikowanego świata dorosłych. W podobnej sytuacji znajduje się z resztą Jeff, uwięziony między bajką a koszmarem, wobec czego powoli zaczyna tracić zdrowie psychiczne.

Kidding

Fot. Erica Parise/SHOWTIME

Serial nie boi się też trudnych tematów, w niemal każdym odcinku przemycając jakieś współczesne tabu. Chciałabym napisać, że jest ono na ekranie powoli rozbierane na czynniki pierwsze, jednak twórcy, zamiast tego postanowili je raczej wysadzić, aby razem z widzami zastanawiać się, co też z tego wyszło. Nie brakuje to tematów orientacji seksualnej, śmiertelnych chorób czy biedy. Ponadto żadna z refleksji na któryś z poruszanych tematów nie jest nam wcierana w twarz. Dostajemy sam obraz i już od nas zależy, co w nim dostrzeżemy oraz jakie z niego wyciągniemy wnioski.

Nie muszę chyba pisać, że Jim Carrey na ekranie wspina się na wyżyny aktorstwa. Chociaż chyba dla każdego twarz Ace’a Ventury w dramatycznym wydaniu jest wręcz przerażająca, Carrey nie traci autentyczności. Przeciwnie, jest stworzony do tej roli, idealnie balansując między humorem dziecięcego mędrca co rozpaczą uwięzionej osoby.

Kidding

Fot. Erica Parise/SHOWTIME

Zobacz również: TOP 20 – Najlepsze seriale o miłości

Chociaż motyw zderzenia idealisty z rzeczywistością jest fundamentem całego serialu, jednocześnie staje się wisienką na tym torcie rozpaczy. W kilku aktach udowadnia nam, że tylko od nas zależy, jak podejdziemy do chaosu współczesnego świata. Możemy usiąść i płakać, możemy walczyć, aby zmienić wszystkich, albo po prostu uśmiechnąć się i spróbować być dla siebie po prostu życzliwymi. Fantastyczna jest także dynamika między Panem Pickles a dziećmi, która stanowi najlepszy przykład tego, że czasami nie warto starać się podwójnie chronić pociechy, ponieważ tym możemy ich tylko bardziej namieszać w głowie i spowodować więcej chaosu. Przypomina to także, że chociaż może dla nas świat nie stanie się już szczególnie lepszy to nie powinniśmy ustawać w wysiłkach, aby uczynić go milszym dla następnych pokoleń. Te i wiele innych mądrości wylewa się gdzieś z tła, ale to decyzją widza zostaje, czy chce je podjąć, czy zostawić.

Kidding

Fot. Erica Parise/SHOWTIME

Można się zatem złościć na Dave’a Holsteina, showrunnera Kidding, że nie poprowadził serialu w żadną ze skrajności. Nie widzimy ani pełnej psychozy, ani subtelnego pogodzenia się ze światem. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że taki właśnie był zamysł twórcy i taką właśnie prawdę o świecie pragnął nam przedstawić.

Kidding to wspaniała historia, skrojona na miarę naszych chaotycznych czasów. W dodatku może być jednocześnie rewelacyjną opowieścią o życiu, śmierci i moralności, a zarazem pozostać tylko nieco drastyczną komedią. W każdym razie udowadnia, że warto czasem być trochę lepszą osobą, a czasem warto po prostu krzyknąć pie#$%^ się.

Ilustracja wprowadzenia: SHOWTIME

Z wykształcenia antropolożka kulturowa. Z pasji graczka, filmożerczyni i mól książkowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?