Na pierwszy rzut oka: 4. sezon Killjoys

W finałowych minutach trzeciego sezonu Killjoys Yelena aka Dutch, Khylen i Aneela sprzymierzają siły przeciw The Lady, tajemniczej, świadomej istocie, która chce przejąć władzę nad Kwadrantem. Zanim jednak dowiemy się, jak dokładnie nasza dzielna trójka niespodziewanych bohaterów w ogóle spotka się ze swoją przeciwniczką, czeka na nas historia o tym, jak to Yelena wraz z Johnnym Jaqobisem zostali łowcami nagród i dlaczego w pracy posługuje się pseudonimem. Tym, co nie ulega wątpliwości, to fakt, że były nauczyciel głównej bohaterki znowu kombinuje.

Killjoys

fot. kadr z serialu

Zobacz także: 12 małp – recenzja 4. sezonu

Killjoys to sympatyczny serial o kosmicznych łowcach nagród, którzy częściej zachowują się jak kowboje niż ludzie z naszej dalekiej, lepiej technologicznie rozwiniętej przyszłości. Większość ich przygód jest brawurowa, niekoniecznie rozsądna, czasem wykraczająca poza proste nakazy aresztowania, ochrony, przewożenia dóbr albo odzyskiwania tak rzeczy, jak i ludzi. Bywa, że biorą udział w planetarnym powstaniu przeciw władzy korporacyjnej (The Company) albo poszukują źródeł religii Scarbacków. Walczyli również z nieziemsko silnymi The Hullen, czyli ludźmi opanowanymi przez złowrogi, kosmiczny, zielony glut, a dokładniej rzecz ujmując – Zieloną Plazmę (oryg. The Green Plasma). Czwarty, przedostatni sezon tej produkcji od SyFy zapowiadał rozprawienie się, a przynajmniej próbę pokonania tajemniczej istoty, którą znamy tylko jako The Lady. Otwierający tę część historii odcinek na razie podtrzymuje tę obietnicę, ale jej nie zaczyna jeszcze realizować. Owszem, w otwierających i kończących minutach odcinka zobaczymy krótkie fragmenty dotyczące teraźniejszości naszych protagonistów, większość odcinka jednak skupia się na opowiadanej przez Khylena historii o tym, jak Dutch i Johnny porzucili drogę, kolejno, wojowniczej księżniczki-skrytobójczyni oraz złodzieja, hochsztaplera, aby podjąć pracę jako Killjoysi i znaleźć w końcu dom. Po dość rozbudowanej, szalonej wyprawie z poprzedniej części serialu, powrót do przeszłości okazuje się odświeżający i – pożądany. Dobrze wrócić do sprawdzonego dla tego serialu schematu, zapomnieć o zielonym glucie i po prostu cieszyć się kolejną misją naszych bohaterów. Co ciekawe, to cofnięcie się w czasie widać również w pojawiających się na ekranie napisach, przywodzących na myśl te znane z produkcji z lat 80. (obrazek niżej).

Killjoys

fot. kadr z serialu

Zobacz także: TOP 20 – Najlepsze seriale Sci-Fi

Tym, co czyni Killjoys przyjemnymi do oglądania nie jest ani ambitna fabuła, ani doskonałe aktorstwo czy powalające na kolana efekty specjalna. Nie, tego ta produkcja nie posiada, w zamian jednak oferuje sympatycznych bohaterów, ciekawie zarysowany świat przedstawiony oraz przygody. Zwłaszcza te ostatnie sprawiają, że wiele osób wciąż śledzi kolejne losy Dutch i ferajny. Otwierający sezon czwarty epizod daje widzom właśnie to: niezobowiązującą drakę w kosmosie, w której Yelena musi skopać kilka tyłków, a Johnny włamać się do kilku systemów i popisać techniczną wiedzą. Nie wisi nad nimi jeszcze wielkie, zielone niebezpieczeństwo, a znany świat nie ma zaraz runąć. Czy tak właśnie wyglądać będzie czwarty sezon Killjoys? Dzieląc fabułę między poważnym wątkiem ratowania Kwadrantu i, zapewne, uporania się z Aneelą i Khylenem, a także klasycznymi dla tej produkcji odcinkami poświęconymi po prostu kolejnym misjom oraz zadaniom? Byłoby to na pewno dużą zaletą, pozwoliło odetchnąć trochę od nagromadzonej wspaniałości oraz niezwyciężoności The Hullen, a przede wszystkim – wrócić większej liczbie znanych i kochanych bohaterów na ekran. Zwłaszcza Pree, którego nigdy nie powinno zabraknąć w Killjoysach.

Nowy sezon zapowiada się równie awanturniczo, jak poprzednie, z wciąż nie słabnącą rolą gluta jako głównego antagonisty (głównej antagonistki?). Wciąż lepiej nie podchodzić do niego ani śmiertelnie poważnie, ani ze zbyt wielkim bagażem oczekiwań, a raczej jak do kosmicznej bajki, oferującej rozrywkę. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że czwarta odsłona tej produkcji SyFy wiele w swojej formule nie zmieni na gorsze, ani nie porzuci narzuconego od samego początku formatu. Niestety, po pierwszym epizodzie trudno wyrokować, jaki ostatecznie kształt przyjmie ta przedostatnia część historii Killjoys.

Ilustracja wprowadzenia: kadr z serialu

Interesuję się popkulturą, fanami, mangą i anime. Sporo piszę, ale takie życie doktorantki.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?