
Powyższa fotografia pochodzi z pokazu i jak się zapewne domyślacie, nie mogliśmy zrobić ich więcej, gdyż do dnia premiery Resident Evil Requiem pozostaje wielką tajemnicą, a ja sam nie chciałbym nawet w minimalnym stopniu zaspoilerować tego co tam zobaczycie. Sam pokazowy build nie “psuje” rozgrywki także i mnie, i tego się trzymajmy. Nadal z wielką ekscytacją czekam na 27.02.2026. Wszystko co tutaj przeczytacie o fabule czy nowościach, możecie również znaleźć w trailerach i notach prasowych.
Resident Evil: Requiem to najnowsza odsłona kultowej serii survival horrorów od Capcom, która oficjalnie zadebiutuje 27 lutego 2026 roku. Gra trafi na PlayStation 5 (w tym PS5 Pro Enhanced), Xbox oraz PC, a jej polskim wydawcą jest Cenega.Co ciekawe, pojawi się również na Nintendo Switch 2, a wraz z nią 2 poprzednie części serii. Fabularnie mamy do czynienia z pełnoprawną kontynuacją klasycznych odsłon serii – najmocniej odczuwalne są inspiracje dwójką, trójką i czwórką, ale jednocześnie twórcy bardzo wyraźnie czerpią też z nowszej, bardziej (scary) horrorowej tożsamości znanej z Biohazard 7 oraz Village. Bez wchodzenia w spoilery: wracamy do Raccoon City, a całość ma być pomostem pomiędzy tym, co w serii najbardziej ikoniczne, a tym co w ostatnich latach okazało się najbardziej angażujące.
Reprezentując Moviesroom miałem okazję w zeszłym tygodniu odwiedzić warszawskie biuro Cenegi, gdzie zorganizowano zamknięte, przedpremierowe testy Resident Evil: Requiem. Na miejscu czekał przygotowany zestaw z PlayStation 5 Pro, bardzo dobrej klasy monitorem oraz słuchawkami, a całość odbywała się pod czujnym okiem pracowników Cenegi oraz przedstawicieli Capcomu. Po krótkim, fabularno-produkcyjnym wprowadzeniu dostaliśmy pełne trzy godziny rozgrywki, podzielone mniej więcej po równo pomiędzy dwie grywalne postacie. Całość była zaprojektowana jako zamknięty fragment wprowadzający w świat gry, mechaniki i klimat – oczywiście bez zdradzania kluczowych wątków fabularnych. Podsumowanie? Te trzy godziny zleciały w mgnieniu oka.
Resident Evil: Requiem stawia na dwóch protagonistów. Pierwszym z nich jest Leon S. Kennedy, którego rozgrywka prowadzona jest z perspektywy trzeciej osoby, klasycznie zza pleców. Tego Pana nie trzeba już przedstawiać, poza postarzeniem na twarzy, nie stracił werwy. Porusza się, strzela, kopie i walczy dokładnie tak, jak oczekują tego fani jego „akcyjnej” gałęzi serii. Drugą postacią jest Grace Ashcroft. Nowa bohaterka, której gameplay domyślnie obserwujemy z pierwszej osoby. Jej segmenty są wyraźnie bardziej nastawione na napięcie, skradanie się i poczucie bezbronności, co momentalnie przywołuje skojarzenia z Ethanem i wydarzeniami z siódmej oraz ósmej części. Co istotne – dla obu postaci możemy ręcznie przełączać kamerę między FPP i TPP, co daje ogromną elastyczność i pozwala dopasować rozgrywkę do własnych preferencji. Warto zwrócić uwagę na sposób poruszania się obu postaci w obu ustawieniach, gdy tylko położycie swoje ręce na padach czy klawiaturze i myszy lub hand-heldzie.
Bez zdradzania szczegółów, na horyzoncie pojawia się nowy antagonista. Widzieliście go już w tailerze. W trzygodzinnym buildzie jego obecność była raczej zarysowana niż rozwinięta, ale już teraz mogę powiedzieć jedno: robi świetne pierwsze wrażenie. Zarówno dubbing, jak i motion capture stoją na bardzo wysokim poziomie, a sama postać budzi autentyczną ciekawość. Kim jest i jakie ma powiązania z całą historią? Tego dowiemy się dopiero w pełnej wersji gry i bardzo dobrze.
Starcia z klasycznymi, powolnymi zombie od pierwszych minut wymagają kombinowania, zarządzania amunicją, odpowiedniego pozycjonowania i korzystania z otoczenia. Przecież dobrze to już znacie. Leon otrzymał wyraźne usprawnienia znane z remake’ów Resident Evil 2 i 4, ale dodatkowo czuć tu szlify znane z nowszych odsłon serii. Strzelanie jest bardziej responsywne. Grace z kolei wyraźnie odstaje doświadczeniem bojowym i to jest ogromny plus oraz nie powinno to nikogo zadziwić. Jej segmenty są wolniejsze, bardziej nerwowe i nastawione na przetrwanie, a nie czystą akcję. Poziom trudności ustawiony był na standardowy (normalny) i jest on bardzo dobrze wyważony - nie za łatwy, ale też nie frustrujący. Kluczem jest rozsądne gospodarowanie zasobami, a nie liczenie każdego naboju w paranoi, tak jak to miało np. miejsce w Cronos: The New Dawn. W samej pokazowej wersji zobaczyłem kilka nowości, które wywołały u mnie głównie uśmiech i nie małą satysfkację. Czego chcieć więcej od gry, która już na samym starcie jest na mocno wygranej pozycji i wystarczy zadbać o jakość, a po tym pokazie już mniej się o nią martwię.
Jednym z najmocniejszych elementów pokazowego builda okazały się łamigłówki. Owszem, są zagadki obowiązkowe, pchające fabułę do przodu, ale spora część z nich jest opcjonalna. Ich rozwiązywanie nagradza gracza dodatkowymi przedmiotami, ulepszeniami i alternatywnymi ścieżkami rozwoju. Gra nie prowadzi za rękę, zmusza do myślenia i… daje ogromną satysfakcję. Dokładnie tak, jak powinno być. Spotykamy się od kilku ostatnich lat z tym, ze dosłownie wykonujemy instrukcje krok po kroku, tutaj musimy szukać i kombinować. W sumie pisząc ten akapit zdaje sobie sprawę, że to najbardziej podstawowa rzecz, ale zapytam tak bardzo na poważnie - nie macie wrażenia, że to już prawie ekskluzywny element gier?
Po trzech godzinach z Resident Evil: Requiem wyszedłem z sali z jednym, bardzo wyraźnym uczuciem: chcę grać dalej. To najlepszy możliwy komplement dla przedpremierowego buildu. Od pierwszych minut czuć, że to Resident z krwi i kości, pełen nostalgii, ale jednocześnie nowoczesny, świadomy swojej historii i bardzo pewny kierunku, w którym zmierza. Powrót do Raccoon City, dwie różne filozofie rozgrywki, ciekawi przeciwnicy, solidne łamigłówki i świetnie wyważony gameplay sprawiają, że ta odsłona ma wszystko, by stanąć obok Village, Biohazard 7 oraz remake’ów z Leonem jako jedna z najmocniejszych części serii. Moje oczekiwania są już teraz bardzo wysokie. Wersja na PlayStation 5 Pro prezentuje się po prostu świetnie. 27 lutego 2026 roku to data, którą zdecydowanie warto zaznaczyć w kalendarzu.
Wielbiciel kina o wszystkim innym niż szarej codzienności, gier oraz szeroko pojętej muzyki. Nie wzgardza nowinkami technologicznymi oraz wyprzedażami w Play Station Store. Gdyby Batman istniał naprawdę, wolałby chodzenie po ścianach i wielką moc, bo z nią przychodzi ...