Na pierwszy rzut oka: 1. sezon Mr. Sunshine

Już od pierwszego odcinka widać, że Mr. Sunshine to produkt eksportowy Korei Południowej. I to nie byle jaki, bo najwyższej jakości. Świadczy o tym, chociażby angaż gwiazd znanych również poza granicami tego małego kraju oraz twórców, którzy mają już nie jeden hit na swoim koncie. Ogromny budżet przekłada się na dobre efekty specjalne oraz piękne zdjęcia. Nic dziwnego, że produkcją zainteresował się Netflix. W takiej sytuacji werdykt może być tylko jeden: to będzie hit.

Mr. Sunshine ukazuje losy mieszkańców królestwa Joseon z okresu przełomu XIX i XX wieku. Z jednej strony mamy ukazaną perspektywę Yu-jina – mężczyzny, który jako dziecko musiał uciec do Stanów Zjednoczonych. Miało to miejsce w 1871 r. podczas ekspedycji amerykanów do Korei. Po latach wraca on do swojej ojczyzny jako amerykański żołnierz – Eugene Choi.  Z drugiej strony obserwujemy Joseon oczami młodej arystokratki Ae-sin, która wierzy w odbudowę dawnej potęgi swej ojczyny i uwolnienie się spod wpływów kolonizatorów.

Historia Korei w najlepszym wydaniu

Historyczne realia zostały odwzorowane z ogromną precyzją, co samo w sobie jest godne pochwały i naszej uwagi. Kostiumy, dekoracje, a nawet serwowane jedzenie – wszystko to zostało dość dokładnie odtworzone. Mr. Sunshine stanowi swoistą lekcję historii, przedstawioną w niezwykle ciekawy i miły dla oka sposób. Obojętnie w którym momencie zatrzymamy serial, będziemy mogli podziwiać piękne ujęcia przywodzące na myśl zdjęcia z National Geographic. Każda scena ograna jest zazwyczaj z kilku kamer ukazujących różne perspektywy. Dość często mamy do czynienia z efektem slow motion, co jest dość typowe dla koreańskiej kinematografii. Całość podkreśla odpowiednia muzyka. Na ścieżkę dźwiękową serialu składają się utwory różnego typu, w tym angielskie ballady, koreańskie popowe piosenki, a także muzyka instrumentalna.

Kolejnym plusem serialu są świetni aktorzy, którzy są znani również europejskiej widowni. Odtwórczynię głównej roli kobiecej – Kim Tae-ri możemy kojarzyć z głośnego ostatnimi czasy filmu Służąca. Z kolei Lee Byung-hun  wcielający się w Choi Yoo-jin / Eugene Choi  to jeden z najpopularniejszych koreańskich aktorów, który wystąpił w wielu znanych produkcjach (m.in. w: Siedmiu wspaniałych, G.I. Joe: Odwet, Ujrzałem diabła, Terminator: Genisys). Również pozostali aktorzy zasługują na naszą uwagę. W szczególności Min-jung Kim, Yeon-seok Yoo oraz Yo-han Byeon.

Zobacz również: Płomienie – przedpremierowa recenzja canneńskiego ulubieńca

W Mr. Sunshine nie ma bohaterów, którzy stanowią jedynie tło do snutej historii. Tutaj każdy ma swoją ciekawą opowieść do zaprezentowania. Momentami możemy mieć wrażenie, że odchodzimy od głównej osi fabuły, chociażby na potrzeby zaprezentowania przeszłości jednego z bohaterów. Jednak niech was takie zabiegi nie zmylą, gdyż koniec końców wszystko składa się na spójną całość. Trochę przypomina to układanie puzzli, podczas których dodajemy różne, czasem pozornie niepasujące do siebie elementy, by na koniec uzyskać pełen obraz. W tym przypadku cel twórców jest prosty: zaprezentowanie trudów życia Koreańczyków w czasach okupacji.

Dramat czy komedia?

Choć twórcy wpadają czasami w dramatyczne tony, mogę Was zapewnić, że znajdują też czas na komediowe akcenty. Można powiedzieć, że oglądanie Mr. Sunshine jest trochę jak jazda rollercosterem, gdzie w jednym momencie wpadamy w podniosłe i dramatyczne tony, by po chwili śmiać się z zabawnej sytuacji. Muszę przyznać, że zdecydowanie wolę te komediowe akcenty. Żarty sytuacyjne wynikające ze zderzania różnych kultur stanowią miłą odskocznię, a przy okazji są zrozumiałe dla większości, przez co wszystkich bawią tak samo. Co innego mogę powiedzieć przy scenach dramatycznych, które powstały wyłącznie po to, by podkreślić ucisk i nędzę, jakich doświadczali Koreańczycy w tamtym okresie. Twórcy momentami nadają zbyt podniosły ton rzeczom zbyt trywialnym, przez co można odczuwać lekki przesyt scenami dramatycznymi.

Zobacz również: Recenzja filmu Miłość i kłamstwa (2016)

Twórcom udało się jednak odnaleźć złoty środek i zgrabnie balansują pomiędzy dramatem a komedią. Jestem pewna, że zasługi można przypisać nie tylko świetnym aktorom, ale również i twórcom. Scenarzystka Eun-sook Kim oraz reżyser Eung-bok Lee pracowali już wspólnie przy dwóch innych koreańskich hitach: Descendants of the Sun i Guardian: The Lonely and Great God. Osobom, które na bieżąco śledzą koreańską kulturę, z pewnością te tytuły nie są obce. Obie produkcje zyskały ogromną popularność zarówno w Azji, jak i w innych krajach, głównie dzięki świetnej obsadzie i wysokiej jakości. Mr. Sunshine jest ich największym przedsięwzięciem jak do tej pory, co widać po zatrudnionych aktorach i rozmachu produkcyjnym. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że serial został stworzony z myślą o emisji na rynku międzynarodowym. Na szczęście twórcy nie zapomnieli również o stałych fanach koreańskich produkcji, serwując im w międzyczasie małe perełki w postaci nawiązań do innych dram.

Kadr z serialu Mr. Sunshine

Netflix ma nosa do dobrych seriali. Również tym razem węch ich nie zawiódł. Na razie ukazały się 4 odcinki i wszystkie prezentują bardzo wysoki poziom, zarówno pod względem technicznym, jak i fabularnym. Moim zdaniem Mr. Sunshine ma wszystkie elementy potrzebne do tego, by stać się hitem. Świetni aktorzy światowego formatu, dopracowane efekty specjalne, piękne zdjęcia, a także niesamowita historia. Jeśli ktoś jeszcze go nie zobaczył, zachęcam, by niezwłocznie to uczynił, gdyż jest to kino wysokich lotów.

Zdjęcia: materiały prasowe Netflix

Stały współpracownik

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka kina. Zafascynowana Azją, a w szczególności koreańską kinematografią. Fanka Sherlocka. W wolnych chwilach ogląda seriale, podróżuje lub rozczytuje się w romansidłach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

gladis pisze:

netflix mi to sugerował ale stwierdziłam, że to nie dla mnie. Potej recenzji dodaje do mojej listy ;D

Ewa pisze:

Mnie nie pasuje muzyka… szczególnie piosenki po angielsku z melodią wogole nie pasująca do czasów filmu.

Ewa pisze:

Serial jest rewelacyjny pod każdym względem. Piszę to jako stara teatrolożka 🙂 Scenariusz, dobór obsady, gra aktorska, ZDJĘCIA, klimat, no wszystko piękne i dopracowane.
Mnie osobiście najbardziej ujmują długie, spokojne, nieprzegadane sekwencje, gra twarzą, oczami, bez pośpiechu, a z mocnym emocjonalnym przekazem.
Jest to wzruszająca powieść cudownie przekazana przez całą ekipę. Jestem pod wrażeniem gry głównej pary bohaterów.

Serdecznie polecam! Będziecie zachwyceni i pewnie będziecie do tego powracać.

Aragonte pisze:

<>

Nie w 1821 r., tylko bodajże w 1871 r. – pewnie to literówka (no, „cyfrówka”), którą można poprawić 🙂 Główny bohater ma około czterdziestki, a nie osiemdziesiątki.

Nie jestem wielką fanką scenariuszy Kim Eun Seok, więc podchodzę nieco sceptycznie także do „Mr Sunshine” (to niestety nie ta sama kategoria co seguk w rodzaju „SIx Flying Dragons”, tylko melo), ale z przyjemnością oglądam np. Yoo Yeon Seoka oraz Byun Yo Hana jako bohaterów drugoplanowych – wolę ich od Eugene i od głównej bohaterki 😉
Wizualnie bywa pięknie, ale wolałabym więcej historycznego konkretu.

Agnieszka Makowska pisze:

Faktycznie do recenzji wkradł się mały błąd, który został już poprawiony. Dziękuje za pomoc 🙂

Ewa z Jastrzębia Zdrój pisze:

Miałam przyjemność obejrzeć całą dramę na netflix nie mogłam skończyć na kilku odc bo naprawdę wciągnęła mnie i całe szczęście że dzisiaj sobota …według mnie Rewelacja . Chociaż tłumaczenie z Koreańskiego na Polski ma błędy , ale nie znający tego języka nie odczują dyskomfortu …Mogłabym opisywać każdy odcinek z osobna , ale Szczerze mówiąc Polecam do obejrzenia .! Lecz zakończenie w pociągu mnie trochę zirytowało… przecież mógł strzelić i później go popchać …. każdy kto to zobaczy będzie wiedział o co mi chodziło. Dlatego Polecam i Dziękuję Agnieszce za posta

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?