Opowieści z Pętli – recenzja 1. sezonu niezwykle przyziemnego sci-fi!

Amazon nie sypie może kolejnymi premierami jak z rękawa, ale raz na jakiś czas dostarcza nam ciekawą produkcję, obok której trudno przejść obojętnie. I bez wątpienia takim tytułem jest nowy serial Opowieści z Pętli.

Opowieści z Pętli od Amazon Prime Video to dość ciekawy przypadek, biorąc pod uwagę, co było iskierką do powstania pełnoprawnego sezonu. Świat tytułowej Pętli powstał bowiem na podstawie obrazów szwedzkiego artysty Simona Stålenhaga. Za pierwowzór nie mamy więc rozbudowanej historii, którą twórcy mogą wygodnie formować do formatu kilkuodcinkowego serialu, ale jedynie koncepcje graficzne. To na podstawie tych niecodziennych dzieł scenarzyści zbudowali swoją własną interpretację sci-fi ubraną w jednak w nadspodziewanie ludzką formę.

Zobacz również: Dom z papieru – recenzja 4. sezonu serialu o genialnej ekipie Profesora!

Oglądając pierwszy lepszy obraz Simona Stålenhaga, można się zachwycić niezwykłą futurystyczną wizją alternatywnej rzeczywistości, gdzie obok codziennego życia pojawiają się nagle całkowicie niepasujące do realiów budowle, urządzenia czy roboty. Tym bardziej kontrast jest widoczny, że świat przedstawiony na obrazach jest stylizowany na lata 80./90. I to wszystko zostało szczegółowo przeniesione na serial Opowieści z Pętli. Dzieła Stålenhaga można porównać do twórczości Jakuba Różalskiego, który połączył miedzy innymi realia polskiej wsi z początku XX wieku z futurystycznymi mechami. Mogliśmy nawet przeczytać antologię Inne Światy, która zawierała powieściowe interpretacje tych obrazów autorstwa znanych polskich pisarzy.

Serial Opowieści z Pętli sprawia się świetnie, korzystając z twórczości szwedzkiego artysty. Kontrast znany z obrazów został tu przeniesiony bardzo dobrze i robi równie piorunujące wrażenie. Po prostu nie można przejść obojętnie obok kadrów pokazujących niby zwyczajne amerykańskie miasteczko, a jednak co rusz udziwnionego kompletnie niezrozumiałymi budowlami czy maszynami. Idealne podsumowuje to scena z pierwszych odcinków, gdy bohaterowie idą przez las, nagle spotykają tam dwunożnego robota rodem z Gwiezdnych Wojen… i kompletnie nie zwracają na niego uwagi, traktując go jako typowy element wyposażenia. Potem idą dalej i widzimy w tle trzy ogromne budowle, niczym jakieś drapacze chmur z wielkiego miasta. I podobnie co odcinek twórcy zarzucają nas równie dziwnymi widokami i innymi niezrozumiałymi wynalazkami.

Fot. Tales from the Loop / Simon Stålenhag

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 2. sezon Harley Quinn

Fabularnie serial kręci się wokół mieszkańców miasteczka Mercer, gdzie życie praktycznie każdego z nich skoncentrowane jest na funkcjonowaniu Pętli. Pętla to organizacja zajmująca się badaniami nad fizyką eksperymentalną, a jej siedziba znajduje się w podziemiach Mercer. To tam pracują dorośli mieszkańcy, a młodzież powoli szykuje się do rozpoczęcia tam kariery zawodowej. Nie pytajcie się jednak, czym tak naprawdę jest Pętla, bo odpowiedzi na to nie dostajemy przez cały ośmioodcinkowy sezon. I możliwe, że wcale nie jest nam ta wiedza do niczego potrzebna, bo działania Pętli zdają się być tylko pretekstem do niewytłumaczalnych wydarzeń, które śledzimy przez kolejne epizody. A z kolei każde niewytłumaczalne zdarzenia zdają się być kierunkowane na wyciąganie na wierzch ludzkich uczuć i skłaniania do wybrzmiewania kilki ważnych pytań dotyczących życia ludzkiego właśnie.

Czy naprawdę chcielibyśmy, aby ulotna chwila nigdy nie minęła? Jak zmieniamy się z biegiem lat? Czy z wraz z upływem czasu nadal pozostajemy tą samą osobą? Czy moglibyśmy żyć jako ktoś inny? Tego typu pytań pada tu całkiem sporo i czasami sami musimy sobie na nie odpowiedzieć. W tym aspekcie Opowieści z Pętli pozytywnie zaskakuje. Mimo gatunku sci-fi skupia się głównie na ludzkich rozterkach, z którymi borykamy się na co dzień. Jednocześnie scenarzyści sprytnie wykorzystali motywy dobrze nam znane – zamiana ciał, światy równoległe, zatrzymanie czasu – by postawić bohaterów w niespotykanej wcześniej sytuacji i tym samym otworzyć im oczy na pewne aspekty ich życia. I to się tu sprawdza. Co prawda, raz lepiej, raz gorzej, ale na pewno angażuje. Niektórych może jednak odstraszyć powolne tempo kilku odcinków i czasami zbytne dramatyzowanie.

Fot. Kadr z serialu Opowieści z Pętli

Zobacz również: Kingdom – recenzja 2. sezonu koreańskiego serialu o zombie!

Opowieści z Pętli zaskakują też sposobem opowiadania. Z grubsza można powiedzieć, że każdy odcinek to oddzielna opowieść skupiająca się na innej historii i na innych bohaterach. Nie jest to jednak antologia wzorem Czarnego Lustra, bo ośmioodcinkowy sezon tworzy spójną całość. Akcja dzieje się w tym samym miasteczku, przez większość czasu prowadzona jest chronologicznie, a do tego spotykamy tych samych bohaterów. Jednak w każdym z odcinków głównym bohater staje się kto inny. Gdy w pierwszym odcinku postacią pierwszoplanową jest Loretta (Rebecca Hall), tak już w drugim jest to jej syn Jakob (Daniel Zolghadri), który w pierwszym odcinku dosłownie mignął przez jakieś 30 sekund. Potem główne skrzypce przejmuje May (Nicole Law), która raz pojawiła się jako nowa dziewczyna Jakoba w drugim odcinku. Muszę powiedzieć, że z takim sposobem prowadzenia historii jeszcze się nie spotkałem i jestem jak najbardziej na tak.

Nowy serial od Amazona to także świetna obsada aktorska z Rebeccą Hall, Jonathanem Prycem czy z Ato Essandohem na czele. Do tego trzeba wyróżnić świetną muzykę w wykonaniu Paula Leonard-Morgana. Za scenariusz odpowiadał Nathaniel Halpern, który miał spory udział przy powstawaniu scenariusza do drugiego sezonu świetnie ocenianego serialu Legion od Fox. I to właśnie formuła wymuszająca na widzu zadawanie pytać może się kojarzyć z produkcją z uniwersum X-Men.

Fot. Kadr z serialu Opowieści z Pętli

Zobacz również: Tom Clancy’s Jack Ryan – recenzja 2. sezonu. Zły dyktator i ja!

Opowieści z Pętli to kolejny serial, który udowadnia, że Amazon potrafi wypuszczać świetne seriale i szkoda, że nadal ta platforma w Polsce ma znikome przebicie. Produkcja wykorzystuje ogromny potencjał drzemiący w obrazach Simona Stålenhaga, a do tego nadaje tej otoczce bardzo ludzkie oblicze. Nie uświadczymy tu lotów w kosmos, walki z kosmitami czy strzałów z blasterów, ale za to zobaczymy prawdziwe ludzkie uczucia w obliczu niecodziennych wydarzeń rodem z sci-fi. Do tego forma opowiadania historii zaskakuje niezwykle świeżym podejściem, z którym nie spotykamy się za często. Całości nie psują nawet mocno oklepane schematy i ciut przedramatyzowane fragmenty, bo na pewno każdy znajdzie tutaj coś dla siebie – ja znalazłem więcej, niż się spodziewałem.

Ilustracja wprowadzenia: Amazon

Redaktor współprowadzący działu Gry

Gra więcej niż powinien, od czasu do czasu obejrzy jakiś film, ale częściej sięgnie po serial w domowym zaciszu. Niepoprawny fanatyk wszystkiego co pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?