#Venezia74 – dzień 9: Le fidele i Mektoub, My Love: Canto Uno

Na dwa dni przed końcem weneckiego festiwalu w kuluarach trwają dyskusje, komu przypadną nagrody oraz o tym, czy ktoś jeszcze jest w stanie nas zaskoczyć. Dziś padła odpowiedź na drugie pytanie – Abdellatif Kechiche podzielił znów publiczność na swoich zwolenników i przeciwników. Natomiast wieczorem nastroje ochłodził deszcz i średnio udany film z gorącą obsadą.

POZA KONKURSEM

Le fidele 1

Le fidèle (Racer and the Jailbird)

Ta gorąca obsada to jedni z najpiękniejszych aktorów kina europejskiego. Matthias Schoenaerts (Z daleka od zgiełku, Rust and bone) i Adèle Exarchopoulos (Złota Palma za Życie Adeli) grają szaleńczo zakochaną w sobie parę w najnowszej produkcji Michaëla R. Roskama (Brudny szmal). Reżyser wraca do rodzinnego kraju i w Brukseli lokuje historię pięknej kierowcy rajdowej i przystojnego przestępcy okradającego banki.

Le fidele 3

Gigi (Schoenaerts) poznaje Bibi (Exarchopoulos) podczas wyścigu samochodowego. Para umawia się na pierwszą randkę i szybko lądują w łóżku. Ojciec dziewczyny nie do końca pochwala związek z tym mężczyzną, bo wyczuwa od niego kłopoty. Nie myli się – Gigi pod przykrywką sprzedaży samochodów ma grupę przyjaciół, z którymi zawodowo napada na banki. Dziewczyna nic o tym nie wie, a on skrzętnie to ukrywa, udając że jedzie do Polski za każdym razem, kiedy ma robotę. Po jednym udanym skoku bardzo szybko przyjdzie kolejny, po którym bohater chce wycofać się ze swego zawodu. Jak wiemy z innych filmów, coś pójdzie nie tak i zamiast wyprawy do Argentyny, Gigiego czeka długa odsiadka za kratami.

Le fidele 4

Dziwny to film, bo właściwie rozpada się na dwie części. Pierwsza jest w miarę ograna, skupia się na romansie niewinnej dziewczyny ze zbirem. Zbir – wiadomo – pod wpływem niewiasty chce się poprawić, ale nie może opuścić kumpli. Wydawałoby się, że tak to się gdzieś skończy, ale nie – w kolejnej części dzieją się dość niespodziewane rzeczy, których nie mogę zdradzać, ze względów na spoilery. Powiem tylko, że publiczność przecierała oczy ze zdziwienia i wyła ze śmiechu, kiedy bohater kopnął pieska i zamiast przeprosić, uciekał przed policją.

https://www.youtube.com/watch?v=fqpawHewJdg

Logika i konsekwencja nie są mocną stroną scenariusza, bo już w pierwszych dziesięciu minutach Gigi po udanym seksie wyznaje, że okrada banki. Dziewczyna puszcza to mimo uszu i jest bardzo zdziwiona jakiś czas później, kiedy to okaże się prawdą. Partner biznesowy ojca okazuje się przestępcą, który oferuje Bibi pewną usługę – ta zupełnie jest już potem niewspomniana. Gigi ma w mieszkaniu kolekcję samochodzików wyścigowych – skąd? Nie wiemy. Takich dziwnych motywów, które rozsadzają wiarygodność, jest w filmie kilka. Dobrze gra natomiast dynamika głównych postaci – oboje uzależnieni są od adrenaliny, szukają jej na co dzień i na swój sposób ryzykują życiem. Szkoda, że para ta zmarnowała czas na dość przeciętną produkcję.

Ocena: 50/100

KONKURS VENEZIA 74

Mektoub My Love Canto Uno 1

Mektoub, My Love: Canto Uno

Fabułę tego filmu można streścić w jednym zdaniu: mieszkający i studiujący w Paryżu Asim, aspirujący scenarzysta, przyjeżdża na wakacje na południe Francji, by spędzić beztroski czas z rodziną i przyjaciółmi z dzieciństwa. Za tą trzygodzinną wideo-pocztówką z urlopu stoi Abdellatif Kechiche, który cztery lata temu zgarnął główną nagrodę w Cannes za kontrowersyjne Życie Adeli. Tu również zapowiadało się, że będzie skandal, bo po dwóch minutach wrzuceni jesteśmy do sypialni, w której para bohaterów namiętnie uprawia seks. Zbliżenia, pot, pocałunki, dzika przyjemność – tak w Hollywood nie pokazuje się fizycznej miłości. Rozbudza to tylko apetyt na później. I właśnie, cały czas Mektoub, My Love: Canto Uno balansuje na krawędzi, wciągając widza w swój świat. Może niektórym widzom zabrakło spełnienia, bo pokaz prasowy zakończyły gorące oklaski mieszające się z głośnym buczeniem.

Mektoub My Love Canto Uno 2

Młodość, pożądanie, celebracja życia, wolności, kultury, rodziny i przyjaciół. Bolączki dorastania, złamane serce, zdrada, zawiść, odrzucenie, samotność. Wszystkie te określenia pasują do nowego obrazu Kechiche’a, ale można znaleźć ich o wiele więcej. Po raz pierwszy w swojej karierze tunezyjski reżyser posunął się tak bardzo w stronę kina Erica Rohmera, pozostawiając fabułę, punkty zwrotne, dramatyczne zagrywki fabularne na marginesie. Tu liczy się nastrój, wciągnięcie widza w świat przedstawiony, zaczarowanie go i zapomnienie o rzeczywistości. Na Mektoubie nie sposób zmrużyć oka, choć pozornie nic się nie dzieje. Amin (Shaïn Boumédine) najpierw przyłapuje swojego kuzyna Tony’ego (Salim Kechiouche) uprawiającego seks z Ofelią (Ophélie Bau), spędza z nią chwilę, wspominając dawne czasy, rozmawiając o jej nieobecnym narzeczonym, który jest żołnierzem. Potem dwóch bohaterów idzie na plażę, gdzie poznają dwie dziewczyny z Nice – Céline (Lou Luttiau) i Charlotte (Alexia Chardard). Tony od razu zaczyna romansować z tą drugą, Amin wymienia z Céline tylko zalotne spojrzenia. Potem przychodzi wieczór – wspólna wyprawa do restauracji, gdzie do postaci dołączają kolejni znajomi i rodzina. Niby nic, a atmosfera jest elektryczna, ze sceny na scenę jest coraz bardziej seksowna. Alkohol, muzyka, flirt, żarty, niekończące się pocałunki na powitanie, potem także śmielsze, bardziej frywolne zachowanie.

Mektoub My Love Canto Uno 5

Od samego początku jesteśmy z Aminem, wierzymy w przeznaczenie, że to on powinien być z Céline. Chłopak jest outsiderem, kimś, kto przyjechał z Paryża w dawne strony, dlatego ogląda wszystko z zewnątrz, kuszony przez kuzyna, Ofelię i inne dziewczyny, które poznaje wieczorami. Sprawdza, czy to jest ciągle jego świat. Dopiero kiedy spotka Rosjankę, z którą może porozmawiać o kinie, poczuje się w swoim miejscu. „Wszyscy tutaj dużo gadają, ale mało wiedzą” – podsumuje w jednym zdaniu. Nie ma w tym złości, pychy czy poczucia bycia lepszym – on zwyczajnie szuka swojego miejsca. Kechiche nie idzie łatwą drogą, co chwilę mami widza, rozbudza oczekiwania, a potem je studzi. Młodość to gra, ciągły flirt i podchody. Tak erotycznego filmu, w którym praktycznie nie ma seksu i nagich ciał, nie powstydziłby się mistrz Verhoeven.

Mektoub My Love Canto Uno 4

Mektoub, My Love urasta do bardzo lekkiej opowieści o dorastaniu i próbowaniu odnalezienia swojego powołania. Wspaniale osadza akcję filmu w połowie lat 90., z rodzącą się kulturą muzyki house i techno, ale też w epoce przed telefonami komórkowymi i internetem. Gdyby akcja rozgrywała się w dzisiejszych czasach, wiele tych dyskusji toczyłoby się przez telefon, a dziewczyny poznawałoby się na Tinderze. Ale Kechiche kolejny raz pokazuje też swoją drugą twarz: jest podglądaczem, starszym, obleśnym panem, który lubi piękne, młode dziewczyny z okrągłymi tyłkami i w tym aspekcie nie potrafi się powstrzymać. Kamery wędrującej w górę i w dół wzdłuż ponętnego ciała Ofelii i jej koleżanek jest momentami za dużo. Jego kino ociera się o mizoginię, gdzie kobiety traktowane są jak przedmioty. Ale tylko wizualnie – każda z postaci jest z krwi i kości, są wielowymiarowe i trzymają się życia. Reżyser patrzy, ale nie ocenia – każdego z bohaterów obdarza miłością.

W wielu widzach Mektoub, My Love będzie rezonował jako kapitalna próba uchwycenia tych mitycznych wakacji, czasu spędzonego z przyjaciółmi, podczas których ktoś komuś złamał serce, a wielka miłość okazała się niewypałem. I jeżeli wejdziemy w ten świat, trzy godziny miną jak z bicza strzelił. Pozostała część widowni może się jednak nieźle wynudzić.

Ocena: 80/100

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?