Advertisement

Paradise PD – recenzja 2. sezonu szalonej animacji Netflixa!

Paradise PD to reprezentant animacji dla dorosłych, których to Netflix również ma trochę w swoim katalogu. Jeśli lubicie produkcje takie jak Family Guy, South Park czy Simpsonowie, to odnajdziecie się także podczas seansu tego serialu. Czy drugi sezon Paradise PD trzyma poziom udanego pierwszego? Zapraszam do recenzji.

Paradise PD to dzieło znanego w kręgu animacji dla dorosłych duetu Black-O’Guin, który odpowiadał wcześniej za Brickleberry. Netflix zaprosił wspomnianych panów do współpracy i jeszcze w 2018 roku dostaliśmy pierwszy sezon Paradise PD. Serial okaz się być dokładnie tym, czego się spodziewaliśmy, czyli duchową kontynuacją Brickleberry. Ten pierwszy opowiadał o nietypowej straży leśnej, w nowej serii śledzimy za to poczynania równie niesfornej ekipy policjantów. Produkcja to przede wszystkim cała masa humoru, który nie bierze jeńców. Twórcy na tapet biorą praktycznie każdą grupę społeczną i wszystkie strony polityczne. Nie inaczej jest również w drugim sezonie.

Zobacz również: Paradise PD – recenzja 1. sezonu netflixowego Brickleberry 2.0

Fabularnie drugi sezon to bezpośrednia kontynuacja. Dusty siedzi w kobiecym więzieniu, po tym jak został skazany za rozprzestrzenianie tartanowej mety. Trafił tam po złapaniu przez swojego kolegę Kevina. Dusty jest jednak niewinny, a prawdziwy sprawca, czyli Fitzgerald, pozostaje na wolności. Kevin, mimo że ma wątpliwości, nie chce psuć swojego statusu bohatera, gdy dodatkowo miasto ma się lepiej niż kiedykolwiek. Poczucie winy Kevina daje jednak za wygraną, a po ujawnieniu prawdy wszystko wraca do normy – co w tym przypadku oznacza kompletny chaos. W Paradise wybuchają bowiem zamieszki, gdy wychodzi na jaw, że ponownie policja skazała niewinną osobę – odniesienie do niedawnych wydarzeń w Stanach całkowicie zamierzone.

Nawiązywanie do aktualnych wydarzeń w Stanach i na świecie to nie pierwszyzna w Paradise PD. To właśnie na odniesieniach do realnego świata stoi produkcja spod pióra Blacka i O’Guina. Pod postacią satyry wyśmiewają różne wydarzenia i uwypuklają problemy współczesnego świata. W drugim sezonie odniesiono się miedzy innymi do feminizmu – tutaj doszło do rozłamu w policji, bo szef nie chciał dać policjantce takiej samej pensji jak jej kolegom. Fantastycznie odniesiono się do wyścigu wyborczego, gdzie kandydaci prześcigają się w obietnicach oraz podejmują radykalne kroki w celu podreperowania sondaży. Wszystko to jest podrasowanie ogromną dawką amerykańskiego humoru, gdzie scenarzyści chwytają się często prostych zabiegów, a te nie wszystkim mogą przypaść do gustu. Mnie osobiście humor sprawił wiele frajdy i nie mogłem przestać się śmiać przez większą cześć trwania odcinków.

Fot. Kadr z 2. sezonu serialu Paradise PD

Zobacz również: Castlevania – recenzja 3. sezonu!

Paradise PD nie szczędzi również dobrego imienia dużych marek. Ostro obrywa się Disneyowi, któremu poświęcono czwarty odcinek. Wytwórnia ukazana jest jako bezduszna korporacja, która liczy tylko na duży zysk. Nie zapominano wbić szpileczki odnośnie odcinania się Disneya od swoich korzeni, gdzie we wczesnych animacjach nieraz pojawiały się postacie rasistowskie. Tak samo obrywa się kościołowi katolickiemu wobec molestowania dzieci czy chciwości – odnosząc się do grzechów głównych. Oczywiście nie ma tu za grosz powagi, bo wszystko pokazano z ogromną dawką satyry. Twórcy nie zapomnieli także o popkulturowych nawiązaniach, choć tych jest znacznie mnie niż pierwszym sezonie czy też są bardziej subtelne. Pojawią się Dragon Ball, kilka produkcji Disneya, a także crossover z Brickleberry, który jest jedną, wielką samokrytyką twórców, którzy nie boją się łamać czwartej ściany i śmiać się z samych siebie.

Na uwagę w przypadku Paradise PD zasługuje polska lokalizacja. Animacja dla dorosłych nie jest może idealnym produktem do dubbingowania, ale jeśli podejdą do tego osoby z odpowiednim poczuciem humoru, może wyjść coś dobrego. I tak właśnie jest w tym przypadku. Osoby odpowiedzialne za dubbing podkręcają dialogi pod polskie realia i dają im nowe życie. Jest ostro, bez ugrzecznienia i słucha się tego świetnie. Głosy dobrane są naprawdę dobrze, a za wyznacznik poziomu tłumaczenia i profesjonalnego podejścia do tematu niech będą polskie wersje piosenek, które przewijają się w każdym odcinku.

Fot. Kadr z 2. sezonu serialu Paradise PD

Zobacz również: Na pierwszy rzut oka: 3. sezon Westworld

Paradise PD z pewnością nie przypadnie do gustu wszystkim. Niewybredny humor ociekający ekskrementami z miejsca odrzuci szukających większego wyrachowania. Jeśli jednak klimaty amerykańskiego humoru wam niestraszne, będziecie bawić się przy serialu wyśmienicie. To fantastyczna satyra na aktualne wydarzenia polityczno-społeczne, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Do tego nie sposób nie docenić starań Netflixa, aby dostarczyć nam jak najlepszą polską lokalizację. Prosimy o więcej, panie Netflix.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor współprowadzący działu Gry

Zawodowy kanapowiec, którego siłą trzeba powstrzymywać przed obejrzeniem kolejnego odcinka serialu. Wieloletni fan kina azjatyckiego - żaden łamiący prawa fizyki chiński wojownik czy wytatuowany japoński gangster nie jest mu straszny. Podczas wypadu do kina ze znajomymi nie pogardzi również dobrym filmem superbohaterskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?