W 2013 roku cały świat usłyszał o zatrzymaniu aktywistów Greenpeace przez rosyjskie służby. Dziś, po latach, emocje nie opadły, a serial dokumentalny BBC Po cienkim lodzie ponownie rzuca światło na kulisy tej dramatycznej historii. Jak wyglądała akcja ratunkowa od środka? Jakie emocje towarzyszyły zespołowi w Polsce i co zmieniło się od tego czasu w świadomości społecznej? O tym wszystkim rozmawiamy z jedną z przedstawicielek Polskiego Greenpeace.
Hanna Kroczek: Czy oglądała pani serial Po cienkim lodzie?
Katarzyna Bilewska: Muszę się przyznać, że widziałam tylko fragmenty ale zamierzam oglądać go w środy na BBC Brit, za to historię znam bardzo dobrze. Byłam zaangażowana w sprawę, kiedy trzydziestka została zatrzymana w Rosji. Działałam wtedy z ramienia Polskiego Biura Greenpeace — nagłaśniałam sprawę, mobilizowałam ludzi, media, a także przedstawicieli świata polityki, by jak najszybciej doprowadzić do uwolnienia zatrzymanych, szczególnie naszego kolegi, Tomka Dziemianczuka.
W serialu zauważyłam polskie imię na tablicy i zastanawiałam się: jak ta informacja w ogóle dotarła do polskiego Greenpeace’u?
Na szczęście działo się to już w czasach, gdy dostęp do Internetu na statkach był dość powszechny. Pierwszą informację zobaczyliśmy na profilu Arctic Sunrise. Nasze statki mają swoje konta w mediach społecznościowych i osoby na pokładzie relacjonują na bieżąco, co się dzieje. Zobaczyłam wtedy wpis na ówczesnym Twitterze (teraz X), w którym ktoś napisał, że doszło do abordażu statku — najprawdopodobniej przez rosyjskie służby specjalne. Napisano, że ludzie są zabarykadowani w kajucie z radiem i nie wiedzą, co się wydarzy dalej.
Informacja została podana publicznie — zresztą nie było wtedy innej drogi komunikacji. Niedługo później dostaliśmy wewnętrzny komunikat od Greenpeace International, że statek został zatrzymany i jest holowany w stronę Murmańska. To potwierdziło, co pisały osoby z pokładu. I to oczywiście uruchomiło całą machinę działań.
Najbardziej poruszyły mnie w serialu wypowiedzi aktywistów mówiących, że działają w Greenpeace, bo nie mogliby potem spojrzeć swoim dzieciom w oczy albo że czuli bezsilność i musieli coś zrobić. Jak to było w pani przypadku? Co panią zmotywowało?
U mnie to wyglądało trochę inaczej. Zaczęłam działać w Greenpeace 20 lat temu, kiedy jeszcze nie byłam mamą, więc nie myślałam wtedy o dzieciach czy przyszłych pokoleniach. Była po prostu ogromna ciekawość. Właśnie weszliśmy do Unii Europejskiej, a ja działałam już wcześniej w innych organizacjach pozarządowych — wtedy na Podkarpaciu. Kiedy zobaczyłam, że Greenpeace powstaje w Polsce i szuka aktywistów, wysłałam zgłoszenie. Dostałam pozytywną odpowiedź, zostałam wolontariuszką, a później zaczęłam pracować w Polskim Oddziale. I tak to się toczy już 20 lat.
W międzyczasie zostałam mamą i to dodało mojej pracy nowego wymiaru. Kryzys klimatyczny, ochrona bioróżnorodności, walka o lasy, rzeki, dziką przyrodę — to wszystko stało się jeszcze bardziej osobiste. Dziś boję się, że mój syn może nie zobaczyć niektórych gatunków, albo że będzie żył w świecie zupełnie innym niż ten, który ja znam. I to daje mi dodatkową siłę.
fot. materiały prasowe
Jakie zagrożenia niesie eksploatacja Arktyki — szczególnie z perspektywy Polski albo Europy Środkowo-Wschodniej?
W kampanii, którą prowadziliśmy podczas zatrzymania Arctic 30, skupialiśmy się głównie na wydobyciu ropy w Arktyce. Zwracaliśmy uwagę na dwa główne zagrożenia.
Po pierwsze — spalanie dodatkowej ropy jeszcze bardziej napędza kryzys klimatyczny. A przecież wiemy już, że wzrost średniej temperatury globalnej prowadzi do katastrofalnych skutków. Dokładanie kolejnych ton paliw kopalnych to prosta droga do pogorszenia sytuacji.
Po drugie — chodziło o bezpieczeństwo. Arktyka to ekstremalnie trudny i niebezpieczny teren. Jeżeli doszłoby tam do wycieku ropy — a jest to bardzo prawdopodobne — nie bylibyśmy w stanie skutecznie zareagować. Fale, lód, trudne warunki — to uniemożliwia akcję ratunkową. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, mówili wprost: tam nie da się nic zrobić.
Do dziś niektóre plaże skażone wyciekiem z tankowca Exxon Valdez w latach 80. nie odbudowały się całkowicie. W Arktyce byłoby jeszcze gorzej. Dlatego apelowaliśmy o globalny zakaz odwiertów. W tamtym przypadku chodziło o odwierty planowane przez rosyjski koncern Gazprom.
Czy od tamtej akcji widać jakąś zmianę w postrzeganiu wydobycia ropy? Bo nadal słychać głosy, że globalne ocieplenie nie istnieje, bo przecież zdarzają się chłodne dni.
Tak, oczywiście wciąż zdarzają się głosy negujące kryzys klimatyczny, ale wyraźnie widać, że są one coraz bardziej odosobnione. My również obserwujemy wzrost dezinformacji, za którą stoją nie tylko lobbyści, ale także niektórzy politycy, którym zależy na utrzymaniu status quo. Niedawno opublikowano europejską mapę dezinformacji — widziałam ją na stronie Euractiv, choć teraz nie przypomnę sobie, kto był jej autorem. Z raportu wynika jasno, że dezinformacja dotycząca kryzysu klimatycznego i Zielonego Ładu to jedna z najczęstszych narracji, które są promowane m.in. przez Rosję. Dla Kremla ropa i gaz to przecież podstawowe źródła dochodu, które finansują między innymi wojnę w Ukrainie.
Czy świadomość społeczna i ekologiczna w takim razie wzrosła?
Moim zdaniem zdecydowanie tak. Pokazują to też badania opinii publicznej. Między wydarzeniami związanymi z Arctic Sunrise a dziś, w 2018 roku, opublikowano bardzo ważny raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Wynika z niego jasno, że kryzys klimatyczny jest faktem i aby uniknąć najbardziej dramatycznych scenariuszy, świat musi osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku.
Rok 2018 to także początek ogromnego ruchu klimatycznego — m.in. Fridays for Future zainicjowanego przez Gretę Thunberg. W Polsce powstały Młodzieżowe Strajki Klimatyczne, które bardzo szybko zmobilizowały tysiące młodych ludzi. Choć działalność na ulicach nieco osłabła, ruch klimatyczny nadal działa, tylko w innej formie.
Z mojego doświadczenia wynika, że większość ludzi jest świadoma powagi sytuacji, nawet jeśli nie wszyscy mówią o tym głośno. A ci, którzy zaprzeczają kryzysowi, są w mniejszości, choć bywa, że ich głos jest wyraźny przez obecność w mediach.
fot. materiały prasowe
Czy uważa Pani, że seriale dokumentalne, jak ten BBC, mogą realnie wpłynąć na świadomość społeczną i zachęcić ludzi do działania?
Zdecydowanie tak. Każda forma przekazu, która opiera się na faktach i nauce, jest niezwykle ważna. Powtarzanie, jak istotne są działania na rzecz klimatu, jest kluczowe, jeśli chcemy zobaczyć realną zmianę. Cieszy mnie, że ten serial trafił do Polski. Czekam z niecierpliwością na premierę.
Serial nie tylko pokazuje problem kryzysu klimatycznego, ale przypomina też, jak niebezpieczne jest oddawanie władzy ludziom, którzy nie szanują demokratycznych standardów. Przypadek Arctic Sunrise to nie tylko walka o Arktykę, ale też walka o prawo do pokojowego protestu. Te standardy demokratyczne, które uważamy za oczywiste, mogą zostać bardzo szybko podważone. Zmobilizowaliśmy wszystkie siły, żeby uwolnić te osoby. Zajęło to trzy miesiące, ale się udało.
W serialu jest moment, gdy aktywista próbuje przekazać kartę pamięci prawniczce, z nagraniem tego, co działo się na pokładzie. Byłam pod ogromnym wrażeniem, że ci ludzie psychicznie to wytrzymali.
Też jestem pod ogromnym wrażeniem. Oczywiście nie byłam w tej grupie, więc trudno mi się wypowiadać bezpośrednio. Znam jednak relacje uczestników i wiem, że było to ogromne obciążenie psychiczne. Tym bardziej że wcześniejsze akcje podobnego typu były przez władze Rosji ignorowane, więc reakcja była niespodziewana. Do tego dochodził strach — nikt nie wiedział, czy i kiedy wróci do domu. My z naszej strony robiliśmy wszystko, by dać tym osobom wsparcie.
Na zakończenie chciałabym zapytać, co powiedziałaby Pani młodej osobie, która po obejrzeniu serialu zastanawia się, co może zrobić dla klimatu? Czy dołączyć do Greenpeace?
Zaczęłabym od: dołącz do nas! W Polsce mamy świetną ekipę aktywistów — ponad sto osób działa na rzecz klimatu i przyrody. Spotykają się, robią akcje, angażują się lokalnie i międzynarodowo. To niesamowita przygoda, która zmieniła moje życie i z pewnością może zmienić każde inne. Ale nawet jeśli ktoś nie ma czasu lub możliwości, by działać aktywnie, zawsze może wesprzeć nas finansowo. Greenpeace nie przyjmuje pieniędzy od rządów ani biznesu, utrzymujemy się wyłącznie z datków od ludzi.
Można też działać online — podpisywać petycje, brać udział w konsultacjach społecznych, wspierać lokalne inicjatywy. W mediach społecznościowych regularnie informujemy, co można zrobić i jak się zaangażować.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również. To była dla mnie przyjemność.
Studentka dziennikarstwa, miłośniczka szeroko pojętej popkultury. Fanka filmów Marvela, krwawych horrorów i Szekspira. Od niedawna zapalona widzka dokumentów. Członkini Zespołu Edukatorów Filmowych. W wolnej chwili czyta książki, robi zdjęcia i chodzi na koncerty.