WIEDŹMIN. Recenzja wyczekiwanego serialu Netflixa!

Będziemy jeszcze długi czas pamiętali to oczekiwanie, jak również moment, gdy się skończyło. Wiedźmin jeszcze przed premierą stał się bowiem sprawą narodową, ale również machiną szczelnie trzymającą wszystkie niespodzianki w kajdanach. Bestia, a raczej morderca bestii, został dzisiaj z nich uwolniony. Wyznam szczerze, że dawno nie czekałem na to, jak serial zostanie odebrany przez ogół widzów, bo jako umiarkowany fan prozy Sapkowskiego uważam, że można się było na niej wyłożyć. Wszelkie bowiem napompowane baloniki robią dużo szkody temu – skądinąd dostarczającemu sporą przyjemność – serialowi fantasy. Z jednej strony jest on bowiem dokładnie tym, czego można było się spodziewać, a najciekawsze w nim rzeczy dzieją się dopiero po 3 odcinkach.

Wiedźmin Geralt z Rivii, podobnie jak w sadze (która została tutaj zredukowana do całkiem przejrzystego wątku pozwalającego głównemu bohaterowi bardzo szybko wejść w sam środek politycznych wydarzeń) żyje z dnia na dzień, ubijając potwory. Wkrótce los wiąże go z dwójką niezwykłych istot. Pierwsza z nich, Yennefer, to chodzący kamuflaż – istota piękna z zewnątrz, ale szkaradna w środku, wiecznie potwierdzająca swoją dobroć we własnych oczach. Druga, Ciri, jest ważnym elementem konfliktu, który rozgrywa się w świecie zamieszkanym przez bestie w ludzkiej oraz nieludzkiej skórze.

Wiedźmin

Kadr z serialu Wiedźmin

Fabularnie więc jest bardzo blisko tego, co znamy z książek, ale znajdą się również spore zaskoczenia. Przypatrujemy się więc historii postaci, które były w książkach bardziej transparentne (a szczególnie ich przeszłość – tutaj naprawdę rzuca ona na nich nowe światło), a bestiariusz jest całkiem pokaźny jak na pierwszy sezon produkcji z tak rozbudowanym światem. Gdzieś między tym wszystkim czai się naprawdę sporo mięsa do ponownego odkrycia, pierwsze odcinki serialu ogląda się bowiem sprawnie, choć bez efektu „wow”. Im głębiej w las, tym bardziej intryga staje się przejrzysta i realistyczna. Myślę, że fani prozy Sapkowskiego będą mieli o czym rozmawiać w kontekście rozwiązań fabularnych, ale też nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek miał problemy ze zmianami, które jeszcze bardziej wzbogacają cechy charakterów zaproponowane przez pisarza. Netflix bada jeszcze tę rzeczywistość i obwąchuje postacie, ale zarysowuje nam okazałość świata przedstawionego oraz swojskość. Nie jest turbosłowianizm, którego tak bardzo życzyli sobie krzykacze poukrywani na Wykopie, ale pomiędzy zamerykanizowaną wersją polskiego fantasy a rzeczywistością poznaną w grze znajduje się całkiem spora przestrzeń z klimatem będącym wypadkową tych dwóch mediów. W połączeniu z muzyką pozwala to stworzyć rozpoznawalną produkcję, która może bardzo ciekawie zostać rozbudowana w kolejnym sezonie, bo drżenie wyjątkowości ten serial wywołuje tylko niekiedy.

Wiedźmin - kadr z serialu

kadr z serialu Wiedźmin

Zobacz również: TOP 5 – Filmy i seriale podobne klimatem do „Wiedźmina”!

Jest jednak coś, co czasami wytrąca nas z immersji, mianowicie efekty specjalne. Nic szczególnie taniego albo brzydkiego, ale przygody Geralta wyglądają najlepiej wtedy, gdy rozgrywają się katakumbach, w ciemnym lesie albo na letnich łąkach. Henry Cavill oraz jego świeżo wyhodowane mięśnie o dziwo dobrze komponują się ze scenerią, a nienaturalna olbrzymiość aktora jest elementem nie tylko żartów wewnątrz świata wykreowanego, ale również jego logiki. Cavill pierwszy raz w swojej karierze jest rozgrzeszony ze swojej pochmurności oraz zwierzęcości w scenach akcji, a te – szczególnie walki na miecze – są bardzo dobre. Najciekawsza jest za to kreacja Anyi Chalotry jako Yennefer. Postać ta jest pogłębiona względem oryginału, a sama aktorka bardzo dobrze lawiruje między drapieżnym erotyzmem a zagubioną dziewczyną. O reszcie postaci oraz ich poprowadzeniu nie napiszę, gdyż łatwo popsuć zabawę związaną z ich odkrywaniem, ponieważ mamy wrażenie, że poznajemy je na nowo nawet, jeśli pochodzą z lektury.

Smakuje mi to – gdyby ktoś mnie zapytał, jak czuję się po pierwszych odcinkach przygód Geralta z Rivii. Serial, który wyraźnie chce być nowym ojcem dla sierot po Grze o Tron, jest produkcją nie bez wad, bardzo wolno nabierającą rytm, ale szczególnie w drugiej połowie – satysfakcjonującą oko i ucho. Jak to jednak bywa z dziećmi, które bardzo szybko rwą się do chodzenia o własnych siłach, będę się mu jeszcze przypatrywał. Kto wie, może wraz z zakończeniem sezonu to obwąchiwanie się z Geraltem przyniesie sztamę.

Redaktor

Z wykształcenia polonista i kulturoznawca. Stworzyły go filmy, może go też zabiją.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?