Czego by nie powiedzieć o wielkim finale Stranger Things, bracia Duffer mają już ustawioną sytuację na długi czas. Mogą więc eksperymentować z różnymi pozycjami, a Netflix zapewni im co trzeba. I tym sposobem możemy się przyjrzeć wyprodukowanemu przez nich Tu zdarzy się coś strasznego. Opowieść przygotowana przez Haley Z. Boston ma pewien potencjał, choć początek jest dość nierówny.
Otwierająca scena przedstawia dość niepokojącą scenę, która prawdopodobnie będzie miała miejsce dopiero w finalnym epizodzie. Zabieg ten jest stary jak świat, ale działa całkiem dobrze, bo zachęca do dalszego oglądania. Oto mamy młodą parę, która przygotowuje się do ślubu. Gdy ich poznajemy, podróżują do domu przyszłego pana młodego. Po drodze jego wybranka co rusz trafia na dosyć wyraźne znaki zniechęcające do uczynienia tego ważnego kroku.

Niby mamy tutaj miejsce na modelową opowieść grozy, która rozkręca się powoli i buduje grunt pod bardziej makabryczne wątki. Problem w tym, że uwodzenie widza nie przebiega tak sprawnie, jak powinno. Lwia część pierwszej połowy epizodu to luźne rozmówki pary, poprzecinane różnymi dziwacznymi wydarzeniami. I naprawdę dobrze by było, gdyby poziom dialogów był odrobinę wyższy, albo przynajmniej same wymiany zdań trochę skrócono. Koniec końców po pierwszym kwadransie czułem się bardziej znużony niż zaniepokojony - i to nawet pomimo całkiem nieźle rozkręcającej się atmosfery, czy dziwacznych (acz nadal z lekka pretensjonalnych) chwil, w których cały świat zdaje się z jakiegoś powodu chcieć odwieźć kobietę od zamążpójścia.
Być może inaczej podchodziłbym do całej intrygi, gdyby główni bohaterowie mieli trochę więcej charyzmy. Nie nazwałbym Adama DiMarco (Biały Lotos), czy Camili Morrone (Daisy Jones and The Six, Nocny recepcjonista) słabymi aktorami. Ale ewidentnie nie są skrojeni pod tak wymagające sceny, gdy ich jakość w dużej mierze zależy od magnetyzmu tej dwójki. Dobrze, że w ciągu odcinka młodzi docierają już do wielkiego domostwa, gdzie spotykają ekscentrycznych lokatorów - na czele z Portią (Gus Birney), na starcie raczącą dziewczynę straszliwą historią, której znaczenie będzie zapewne większe nieco później.

Cóż, pierwszą scenę zaliczyli również Jennifer Jason Leigh i Ted Levine. Mam nadzieję, że będzie ich więcej - tak samo jak więcej ciekawych scen i zwrotów akcji, które sprawią, że Tu zdarzy się coś strasznego faktycznie jakoś poruszy. Bo na razie mamy średniawkę z potencjałem na coś więcej.
Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.