Advertisement Advertisement
banner

Alita: Battle Angel – pierwsze wrażenia z pokazu dla fanów w Londynie!

W lutym przyszłego roku do kin trafi w końcu długo oczekiwany film Alita: Battle Angel, oparty na kultowej japońskiej mandze. Reżyserowany przez Roberta Rodrigueza (Od zmierzchu do śwituDesperado) i produkowany przez Jamesa Camerona (Titanic, Avatar) jest kolejną superprodukcją, która posuwa technologię cyfrową do przodu.

W Londynie, podczas specjalnego pokazu dla fanów i ludzi z przemysłu filmowego, zobaczyliśmy trzydzieści minut materiału, składającego się z różnych scen z filmu. Po projekcji odbyło się spotkanie z reżyserem filmu i jednym z producentów – Jonem Landau. Twórcy opowiadali o powstaniu projektu oraz o technologicznych wyzwaniach, z którymi przyszło im się zmierzyć.

Oparta na japońskiej mandze Gunnm autorstwa Yukito Kishiro historia to projekt, na którym od lat pracował James Cameron.

– Dowiedzieliśmy się o istnieniu Ality przez naszego wspólnego przyjaciela, Guillermo del Toro – mówi Landau. – James zakochał się w tym materiale tak bardzo, że chciał go sam wyreżyserować. Praca nad scenariuszem zajęła mu pięć lat. Po tym czasie zorientowaliśmy się, że technologicznie kino nie jest jeszcze gotowe na tą produkcję. Wtedy też na horyzoncie pojawił się Avatar. Przez ponad rok James głowił się, który projekt podjąć. Kiedy zajął się Avataremi kontynuacjami jasne było, że potrzebujemy twórcy, który podejmie się ekranizacji tego filmu.

Kadr z filmu Alita: Battle Angel / fot. materiały prasowe 20th Century Fox

Kadr z filmu Alita: Battle Angel / fot. materiały prasowe 20th Century Fox

Trudno w to uwierzyć, ale Cameron nie palił się z oddaniem ekranizacji tego projektu komuś innemu i plany powstania Ality trafiły do szuflady. Gdyby nie Robert Rodriguez.

– Nasza znajomość z Jamesem sięga jeszcze lat 80., znam go z czasów, gdy robił swoje filmy w podobny sposób, co ja, z bardzo małym budżetem – wspomina twórca El Mariachi. – Przez lata próbowaliśmy zrobić jakiś film razem i nigdy z tego nic nie wyszło. Kiedy pokazał mi wszystkie koncepcje do Avatara zapytałem go, co z Alitą, bo sam jestem fanem oryginału. Cameron stwierdził, że nie będzie miał teraz na to czasu i jak chcę, to mogę rzucić okiem na scenariusz. Nie mogłem uwierzyć, ze trafił mi w ręce projekt, którego James miał nigdy nie zrealizować.

Rodrigues przyznaje, że podarowany scenariusz i pracę nad nim potraktował początkowo jak projekt na lato, żeby się czymś zająć.

– Scenariusz był długi, miał ponad dwieście stron, więc należało go tylko przyciąć, bo tak naprawdę wszystkie istotne rzeczy, które zobaczycie w filmie, tam już były. Dokonałem skrótów i kiedy mu go pokazałem, przypadł mu do gustu.

Dla Roberta było to ziszczenie wcześniejszych marzeń.

– Praca nad scenariuszem była na pewno wyzwaniem, ale też możliwością wspólnej pracy. Oraz faktem, że film mógł w końcu powstać, bo przez sukces Avatara nigdy by się to nie wydarzyło.

Zobacz również: Spider-Man Uniwersum – recenzja najlepszej animacji 2018 roku!

Prezentowany na wielkim ekranie IMAX obraz robi fantastyczne wrażenie! Główna postać jest wygenerowana cyfrowo za pomocą technologii performacne capture, a sylwetki i twarzy użycza jej Rosa Salazar. Technologicznie, jak w przypadku każdego projektu, w który zaangażowany jest James Cameron, mamy do czynienia z dopracowaną w najmniejszych szczegółach wizją.

Kadr z filmu Alita: Battle Angel / fot. materiały prasowe 20th Century Fox

Kadr z filmu Alita: Battle Angel / fot. materiały prasowe 20th Century Fox

– Przy pracy przy Avatarze chcieliśmy doprowadzić technologię motion capture do perfekcji, by zamieniła się w performance capture – tłumaczy owo techniczne dążenie do perfekcji Jon Landau. – Chcieliśmy oddać wiernie wizję Kashiro z mangi, więc było jasne, że tytułowa postać będzie wygenerowana komputerowo. Musieliśmy jednak wyjść poza to, co widzowie zobaczyli w Avatarze czy Planecie małp. Dostaliśmy wspaniałą grę Rosy, która odgrywała normalne sceny z innymi, prawdziwymi aktorami w bezpośrednich interakcjach.

Owego bezpośredniego reagowania z innymi było w oglądanych klipach mnóstwo. Także gra głównej aktorki jest niezwykle emocjonalna. Mamy tam do czynienia z cyborgiem, który budzi się w jakimś domu, nie wiem, kim jest, przegląda się w lustrze widząc złożone z mechanicznych części ciało. Alita płacze, śmieje się, flirtuje, wyraża gniew i złość, jest zaskoczona i przerażona. Detale jej twarzy nie mają w sobie nic plastikowego.

Zobacz również: Alita: Battle Angel – poznajcie historię głównej bohaterki w nowym zwiastunie!

– Chcieliśmy oddać jej wyrazy twarzy lepiej niż kiedykolwiek wcześniej – zdradza Jon Landau. – Finalny wygląd tej postaci to wiele warstw nałożonych na siebie, ale nasi technicy mogli pracować z taką dokładnością tylko dlatego, że mieli więcej danych z oka Ality, niż z całej postaci Golluma. Posunięcia technologiczne, których dokonaliśmy przy tym filmie, pomagają nam teraz w czasie realizacji sequeli Avatara.

Kadr z filmu Alita: Battle Angel / fot. materiały prasowe 20th Century Fox

Kadr z filmu Alita: Battle Angel / fot. materiały prasowe 20th Century Fox

Wspaniale wykonana postać głównej bohaterki to jedno. Druga sprawa, jakże istotna w przypadku filmów science fiction, to świat przedstawiony. A z tym również nie jest tak prosto. Akcja rozgrywa się w przyszłości, na ulicach Miasta Złomu.

– W przypadku takich filmów jak Alita: Battle Angel trzeba myśleć o każdym aspekcie tego świata i to jest coś, z czego James Cameron słynie – mówi Robert Rodriguez. – To zupełnie inne podejście od mojego, bo kiedy facet strzela rakietą z futerału z gitary, choć wygląda to świetnie, dla Jamesa byłoby to mało prawdopodobne i pewnie odebrałoby mu to przyjemność z seansu. Dlatego jego filmy przetrwały próbę czasu oraz są emocjonalnie angażujące. W jego wizjach jest więcej nauki niż fikcji, bo kiedy brakuje prawdopodobieństwa, historia przestaje działać i małe detale wytrącają cię z filmu.

Takie podejście sprawiło, że wiele zdjęć do Ality powstało na prawdziwych planach zdjęciowych, a reżyser starał się ograniczyć tło green screen do minimum.

– Rosa musiała grać z prawdziwymi aktorami, by wydawała się kompletnie wiarygodna – opowiada Rodriguez.

Podobnie rzecz miała się z sekwencjami akcji. Podczas prezentacji zobaczyliśmy trzy takie sceny. Pierwszą była gra w motorball, uliczną odmianę koszykówki i dodgeball, rozgrywaną na napędzanych elektrycznością rolkach. Ta sekwencja pokazuje spryt i zawziętość tytułowej postaci, która nie lubi przegrywać. Kamera wykonuje ekwilibrystyczne jazdy, towarzysząc graczom, nie gubiąc ani na chwilę ostrości. Scena ta ma potem rozwinięcie na profesjonalnym ringu, transmitowanym przez telewizje. Tam Alita musiała będzie walczyć o swoje życie z przeciwnikami, którzy traktują grę śmiertelnie poważnie. Po tej sekwencji, która wypełniła cały ekran IMAX, na sali rozległy się spontaniczne brawa.

– W tej scenie każdy z graczy musiał być wiarygodny i dopracowany w każdym szczególe – mówi reżyser. – Sekwencja gry motorball musiała być wyraźna i nie tracić ostrości, detale musiały być precyzyjne, bo inaczej nie uwierzysz w opowieść i w podróż tej postaci. Historia przemawia do widza wtedy, jeżeli tylko kupisz całość funkcjonowania tego świata.

Inspiracją dla tej zapierającej dech w piersiach sekwencji był pierwowzór i jest ona w miarę wierna temu, co znajduje się w noweli obrazkowej. Ale na tym nie koniec.

– Kiedy tworzyliśmy nowe postacie i detale braliśmy pod uwagę świat, który zaprojektował Kishiro – wspomina producent Jon Landau. – Zdradzę też, że autor mangi przyleciał do USA i zaprosiliśmy go na plan zdjęciowy w Austin. Jako człowiek niewielu słów jego reakcją był uśmiech na twarzy. To powiedziało nam więcej niż miliony słów.

Zobacz również: Battle Angel Alita jako… książka!

Na planie zdjęciowym nie zabrakło wielu fachowców, którzy tworzyli poprzednie filmy Jamesa Camerona, od pisarzy po speców od efektów specjalnych, ale sam reżyser Terminatora nie miał czasu, by doglądać produkcji.

– Byliśmy jednak cały czas w kontakcie i na wszelkie pytania odpowiadał w wyczerpujący sposób, jak na Jamesa przystało – śmieje się Rodriguez. – Przysyłał mi bardzo obszernego maila, w którym wymieniał wszystkie możliwości i opcje, jak poradzić sobie z danym problemem. Na końcu dodawał oczywiście: „i tak zrobisz to, jak tylko chcesz”. Myślę sobie: to jest przecież genialne! Dlaczego mam z tego nie nie skorzystać? Pod koniec nauczyłem się tylu rzeczy od Jima, że powinienem napisać książkę. Każdy kontakt z nim, każda rozmowa, to bezcenny masterclass w robieniu filmów.

Na koniec twórcy zdradzili, że czterdzieści minut filmu przygotowano w pełnym formacie IMAX i na pewno warto będzie go zobaczyć na jak największym ekranie. Od strony realizacyjnej Alita: Battle Angel zapowiada się na kolejny krok w technologicznym rozwoju kina. Za mało zobaczyliśmy, żeby wypowiadać się więcej o fabule. Fragmenty, które nam pokazano, miały jednak wiele emocjonalnych momentów, w których było miejsce na romans, ludzkie konekcje oraz odrobinę humoru, a gra aktorska była na bardzo wysokim poziomie. Trudno jednak się dziwić, skoro w filmie występują nagrodzeni Oscarami Christoph Waltz, Jennifer Connelly i Mahershala Ali oraz nominowany do Oscara Jackie Earle Haley.

Na pewno ta krótka prezentacja obudziła moje apetyty na więcej. Wspaniale zrealizowane, rozrywkowe kino, nawet jeżeli nazywane jest „popcornową strawą”, nie jest tak łatwo zrobić. A James Cameron, choć figuruje tylko jak producent, na pewno gwarantuje produkt najwyższej jakości.

Plakat filmu Alita: Battle Angel / materiały prasowe Imperial - Cinepix

Plakat filmu Alita: Battle Angel / materiały prasowe Imperial – Cinepix

Alita: Battle Angel trafi do kin 14 lutego 2019.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe 20th Century Fox

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?