#Cannes2016 dzień 9: It’s Only The End Of The World i Graduation

Xavier Dolan sprawił, że znów wszyscy w Cannes oszaleli: kolejki, błaganie o bilety, przepychanki przy barierkach. Każdy chce zobaczyć najnowsze dzieło cudownego dziecka kina z Kanady. Dziecka, bo reżyser ma tylko dwadzieścia siedem lat, sześć filmów w dorobku i garść nagród z różnych festiwali za pasem. Mimo wspaniałej, cieszącej się międzynarodową estymą obsady, twórca troszkę obniżył loty. Ale i tak znajdą się tacy, którzy docenią ten gęsty, pełen emocji obraz.

KONKURS GŁÓWNY

Plakat filmu Its Only the End of the World reż. Xavier Dolan

It’s Only The End Of The World (Juste la fin du monde)

reż. Xavier Dolan

Louis (Gaspard Ulliel) po dwunastu latach nieobecności wraca do rodzinnego domu, by zakomunikować swojej rodzinie fakt, że cierpi na śmiertelną chorobę. Prawie wszyscy witają go z otwartymi ramionami: roztrzepana matka (Nathalie Baye) podpalająca ukradkiem papierosy; młodsza siostra Suzanne (Léa Seydoux), która nigdy tak naprawdę nie poznała swojego brata; uprzejma i miła do bólu bratowa – Catherine (Marion Cotillard). Jedynie starszy brat Antoine (Vincent Cassel) – typ nerwowy, opryskliwy i cyniczny – nie widzi w tym powrocie bez słowa wyjaśnienia niczego pozytywnego.

Oparty na sztuce teatralnej film nabiera czysto kinowej materii dzięki konsekwentnej pracy kamery. Nakręcony na taśmie analogowej Koniec świata prawie w dziewięćdziesięciu procentach składa się z ujęć twarzy. Odpowiednio zmontowane portrety, nadający rytm montaż, szybka wymiana zdań i świetnie dobrani aktorzy nadają materiałowi odpowiedniej głębi. Cassel jest fantastyczny – nie raz udowodnił już, że w rolach niegrzecznych chłopców sprawdza się najlepiej. Tutaj mamy dodatkowo dławione frustracje, niewypowiedziane nigdy do końca, które pogłebiają jego postać. Niewykorzystana wydaje się być tylko Cotillard – daje swojej bohaterce mnóstwo ciepła, cudowną wrażliwość i kruchość, która przetrwała szorstki charakter męża. Aż chce się ją oglądać dłużej!

https://youtu.be/awDvKFKEY2Q

Zobacz również: Ranking Top 10 – najlepsze filmy o tematyce LGBT

Dyskusje domowników bardzo często zaogniają się, klaustrofobiczny nastrój gęstnieje i głównie przez wybuchowy charakter Antoine’a rozmowa przeradza się w krzyk – niczym w operetce, postacie prawie rzucają się sobie do gardeł. Biedna matka musi ustawiać wszystkie dzieci po kątach. Dolan uwielbia wplatać muzykę w swoje filmy i zazwyczaj są to najbardziej magiczne momenty – choćby pamiętne użycie „Wonderwall” grupy Oasis w poprzednim filmie. Tutaj jest ich dosłownie trzy, towarzyszą retrospekcjom i mimo ich wspaniałych walorów artystycznych, rozbijają raczej spójność narracji opowieści, a nie są jej organiczną częścią.

Dolan zapracował sobie na miano ulubieńca festiwalu w Cannes. Oprócz jednego z jego sześciu filmów, wszystkie pokazywane były w oficjalnej selekcji i zdobywały nagrody i wyróżnienia. Sukces Mamy sprzed dwóch lat, która dała reżyserowi laur Grand Prix, w tym roku nie zostanie powtórzony. Jedynie aktorska nagroda dla Cassela może obrócić ten w połowie udany film w złoto.

Ocena MoviesRoom: 67/100

Kadr z filmu Bacalaureat

Graduation (Bacalaureat)

reż. Cristian Mungiu

Nagrodzone Złotą Palmą w 2007 roku 4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni trudno będzie rumuńskiemu reżyserowi kiedykolwiek przebić. Może i dobrze, że nie decyduje się na film, który szokuje na siłę, ale opowiada nie mniej poruszającą historię, w której postacie ciągle siłować się muszą z szorstką codziennością. Może nie tak druzgocąca jak jego debiut, Graduation pozostaje szczegółowym i elektryzującym opisem rzeczywistości, która nie jest tak daleka od dobrze znanych z życia zmagań z systemem.

Główny bohater – lekarz Romeo (Adrian Titieni) – zrobi wszystko, żeby jego córka miała lepiej niż rodzice. Choć sam, dzięki prestiżowej pracy, ma niezłą pozycję społeczną, woli, by przygotowująca się do finalnych egzaminów w szkole średniej Eliza studiowała, a może potem i mieszkała za granicą (uniwersytety w Wielkiej Brytanii oferują jej stypendium). Dwa dni przed egzaminem zostaje napadnięta i nieomal zgwałcona. Ze zwichniętym nadgarstkiem i ciągle trochę roztrzęsiona przystępuje do pierwszego testu. Brak odpowiedzi na dwa pytania obniżyć może potrzebną do stypendium ocenę – ojciec decyduje się porozmawiać z wpływowymi znajomymi.

Doktor Romeo nie jest może aniołkiem – ma romans z nauczycielką ze szkoły córki – ale do tej pory nie używał osobistych przysług, by załatwiać prywatne sprawy. Nie ma z tym jednak większych problemów, bo jak zdaje się sugerować reżyser, żyje on ciągle w społeczeństwie, gdzie wiele rzeczy można zrobić „po znajomości” – wystarczy tylko znać odpowiednią osobę. Kręgi korupcji są szerokie – przyjaciel, wysoko postawiony policjant, ma znajomego we władzach miejskich oczekującego na transplant wątroby. Jeżeli uda przyspieszyć procedurę, ten porozmawia z szefem komisji egzaminacyjnej. Szemrana umowa powinna dać dziewczynie odpowiednie stopnie.

Kadr z filmu Bacalaureat

Zobacz również: #Cannes2016 dzień 2: I, Daniel Blake, Sierranevada i Staying Vertical

Mungiu przedstawia Cluj w rodzinnej Rumunii jako pars pro toto kraju zżeranego od wewnątrz przez panoszący się nepotyzm i lokalne układy. W tej obserwacji jest jednak zaskakująco łagodny – tak, jakby żrący społeczeństwo od środka rak stracił przechodził remisję, skrywając się pod płaszczykiem poprawnie prowadzonej europejskiej polityki. Sygnałów tego schorzenia jest kilka. Żona Romea cierpi na jakąś chorobę, z kolejnymi migrenami, które nie pozwalają jej normalnie funkcjonować – gorzkie, cyniczne wyznaniami w stosunku do męża sprawiły, że przestała być partnerką, z którą można dzielić życie. Obskurne, odrapane budynki, dziurawe drogi i zajeżdżone samochodami trawniki na osiedlu, gdzie żyją bohaterowie – ktoś na samym początku filmu kopie nawetj jakąś dziurę. Syn kochanki Romeo, który mówi niewiele, ciągle nosząc na twarzy maskę. Czy wreszcie motyw żywcem wyciągnięty z Ukryte Michaela Haneke – ktoś najpierw wybija okno w mieszkaniu kamieniem, potem wykrzywia wycieraczki, by wreszcie zniszczyć szybę w samochodzie. Choć nie dowiemy się, kto i dlaczego to robi, poczucie niepokoju nie znika ani na moment. Dokładając do tego motyw z próbą gwałtu (nigdy nie pokazany na ekranie) trudno się dziwić, że główny bohater życzy sobie dla swojej córki lepszego życia.

Drugi po Sierranevada film z Rumunii w konkursie canneńskim ma podobnie surową, ale dopracowaną w każdym szczególe stronę wizualną. Wszechwiedząca kamera podąża za bohaterami, pokazując ich często zza pleców, unikając spojrzenia w twarz. Kolory są wyblakłe, pozbawione życia, a obrazowi nie towarzyszy żadna muzyka. Formalnie rygorystycznie skrojony film nie zawodzi jeżeli chodzi o celność obserwacji, ale pozostawia niedosyt jeżeli chodzi rezonans emocjonalny. Niewidzialna szyba w tym wypadku nie może zostać zbita.

Ocena MoviesRoom: 80/100

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?