„Czy obudzimy się rano i świat będzie na miejscu?” – rozmowa z Piotrem Głowackim m.in. o serialu Nieobecni

Premiera serialu Nieobecni odbyła się 29 grudnia 2020 roku. Produkcja TVN jest dostępna w serwisie VOD Player.pl, w tym roku będzie też emitowana na kanale TVN. Twórcy pragną zwrócić uwagę widzów na problem zaginięć w niewyjaśnionych okolicznościach – rocznie kilka tysięcy osób znika bez śladu. W ramach promocji stworzono krótkie spoty, w których aktorzy oraz współtwórcy porównują ilość przypadków do liczby mieszkańców wybranych miast na terenie naszego kraju. Wśród nich znalazł się Piotr Głowacki, odtwórca postaci podkomisarza z Centrum Osób Zaginionych, Filipa Zachary. Zachara cierpi na zespół Aspergera, ale musi pokonać trudności, by pomóc bohaterce serialu rozwikłać tajemniczą sprawę zniknięcia całej rodziny. 

Czy osobiście odczuwa Pan efekty pandemii i ogólnej sytuacji na świecie?

Tak, choć szczęśliwie nowa choroba nie znalazła dostępu do mojego ciała, to zmieniła mój świat, również ostatecznie. Staram się jednak myśleć o niej tylko jako o nowym aspekcie odwiecznej natury świata. To pomaga zachować ciekawość i daje poczucie porządku. Mimo że ludzkie reakcje na nią mogą wprowadzać niepokój, to one również są dowodem naturalności procesu, którego jesteśmy częścią, procesu ciągłej zmiany i tylko od nas zależy, co z niej wyciągniemy.

Co jest wyróżnikiem serialu Nieobecni?

Produkcja Nieobecni jest hybrydą gatunkową serialu kryminalnego, obyczajowego oraz psychologicznego. Na każdym z tych pól pojawiają się główne wątki – zaginięcie, rodzina, relacje, poszukiwanie innych i samego siebie.

W jaki sposób przygotował się Pan do roli Filipa Zachary? Czy miał Pan okazję obserwować pracę ludzi, którzy wykonują taki zawód i poszukują osób zaginionych?

Tak. Byłem w stałym kontakcie z Maćkiem Zawidzkim, który jest policjantem pracującym w poszukiwaniach. Głównym sposobem kontaktu w pandemii są telefony czy aplikacje tekstowe, jednak nasza współpraca i sposób komunikacji były ogromną pomocą przy tworzeniu postaci. Mój bohater, będąc wysoko funkcjonującą osobą w spektrum autyzmu, ma zaburzone relacje z otoczeniem. To, że i ja miałem utrudniony kontakt ze światem, przez media społecznościowe i komórki, które oddalają nas od siebie i wymagają od nas koncentracji na tworzeniu i  przyjmowaniu komunikatów pozbawionych elementów niewerbalnych było pobudzającym ekwiwalentem zaburzenia, z którym musi sobie radzić Filip.

W jakim celu nadano Filipowi taką cechę, schorzenie jak zespół Aspergera? Czy mogło być to umotywowane podobnie jak w przypadku postaci Tomka z filmu Dziewczyna z szafy? Może choroba pomaga Zacharze w pracy? 

Ciężko zdiagnozować po latach, jednak postać Tomka miała głęboką formę autyzmu, Filip jest na przeciwnym biegunie spektrum. Moim zdaniem za każdym razem, gdy pisze się scenariusz, potrzebujemy co najmniej dwóch elementów. Pierwszy to jakaś okoliczność, która interesuje twórców, na którą chcieliby zwrócić uwagę widzów. Drugi to specyficzny człowiek – użyteczny dla sensu historii punkt widzenia, który przyjmą również widzowie. Wykorzystujemy więc często mocne cechy: nieśmiały fajtłapa, mistrz w swojej dyscyplinie, osoba niewidząca, człowiek bez serca i tym podobne. Te cechy służą naświetleniu okoliczności pod kątem, który ma ukazać interesujący nas ich aspekt. Filip jest integralną częścią serialu, tak jak zespół Aspergera jest integralną częścią Filipa. To nie jest serial o autyzmie, w nim tylko bohater jest w spektrum. W Nieobecnych mamy dwójkę głównych bohaterów, którzy są skrajnie odmienni. Z jednej strony mamy kobietę, tancerkę, performerkę, która emocjami i tańcem wyraża siebie i dzięki nim ma kontakt ze światem. Po drugiej stronie jest Filip ze swoim zaburzeniem czytania ludzkich emocji i społecznych zachowań. Ludzie neurotypowi nie ułatwiają mu życia, dlatego jest skupiony na rutynie, rzeczach odsentymentalizowanych. Można powiedzieć, że ta dwójka daje nam w pewnym sensie spektrum człowieczeństwa.

Serial Nieobecni - Piotr Głowacki Wywiad

Fot. Materiały promocyjne

Kolejny raz współpracuje Pan z Bartoszem Konopką. Czy widzi Pan jakieś nawiązania do poprzednich projektów?

Serial Nieobecni jest moją trzecią współpracą z Bartkiem. Pierwszą była produkcja Bez Tajemnic, w której grana przeze mnie postać księdza ma kilka długich spotkań z psychologiem. Dzięki temu poznajemy tego człowieka bardzo dokładnie. Dzięki dialogom otrzymujemy introspekcje, wchodzimy w głąb bohatera. Podobnie było w serialu W głębi lasu. Ten tytułowy las jest wewnątrz bohaterów serialu, widzowie obserwują powrót do wspomnień, które są tam pochowane, tym razem jednak słowa zostają zastąpione przez obraz. W Nieobecnych również zajmujemy się poszukiwaniem czegoś w sobie, jednak objawia się to w przebiegu akcji. Poszukujemy nieobecnych, rodziny, jej znaczenia na zewnątrz, ale jednocześnie w sobie. Dlatego ważne jest zrozumienie interakcji i interpretacja wydarzeń. Co bez wątpienia jest w tych produkcjach wspólne to fakt, iż Bartek jest zainteresowany przede wszystkim tajemnicami człowieczeństwa, zagadką bycia człowiekiem. Dożyliśmy czasów, gdy „dokudramy”, czyli seriale z aktorami-amatorami przejęły funkcję czystego naśladowania rzeczywistości. Opowiadane w nich historie są zwykłą rekonstrukcją zdarzeń, plotu życia. Dzięki temu profesjonalne produkcje aktorskie mogą skupić się na fantazji i psychologicznej stronie postaci. Wysyp takich tworów jak W11, które zabezpieczają widzom zwykłą zagadkę kryminalną powoduje, że nie opłaca się tworzyć większych produkcji dla samego przedstawienia krzyżówkowej łamigłówki. Zawodowi aktorzy są szkoleni do zupełnie innych rzeczy niż proste naśladownictwo. To wspaniałe uczucie dożyć takich czasów, gdy seriale kryminalne mogą nieść ze sobą dużo więcej, niż tylko odpowiedź na pytanie kim jest sprawca i jak dokonał zbrodni. A Bartek całe swoje twórcze życie trenuje patrzenie w głąb, to wielka radość móc mu w tym towarzyszyć.

Czy w Pana bliższym lub dalszym otoczeniu zdarzyły się zaginięcia? Praca aktora to między innymi operowanie emocjami, czy stały się one swego rodzaju inspiracją?

Osobiście korzystam z jak największej ilości własnych doświadczeń i zasłyszanych opowieści. W tym jednak przypadku mam bohatera, który jest bardzo osobny, poukładany, konkretny i ma utrudniony dostęp do emocji innych. Dla niego coś, co ludzie bez takich schorzeń jak zespół Aspergera nazywają zwykłą szarą codziennością, jest absolutnym chaosem. Należy też pamiętać, że Filip spotyka ludzi zaraz po trzęsieniu ziemi, końcu świata. To namnożenie bodźców w postaci smutku, żalu, strachu od osób, które przeżywają dramat, dla osób neurotypowych może być przygniatające. On jednak dzięki swojemu zaburzeniu potrafi być skupiony na swoim zadaniu, spektrum pozwala mu odciąć się od burzy na powierzchni, co jednak nie chroni go przed głębokim kontaktem z sednem zdarzeń. Na szczęście w moim otoczeniu nie było żadnego przypadku, który mógłby stać się inspiracją, jednak wydaje mi się, że samo wyobrażenie sobie zaginięcia nie jest nikomu obce. Każdego dnia, martwiąc się o swoich bliskich, mamy gdzieś z tyłu głowy taką mroczną myśl. Nasza wyobraźnia tylko potęguje to wszystko, gdy pojawią się dzieci. Wiele razy doświadczamy mikro-zaginięć. Jesteśmy na placu zabaw, nasze pociechy, chowają się za czymś, znikają z pola widzenia. Tyle wystarczy, aby na kilka sekund świat stanął w miejscu. Nawet koszmary, nachodzące nas myśli sprawiają, że jesteśmy tym tematem żywo dotknięci. Sam fakt istnienia takiej możliwości powoduje, że czasem możemy bać się nawet zasypiać. Takie doświadczenie jest wspólne nam wszystkim, różnica tkwi jednak w tym jak reagujemy na myśl: Czy obudzimy się rano i świat będzie na miejscu?

Zobacz również: Mistrz – recenzja polskiego dramatu obozowego z boksem w tle

Odchodząc od zaginięć, ale pozostając w temacie seriali. W produkcji Na dobre i na złe wciela się Pan w postać profesora Artura Barta. W pewnym momencie okazuje się, że mężczyzna jest uzależniony od narkotyków, a problem narasta. Jak podszedł Pan do postaci, która jest lekarzem, ma nieść pomoc, a tymczasem sama jej bardzo potrzebuje i być może nie do końca powinna wykonywać swój zawód?

Z mojej perspektywy to jest ciekawe w serialach, które nie są zamknięte. Przyjmując rolę Artura Barta nie wiedziałem, że pewnego dnia przyjdzie mi być lekarzem uzależnionym od leków psychotropowych. Musiałem pogodzić się z tą myślą i spróbować postawić na jego miejscu. Praca w takich produkcjach otwiera mi możliwość przewagi zaciekawienia nad kompozycją. W filmach mam ściśle określony przebieg bohatera, tutaj postawiono mi problem i miałem możliwość obserwować jak mieści się to w mojej postaci. Każdy człowiek w różnych sytuacjach zachowuje się zupełnie inaczej, a czasem absolutnie poza znanym  sobie schematem. Wchodząc z Arturem Bartem w to uzależnienie mogłem pokazać go w totalnie odmienny sposób, a jednocześnie nikt nie miał wątpliwości, że to nadal ta sama postać. Mógł nabrać oddechu, przenieść się do nowej rzeczywistości. Niewątpliwie musiałem za nim nadążyć i pogodzić się z aktualnym stanem rzeczy. Wydaje mi się, że jest w tym jakaś prawda życiowa. My sami nie znamy siebie w pełni i istnieje duże prawdopodobieństwo, że przez całe nasze życie tak już zostanie. Nowe doświadczenia odkrywają ukryte prawdy, ale nadal to nie będzie pełnia poznania.

Serial Nieobecni - Piotr Głowacki Wywiad

Fot, Kadr z filmu 80 Milionów

Wiele osób wciąż wspomina Pana z roli Sobczaka z filmu 80 Milionów. Trzeba przyznać, że jest coś intrygującego, a jednocześnie przerażającego w Pana oczach i wyrazie twarzy w tej produkcji. Można odnieść wrażenie, że sprawiało Panu radość wcielanie się w tę rolę. To taka forma tworzenia postaci czy rzeczywiście odkrył Pan wtedy w sobie coś nadzwyczajnego?

Bez wątpienia należy wspomnieć o początku produkcji, gdzie Waldek (Waldemar Krzystek – przyp. red.), reżyser filmu 80 milionów, usiadł ze mną i jasno określił sprawę. Powiedział „Absolutnie nie bronimy tej postaci, on jest zły, on jest kur** zły”. Żeby coś robić, trzeba w to włożyć energię, a jeżeli chcesz robić dużo, to nie możesz jej dać mniej. Jeżeli więc, mamy kogoś, kto jest czystym działaniem, to mimo, iż robi rzeczy złe jego źródłem musi być radość (śmiech). Dziwny rodzaj człowieka, ale spełnia się w swojej roli najlepiej, jak potrafi. Przecież o to chodzi w życiu. Facet jest SB-kiem i zamiast piec bułki, wybija ludziom zęby. Proces tworzenia tej postaci nie różnił się od innych. Na początku buduję swego rodzaju lalkę, którą testuję w postawionych w historii sytuacjach. Myślę o umiejętnościach, przyzwyczajeniach i mechanizmach postaci. Osobiście odczuwałem ogromną radość twórczą, a i przy okazji mojemu bohaterowi nie schodził uśmiech z twarzy. Być może doszło tutaj do zderzenia tych dwóch radości. Moim świadomym zabiegiem było na pewno to, żeby on nie był nieszczęśliwy z racji robienia złych rzeczy. On tak ich nie postrzega.

Czy jest aktor polski lub zagraniczny, którym się Pan inspiruje? Czy podłapał Pan od tej osoby jakieś sztuczki, które stosuje lub stosował Pan podczas kreacji swoich postaci?

W każdym przypadku rozpoczynam pracę od sprawdzenia, w jakim miejscu w historii kina polskiego, światowego dokładam swoją cegiełkę jako twórca. Gdy widzę interesującą mnie postać, scenę czy sytuację w filmach, bacznie ją obserwuję. Szczególnie, gdy jakiś aktor zastosował coś, co porusza moją wyobraźnię, szukam źródła tego rozwiązania i myślę „Wow! On tak może, to czemu miałbym również nie spróbować”. Sam jednak również niejednokrotnie ukrywam takie małe drobiazgi, prezenciki, które nawiązują do innych aktorów lub ich bohaterów w zachowaniu, intonacji czy kostiumie. Nawet jeżeli niewielu je zauważa, one pomagają mi budować postać, ale też czerpać radość z gry z wyobraźnią widzów. Czasem też przywołuję sobie innego bohatera, granego przez znanego mi aktora i myślę sobie „jak zadziałałaby ta postać w granej przeze mnie sytuacji”. Kiedy indziej jakiś film albo postać czynię częścią świata postaci, wtedy to postać sama inspiruje się nimi, a ja to tylko urzeczywistniam. Lubię te piętrowe konstrukcje.

Jakie jest Pana zdanie na temat platform streamingowych? Czy istnieje możliwość, żeby kina stały się kiedyś zdecydowanie mniej popularne na rzecz VOD? 

Czerpiąc z doświadczeń innych sztuk pracujących z obrazem, choćby momentu, w którym  przez odkrycie fotografii pod koniec XIX wieku wieszczono śmierć malarstwu, jednak można stwierdzić, że przeciwnie tchnęło  to  w nie drugie, wreszcie prawdziwe życie i uwolniło od zwykłego naśladownictwa rzeczywistości. Jeżeli miałbym coś wróżyć, wierzę, że z kinem będzie tak samo. Kino uwolni się od ciężaru utworów nie tworzonych na wielki ekran. Filmy mogą być produkowane na komórkę, telewizory – to zupełnie inny format. Filmy kinowe wymagają innego nakładu i podejścia do pracy, specyficznego sposobu myślenia. Potrzebują również zupełnie innego widza, który wybierze się do ciemnej, dużej sali by z przyjemnością w towarzystwie innych ludzi oddać się wspólnie magii wielkiego ekranu. Nawet jeżeli liczba widzów początkowo się zmniejszy, to wcale nie oznacza końca.

Co więc chciałby Pan przekazać naszym czytelnikom na ten zwariowany czas?

Do zobaczenia w kinie!


Ilustracja wprowadzenia: Materiały promocyjne

Wielbiciel kina o wszystkim innym niż szarej codzienności, gier oraz szeroko pojętej muzyki. Nie wzgardza nowinkami technologicznymi oraz wyprzedażami w Play Station Store. Gdyby Batman istniał naprawdę, wolałby chodzenie po ścianach i wielką moc, bo z nią przychodzi ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?