Advertisement
banner

#Venezia74 – dzień 6: Trzy billboardy za Ebbing, Missouri i The Third Murder

Przez ostatnie sześć lat żaden komercyjny film nie wygrał głównej nagrody podczas festiwalu w Wenecji. I nawet wtedy był to tytuł Sofii Coppoli Somewhere. Między miejscami, o którego wartości pieniężnej można dyskutować. W tegorocznym wydarzeniu można było usłyszeć o kilku gorących nazwiskach aktorów i reżyserów, ale żaden z pokazanych dotychczas tytułów nie jest tak blisko Złotego Lwa, jak Trzy billboardy za Ebbing, Missouri. I nawet jeżeli twórcy nic we Włoszech nie ugrają, to dopiero początek – prawdziwym sprawdzianem będą przyszłoroczne Oscary.

KONKURS VENEZIA 74

Three Billboards outside Ebbing Missouri 1

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Oczekiwania były naprawdę wysokie, bo po świetnym debiucie Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj przyszedł trudny drugi film w postaci Siedmiu psychopatów i Martin McDonagh znów musiał udowadniać, że potrafi. Tym razem wszyło perfekcyjnie, o czym niech świadczą kilkukrotne gromkie brawa podczas pokazu prasowego i wielokrotne wybuchy śmiechu. Tak dobrze napisanego, brawurowo zagranego i nieprzewidywalnego filmu z pogranicza thrillera i czarnej komedii nie widziałem od dawna! Jestem pewien, że docenią go widzowie także poza festiwalami filmowymi.

Główną rolę zagrała rewelacyjna Frances McDormand, która blisko jest tutaj perfekcji z nagrodzonej Oscarem roli w Fargo. Mildred Hayes, wracając do domu, mija trzy zniszczone billboardy, które od trzydziestu lat nie były używane do żadnej kampanii promocyjnej. Z pięcioma tysiącami dolarów wchodzi do firmy reklamowej i wykupuje je na najbliższy miesiąc, a w planie – na cały rok. Treść nie będzie wprawdzie zawierała słów ku**a, pi**a, mocz… czy odbyt, ale wystarczająco rozsierdzi mieszkańców Ebbing. Zgwałcona, gdy umierała, i ciągle nikogo nie aresztowano? Jak to możliwe, szeryfie Willoughby? – te słowa są desperackim wołaniem o sprawiedliwość matki, która straciła swoją córkę w wyniku brutalnego morderstwa rok wcześniej. Do tej pory lokalna policja nie wskazała żadnych podejrzanych. Szef stróżów prawa (Woody Harrelson) jest bezradny, a jego głowę zajmuje zmaganie się z rakiem, który najpewniej niedługo całkowicie zwali go z nóg. Jego podwładni nie są specjalną pomocą – nic dziwnego, skoro zastępcą jest półgłówkowaty Dixon (Sam Rockwell), który „zasłynął” torturowaniem czarnoskórego mężczyzny. Plakaty wywieszone przez zdesperowaną matkę będą prawdziwym kijem wbitym w mrowisko, co również odmieni życie wielu ludzi. Społeczność, jednocześnie współczująca kobiecie i zmęczona całym hałasem, o którym chciałaby już zapomnieć, podzieli się na dwa obozy.

Three Billboards outside Ebbing Missouri 2

Wiele filmów można opisać w kategoriach „bohater – złoczyńca”, łatwo ustalając hierarchię wartości. W przypadku Trzech billboardach jest to zrobić o tyle trudno, bo każda z postaci jest na tyle skomplikowana i ma wiele odcieni, zmieniając naszą perspektywę. Weźmy choćby Mildred, silną i zdecydowaną kobietę, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Na komisariat policji wchodzi, wyzywając mundurowych od debili; pastorowi, który odwiedził ją, by z nią porozmawiać, wytyka grzechy całego Kościoła, a nieprzychylnemu dentyście robi dziurę w paznokciu… Krótko mówiąc, nie chciałbym mieć jej za wroga. Z drugiej strony, ta doświadczona przez życie postać, samotnie wychowująca syna (jej mąż zostawił ją dla dziewiętnastolatki), nie wie, kiedy przerwać to, co zaczęła, co o mały włos nie doprowadza do kolejnego dramatu. Nie przejmuje się też tym, że jej syn ma przez jej postępowanie trudne życie w liceum. Ona również jest winna łatwej kategoryzacji na złych i dobrych. Tylko że w jej świecie tych ostatnich nie ma wcale. Każda z kluczowych postaci filmu Martina McDonagha jest interesująca i wielowymiarowa: kierują nimi niemoc, głupota, lenistwo albo inne osoby, które pociągają za sznurki. Billboardy i ich następstwo będzie dla nich bolesną lekcją życia.

https://www.youtube.com/watch?v=Jit3YhGx5pU

Dialogi w tym filmie zasługują na osobną uwagę, bo z trudem mogę przypomnieć sobie fabułę tak naszpikowaną ciętymi ripostami, gorącymi wymianami zdań i wyznaniami, które nie byłyby wulgarne dla zasady czy męcząco poważne. McDonagh daje nawet trzecioplanowym postaciom ważne teksty, nie dziwi mnie więc fakt że Peter Dinklage (Gra o tron) czy Abbie Cornish (Sucker Punch) zgodzili się zagrać epizodyczne role. Historia w tym filmie także przemyślana jest od początku do końca – wydaje nam się, że wiemy, dokąd zmierza akcja, by co chwilę być zaskoczonym. Nie jakimś twistem rodem z horroru, ale raczej postaciami i ich rozwojem. Jeżeli nagroda za scenariusz oryginalny nie trafi do Brytyjczyka, na świecie nie ma sprawiedliwości!

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri odnawiają moją wiarę w ambitne kino komercyjne, nadszarpnięte przez przeciętny Suburbicon. I choć pozornie mamy tu coś zupełnie nowego, historii o szukaniu sprawiedliwości widzieliśmy na ekranie nie jeden raz. W tym wypadku kapitalni aktorzy oraz doskonały scenariusz przekuli potencjał w złoto.

Ocena 93/100

The Third Murder 1

The Third Murder (Sando-me no satsujin)

Hirokazu Koreeda zbudował u wielu widzów ogromny kredyt zaufania takimi filmami jak Nasza młodsza siostra czy Jak ojciec i syn. Ten utalentowany japoński reżyser zaczyna mieć chyba słabszy okres, którego zwiastunem było popadające w przeciętność Po burzy. W swoim najnowszym filmie znów rewiduje skomplikowane relacje rodzinne, ale osią opowieści jest brutalne przestępstwo i postępowanie sądowe. Niestety, zabrakło Koreedzie odwagi na podkręcenie emocji – efektem tego jest obraz, który może i stawia ważne pytania i intryguje, ale robi to w tak ślamazarnym tempie, że trudno czasem się nie zirytować.

The Third Murder 2

The Third Murder to film, w którym oskarżony o zabójstwo mężczyzna, który zresztą przyznał się do tego czynu zaraz po aresztowaniu, gra w kotka i myszkę z broniącymi go adwokatami. Wysokiej rangi prawnik Shigemori (Masaharu Fukuyama) wnosi świeżą perspektywę do sprawy i wgryza się coraz bardziej w przeszłość mordercy, który na koncie ma już dwa zabójstwa trzydzieści lat wcześniej. Skąd u niego zmiany w detalach czy sprzeczne informacje dotyczące szczegółów zabójstwa? Dlaczego nagle oskarża żonę zamordowanego o zlecenie tego czynu? Co wspólnego z nim ma kulejąca córka ofiary? Shigemori spędza z czekającym na rozprawę długie godziny, rozmawiając o takich kwestiach jak kara śmierci oraz o tym, kto ma prawo osądzać drugiego człowieka. Koreeda niestety zgubił się zupełnie w intrydze, co – zamiast na porządnym thrillerze w stylu Ujrzałem diabła  kończy się na nudnej telewizyjnej produkcji. Dramaty sądowe powinni kręcić tylko Amerykanie – oni wiedzą, jak robi się porządne kino w tym gatunku.

Ocena 50/100

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?