London Film Festival 2018 : The Front Runner, Destroyer, Wild Rose

W kolejnej porcji recenzji filmów z 62. Londyńskiego Festiwalu Filmowego przyglądamy się dwóm potencjalnym hitom z wielkimi gwiazdami w rolach głównych. Dowiadujemy się również, że następna gwiazda sceny Country pochodzi z Glasgow.


The Front Runner

reż. Jason Reitman

Opara na faktach historia z przepastnego archiwum amerykańskiej polityki. W latach 80. senator Gary Hart dwa razy startował w wyścigu o nominację na kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych. W 1984 przegrał prawybory o włos, ale w 1988 roku miał szansę być głównym kandydatem Demokratów w walce z Georgem Bushem. Wydarzyło się jednak coś, co przekreśliło jego szanse.

Hugh Jackman wciela się w rolę idealistycznego polityka, który życzyłby sobie, żeby media koncentrowały się na tym, co ma do powiedzienia w sprawie gospodarki czy edukacji, a nie na jego życiu prywatnym. Pozowanie do zdjęć z żoną (Vera Farmiga) to dla niego zło konieczne. Ten bystry polityk ma jednak małą słabość – kobiety. Podczas pobytu na Florydzie nawiązuje znajomość z pewną niewiastą. Otaczająca go prasa zaczyna coś węszyć, kiedy nie ma przy nim żony. A kobieta kontaktuje się z dziennikarzemi, żądając pieniędzy. Hart staje się pożywką dla plotkarskiej prasy i programów satyrycznych, a jego popularność zaczyna spadać.

Zobacz również: The Front Runner – zwiastun filmu z Hugh Jackmanem!

The Front Runner próbuje uchwycić moment, gdy w polityce przestały liczyć się ideały i doświadczenie, a ważniejszy jest wizerunek medialny. Jest to komentarz do naszych czasów i jakże oczywisty przytyk do kariery obecnego prezydenta USA. Jednak z tej perspektywy wydaje się to film zrobiony trochę za późno. Twórcy próbują również powiedzieć coś przez prawie dwie godziny – i niestety, o ile pierwszy akt ogląda się z zaciekawieniem, to już kolejnym brakuje energii i wydają się wlec do oczywistego końca. Formalnie natomiast jest ciekawie – operator stosuje ujęcia stylizowane na kamerę z ręki, daje nam wgląd w zaognione dyskusje w sztabie wyborczym i w redakcjach, zaglądając zainteresowanym zza pleców na ich robotę. Ten element, niezawodny Jackman i energiczny J.K. Simmons to jednak za mało, żeby zrobić z tego świetne kino.

Ocena: 60/100

Kadr z filmu The Front Runner / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu The Front Runner / fot. materiały prasowe

Destroyer

reż. Karyn Kusama

Nicole Kidman jest nie do poznania w najnowszym dreszczowcu twórczyni Zabójczego ciała i Zaproszenia. Schowana pod makijażem, z siwymi, zniszczonymi włosami i wychudzonym ciałem, aktorka jest daleko od ideału hollywoodzkiego piękna, do którego zdążyła nas przyzwyczaić. W filmie Destroyer dosłownie stopiła się ze swoją postacią. Nie tylko wyglądem, ale i zachowaniem, sposobem poruszania się, głosem i manierami.

Detektyw Erin Bell (Kidman) dwadzieścia lat po tym, jak pracowała pod przykryciem, rozpracowując gang bandytów napadających na banki, ciągle nie może się pozbierać. Owo doświadczenie zostawiło na niej ślad, przypłaciła to uzależnieniem od alkoholu i niestabilnością psychiczną. Niewinna ofiara rabunku gryzie jej sumienie. A teraz okazuje się, że szef gangu jest ciągle żywy i wypełza z podziemia. Silas (Toby Kebbell) przypomina o swoim istnieniu byłej współpracowniczce.

Zobacz również: Nicole Kidman wyprodukuje dla Amazona serial oparty na powieści Emigrantki

W gatunku filmowym Destroyer nie odkrywa niczego nowego. Jest to połączenie kina zemsty z gangsterskim neo-noir, oparte na retrospekcjach, myleniu tropów i powolnym odkrywaniu kart. Mamy dość ponury nastrój, mroczną muzykę i stylizowane zdjęcia. Jest jednak kilka plusów. Choć akcja dzieje się w Los Angeles, twórcom udało się ukazać to miasto z zupełnie nieznanej strony, unikając klasycznych, opatrzonych wizualnych tropów. Gęsta atmosfera udziela się widzowi, jest kilka mocnych scen strzelanin i bijatyk. Film bada również motywy chciwości i wierności zasadom w ekstremalnych sytuacjach. Dobrze działa też relacja z córką i byłym mężem, choć te mogłyby mieć trochę więcej miejsca w historii. Podobnie jest z postacią Sebastiana Stana, który jest całkiem niezły w swojej roli.

Ale przede wszystkim jest to film Kidman, która tylko w retrospekcjach pokazuje znaną z pierwszych stron gazet twarz (choć jej wiek zdradzają dłonie). Oblicze detektyw Bell to przekrwione i podkrążone oczy, wysuszona słońcem skóra i paraliżujące spojrzenie. Kobieta jest szorstka, miota się niczym zwierzę w klatce, łatwo traci cierpliwość. Widać w niej kruchość i zmęczenie oraz determinację. Wiemy dobrze, że Akademia Filmowa lubi przyznawać nagrody za sztuczne nosy. Ale w tym wypadku nominacja należy się nie tylko za charakteryzację.

Ocena: 70/100

Kadr z filmu Destroyer / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Destroyer / fot. materiały prasowe

Wild Rose

reż. Tom Harper

Szkocka odpowiedź na Narodziny gwiazdy. Doskonała Jessie Buckley (Pod ciemnymi gwiazdami) gra tutaj nieokiełznaną Rose-Lynn, matkę dwójki dzieci, która zakochana jest na zabój w muzyce country. Nie tylko słucha przebojów z Nashville, ubiera się, jakby szła na rodeo, ale ma też wspaniały głos i talent to śpiewania swoich ulubionych przebojów. Dziewczyna wychodzi z więzienia po roku odsiadki i jej celem jest jedno. Zarobienie odpowiedniej ilości pieniędzy, żeby udać się do USA i tam rozpocząć karierę piosenkarki. W tym pomóc jej może kobieta (Sophie Okonedo), o której zaczyna pracować jako gosposia. Co jednak z dziećmi, które wychowuje za nią jej matka (Julie Walters)?

Okraszony doskonałą muzyką film jest eksplozją talentu Buckley, która nie tylko świetnie śpiewa, ale przekonująco odgrywa rolę niedojrzałej kobiety, która musi zdecydować co jest dla niej ważniejsze. Będzie musiała wybrać między wychowaniem potomstwa i codziennymi obowiązkami, a pogoniom za marzeniami. Wild Rose ciekawie unika stereotypów, stroni od ckliwości, będąc przy tym zabawnym i naprawdę wzruszającym filmem. Finał obowiązkowo podnosi na duchu.

Ocena: 80/100

Kadr z filmu Wild Rose / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Wild Rose / fot. materiały prasowe

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?