Thanos tom 1 – recenzja komiksu

Swego czasu legendarny Jack Kirby stworzył postać Darkseida, despotycznego i demonicznego władcę Apokolips, któremu niestraszne są nawet ciosy Supermana. Niewiele czasu po jego debiucie Jim Starlin, zainspirowany tą postacią, dał światu Thanosa. Z biegiem lat obaj panowie oczywiście ewoluowali, acz dziś Darkseid to w większości ten sam ponurak, sztywno wpatrujący się w ogień z rękami założonymi na plecy. Thanos tymczasem stał się złożoną osobowością, dobrze odnajdującą się nie tylko w komiksie, a przy tym zachował swój pierwotny „badassowy” charakter. Na jakiś czas Szalony Tytan zniknął z horyzontu, epizodycznie robiąc harmider na dość małą skalę, jak na jego możliwości. Teraz powraca, lecz nie z tak wielką pompą, jak zazwyczaj.

Strona komiksu Thanos tom 1

Szalony Tytan to kawał bydlaka, przyjmujący z uśmiechem na swą pomarszczoną szczękę ciosy Thora, Hulka i innych zawodników wagi ciężkiej. Jeff Lemire znalazł sposób, by uderzyć w niego nieco inaczej. Thanos umiera z niewiadomych przyczyn, siejąc chaos w galaktyce niczym zraniona bestia, czująca swą rychłą śmierć. W tym samym czasie jego na poły zapomniany syn Thane, pod namowami pewnej mrocznej damy, zaczyna knuć przeciw ojcu. Do pomocy angażuje Nebulę, Starfoxa i Tryco Slatterusa. Rodzinny spór między dwoma niestabilnymi jednostkami szybko nabiera większej skali.

Lemire to jeden z czołowych aktywnych autorów, od których można co nieco wymagać. We współpracy z Marvelem najlepiej wyszedł mu Moon Knight, choć i Staruszek Logan to dobra rzecz. Thanos tom 1 plasuje się gdzieś pomiędzy nimi, choć powiem szczerze, że miejscami klimat przypomina twórczość Jasona Aarona związaną z Thorami. Sama historia podtrzymuje estymę kosmosu Marvela z okresu Anihilacji, ale zarzucanie Kanadyjczykowi wyłącznie używania sprawdzonych schematów byłoby niesprawiedliwe. Lemire na chwilę daje nam Thanosa w roli śmietnikowego poszukiwacza i członka pewnej superbohaterskiej grupy. Do tego samo zjawisko choroby w kontekście Szalonego Tytana to rzecz nieco abstrakcyjna, jak optymizm Batmana, ale została rozpisana przez autora rzetelnie, choć wątek ten dałoby się pociągnąć dłużej.

Strona komiksu Thanos tom 1

Mike Deodato to często powtarzające się nazwisko w uniwersum Marvela i jeszcze kilka razy przyjdzie nam zobaczyć jego prace. Tworzy co najmniej dobre rysunki, a tu robi to nawet na nieco wyższym poziomie, niż zwykle. Wszak mroczny protagonista i kosmos w wersji mniej kolorowo-przygodowej wymagają odpowiedniej oprawy. Towarzyszy mu German Peralta, bardziej szablonowy, choć radzący sobie z rzetelną wizualizacją historii artysta. To on odpowiada za najbardziej epickie sceny, jak te związane z Thane’em i jego ognistą rejzą w poszukiwaniu ojca i wreszcie związane z pojedynkiem z nim.

Strona komiksu Thanos tom 1

Jeśli chcesz przeczytać coś dobrego w klimatach superhero autorstwa Jeffa Lemire’a, to najpierw spójrz, kto jest głównym bohaterem historii. Musi to być nietuzinkowa, a mówiąc wprost, nieźle pokręcona postać, a z pewnością taki jest Thanos. Choć wygląda jak łotr z SF klasy C, z tymi swoimi nadmuchanymi muskułami, wiecznie wściekłą gębą i kombinezonem z minionej epoki, to nadal pozostaje jednym z ekstraklasy arcyłotrów współczesnej popkultury. Filmowa interpretacja Josha Brolina jest nieco mniej komiksowo-efekciarska i przyznam, że takie spojrzenie przemawia do mnie bardziej, ale medium komiksowe ma inne narzędzia przekazu i wymogi, więc mający napady szału oraz scenicznie okrutny Thanos sprawdza się tu doskonale. Ptaszki ćwierkają, że w kolejnym tomie będzie jeszcze ciekawiej, a znając tendencję Thanosa do robienia rozrób, pewnie ujrzymy jego okrutny uśmiech jeszcze wiele razy.


Okładka komiksu Thanos tom 1

Tytuł oryginalny: Thanos vol.1: Thanos Returns, Thanos vol.2: The God Quarry
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Mike Deodato Jr.,German Peralta
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 272
Ocena: 80/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?