Advertisement
Advertisementpixel

Cannes 2019 – dzień 4: The Wild Goose Lake i The Whistlers

Kino uwielbia gatunek filmu gangsterskiego i odwołują się do niego nawet najbardziej zatwardziali przedstawiciele arthouse’u. Nic dziwnego, że dwa filmy w konkursie w Cannes próbowały powiedzieć coś oryginalnego w tym gatunku, używając ogranych tropów. I tylko jeden z nich wyszedł z tego starcia do końca zwycięsko.

The Wild Goose Lake

reż. Diao Yinan (Chiny)

Skąpane w światłach neonów i padającym deszczu kadry filmu zdobywcy Złotego Niedźwiedzia w Berlinie przypominają filmy Nicolasa Winding Refna. Yinan osadza akcję swojej produkcji w chińskim kurorcie nad jeziorem, gdzie gangster Zhou (Hu Ge) postanawia szukać schronienia po tym, jak prze pomyłkę zastrzelił policjanta. Na jego ogonie siedzą nie tylko stróżowie prawa, ale również inni mafiozi, z którymi zadarł bohater. Wysoka nagroda finansowa za jego głowę sprawia, że chętnych do zatrzymania go i oddania w ręce policji – żywego lub martwego – jest wielu. Zhou szuka pomocy u lokalnej prostytutki, która pomogłaby w przekazaniu pieniędzy jego żonie.

Kadr z filmu The Wild Goose Lake / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu The Wild Goose Lake / fot. materiały prasowe

Reżyser świadomie używa uznanych tropów: dobry-zły gangster sam przeciw wszystkim, prostytutka o dobrym sercu, policja osaczająca bohatera z każdej strony, bezwzględni, ale głupi członkowie gangów. Większość akcji rozgrywa się w ciągu nocy, kluczowe jest zatem oświetlenie, zabawa cieniami i kolorami. Ogień z zapalniczki, światła samochodów i motocykli w mroku, wszechobecne neony oświetlające obskurne wnętrza – operatorsko film czerpie garściami z niemieckiego ekspresjonizmu i współczesnego neo-noir. Pojedyncze kadry wyglądają wspaniale. Okraszone elektroniczną muzyką świetnie budują atmosferę.

Kadr z filmu The Wild Goose Lake / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu The Wild Goose Lake / fot. materiały prasowe

Gdzie jednak Yinan ponosi porażkę, to w sposobie prowadzenia narracji. Główna cześć opowieści utkana jest retrospekcjami, chronologia jest zaburzona, niepotrzebnie konfundując widza. The Wild Goose Lake generuje tym samym dysonans, pomiędzy angażującym stylem wizualnym, oddającym brutalność i niskość oglądanego świata, a zupełnie nie funkcjonującą historią i bohaterami, którzy obchodzą nas tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Kadr z filmu The Wild Goose Lake / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu The Wild Goose Lake / fot. materiały prasowe

Nie można odmówić reżyserowi umiejętnego budowania osobnych sekwencji, które puentowane są albo wybuchami przemocy, albo melancholią. Wśród najbardziej spektakularnych są odcięta głowa, parasolka przebijająca wnętrzności i seksualne zbliżenie na łódce. Film odzwierciedla również przedmiotowe traktowanie kobiet w kulturze, oferująca nam kilka niezbyt komfortowych sekwencji. Potencjał każdej części składowej The Wild Goose Lake jest większy, niż ich suma. Taki paradoks.

Ocena: 65/100


Kadr z filmu The Whistlers / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu The Whistlers / fot. materiały prasowe

The Whistlers

reż. Corneliu Porumboiu (Rumunia)

Lata utożsamiania filmów rumuńskiej nowej fali tylko ze społecznymi dramatami i ludzką degrengoladą spod znaku 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni chyba dobiegają końca. Jego początkiem może być najbardziej komercyjny film z tego kraju, spod ręki reżysera, który umiejętnie opowiadał już o historii kraju, przyglądał się systemowi sprawiedliwości i relacjami pomiędzy przeciętnymi ludźmi. Teraz przyszedł czas na oddanie pokłonu swoim inspiracjom i mistrzom kina, jak Hitchcock czy Luis Malle. Porumboiu zrealizował film gatunkowy, który z łatwością konkurować może oryginalnością z najbardziej kasowymi tytułami.

Zobacz również: Cannes 2019 – dzień 3: Ból i blask, Little Joe

Akcja The Whistlers skacze pomiędzy Rumunią i hiszpańską wyspą La Gomera (oryginalny tytuł filmu) na Kanarach, która słynie z wynalezienia języka gwizdanego do porozumiewania się. Skorumpowany gliniarz Cristi (Vlad Ivanov) przypływa tam, aby nauczyć się tej sztuki komunikacji, która ma pomóc mu w zorganizowaniu odbicia uwięzionego w Bukareszcie biznesmena, mającego powiązania z międzynarodową szajką narkotykową. W jaki sposób to gwizdanie ma być pomocne dowiemy się pod koniec opowieści. Złożony z retrospekcji film rozdział po rozdziale wyjaśnia zaangażowanie każdej z osób w akcję. Piękna femme-fatale Gilda (Catrinel Marlon) jest dziewczyną uwięzionego, Kiko (Antonio Buil) to rodzimy Kanaryjczyk, uczący Cristiego tajnego języka, Paso (Agusí Villaronga) – pociągającym za sznurki bossem, Magda (Rodica Lazar) – szefem policji, nadzorująca swojego podwładnego, którego podejrzewa o korupcję.

Kadr z filmu The Whistlers / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu The Whistlers / fot. materiały prasowe

Porumboiu bardziej niż nieprawdopodobną, szytą grubymi nićmi intrygą, która służy raczej jako pretekst do elementów komicznych i tragicznych, zainteresowany jest swoimi postaciami oraz dynamiką między nimi. Każdy z bohaterów dodaje nowe warstwy do historii, czasem są one zalążkiem scen komicznych (jak matka głównego bohatera), czasem dodają tylko powagi do historii gangsterskiej. Najważniejszy jest efekt: The Whistlers ogląda się niczym Ocean’s 11 połączony z Sokołem maltańskim, tylko zrobiony w naszym zakątku Europy. Film odwołuje się bezpośrednio do Psychozy i na pewno zawdzięcza Hitchcockowi więcej niż tylko wyrazy uznania. Zgrabnie zrealizowany, błyskotliwie zabawny i świetnie zagrany będzie łakomym kąskiem dla hollywoodzkich producentów, którzy będą zapewne chcieli zrealizować tą historię na amerykańską modłę.

Ocena: 90/100

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?