„Musimy wynajdować na nowo swoje tradycje” – wywiad z Tobiaszem Piątkowskim i Markiem Oleksickim, twórcami komiksu „Bradl”

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Tobiaszem Piątkowskim i Markiem Oleksickim, czyli scenarzystą i rysownikiem ciepło przyjętej serii komiksowej „Bradl”, opowiadającej o losach Kazimierza Leskiego, żołnierza AK, uczestnika powstania warszawskiego i prezesa Związku Powstańców Warszawskich. „Bradl” od 2017 roku wydawany jest przez wydawnictwo Egmont. Niedawno ukazał się piąty, ostatni tom podstawowej serii.

Rozmawiali: Tomasz Drozdowski i Piotr Pocztarek.

W jaki sposób nawiązaliście współpracę przy realizacji Bradla?  Czy Muzeum Powstania Warszawskiego, które niejako zainicjowało projekt, narzuciło Wam z góry jego kształt, bohaterów, scenariusz, czy raczej dało dowolność twórczą?

Tobiasz Piątkowski: Bohatera Bradla wybraliśmy wspólnie z dyrektorem Muzeum. Początkowo proponowany był Jan Nowak Jeziorański, ale wydawało mi się, że to zbyt pomnikowa postać, żeby budować na niej komiks żyjący „własnym życiem”. Losy Kazimierza Leskiego są mniej znane, a co za tym idzie – plastyczniejsze, bardziej podatne na nasycenie fikcją, akcją, stylizacją. A mnie marzył się komiks mocno stylizowany, w duchu historii, które lubiłem czytać w dzieciństwie. Spisałem więc założenia serii sensacyjnej, w klimacie noir, skupionej na losach nietypowej organizacji szpiegowskiej i przedstawiłem Muzeum. Od początku myślałem o Marku Oleksickim jako najlepszej osobie do takiej roboty, zwłaszcza, że miał doświadczenia z Amerykanami. Na szczęście był dostępny i udało nam się dogadać. Po wspólnym przyjęciu założeń mamy dużą swobodę twórczą, ograniczoną realiami historycznymi i podstawową osią czasu wydarzeń z życia pierwowzoru.

Jak Wasza współpraca wygląda od strony technicznej? Częste spotkania? Telefony? Wideokonferencje? Czy teraz, w dobie pandemii Covid-19, wspólne tworzenie komiksów stało się trudniejsze? Jak długo trwa praca nad pojedynczym albumem?

TP: Niestety jesteśmy obaj stateczni i profesjonalni, co oznacza ograniczoną korespondencję i wymianę uwag w kluczowych sprawach czy niejasnościach. Nie debatujemy po nocach, nie zrywamy znajomości co trzy tygodnie, nie pozwalamy sobie na długotrwałe kryzysy twórcze. Nasza praca nad Bradlem przypomina rzemieślniczą robotę, a nie artystyczne szaleństwa i jestem za to Markowi bardzo wdzięczny. Pilnowanie terminów z umowy to wystarczający kłopot. Część tekstowa – scenariusz i prosty storyboard – powstają dużo wcześniej i Marek zostaje na długo sam na sam z robotą. Do poszczególnych tomów wracam jeszcze na końcu, na etapie korekty i wymyślania okładek do zeszytów.

Marek Oleksicki: Moja praca nad jednym tomem, przy wsparciu storyboardowym Tobiasza, trwa około 6 miesięcy. Składają się na nią szkice, koncepty postaci, rysunek, kolor. Dochodzi do tego jeszcze research historyczny i konsultacje z historykami Muzeum Powstania.

Jakie wartości postanowiliście podkreślić w swoim komiksie? Czy ma spełniać głównie rolę edukacyjną czy rozrywkową?

TP: Kazimierz Leski był światowcem – przed wojną pracował jako inżynier w Holandii, doskonale znał niemiecki, czuł się swobodnie wśród elit. Kiedy było trzeba, potrafił te cechy wykorzystać do pracy w niebezpiecznym środowisku, w nowej dla siebie sytuacji. Kiedy kontuzja pleców wyłączyła go z czynnej walki i nie mógł już być lotnikiem, został szpiegiem. Można powiedzieć, że stosował motto „Improvise, Adapt, Overcome”*. Wszystko, by jak najlepiej służyć Ojczyźnie. My tworzymy z tych cech realnej postaci rozrywkowego superherosa – niezniszczalnego, choć ludzkiego. Nasza praca to przede wszystkim oferowanie rozrywki, ale mamy nadzieję, że czytelnicy na własną rękę zainteresują się losami postaci, sięgną po książki i artykuły w internecie.

* Nieoficjalne hasło żołnierzy Marines. Oznacza „improwizuj, przystosuj się, zwyciężaj” (przyp. red.).

Jak wiele fikcji jest w serii? Bardzo staraliście się zachować wierność historycznych faktów?

TP: W fabule – 70% do 30% na korzyść fikcji – węzłowe wydarzenia się oczywiście zgadzają, ale konwencja komiksu wymaga akcji, przeciwnika, pościgu. O ile tylko mogę, staram się dawać Markowi okazję do rysowania czegoś dynamiczniejszego, niż rozmowy w pokojach zasnutych dymem.

Jak wyglądał research, pomagający zachować autentyczność przedstawionych realiów, detali? Czy prywatnie też pasjonujecie się historią? Czy coś sprawiło Wam jakąś trudność?

TP: Mamy wsparcie Muzeum jeśli chodzi o ikonografię i całą warstwę historyczną. Do tego autobiografia Leskiego, książki i artykuły o Muszkieterach. Na szczęście była to bardzo tajemnicza organizacja i jest okazja do nadania jej własnego, nieco dramatycznego kształtu.

Ostatnimi czasy powstaje sporo seriali osadzonych w realiach II Wojny Światowej, również w Polsce. Mniej lub bardziej poruszają one tematykę konspiracji. Macie czas, żeby je oglądać? Co sądzicie o takich produkcjach jak „Ludzie i bogowie” czy „Czas honoru”?

TP: Niestety nie mam czasu, by oglądać dłuższe seriale. Obiecuję sobie przysiąść do najnowszej produkcji Ludzie i bogowie, ale póki co brakuje okazji. Cieszę się jednak, że powstają, bo w ten sposób buduje się know-how i umiejętności realizacyjne produkcji historycznych, a to może zaowocować większą liczbą oryginalnych dzieł odchodzących od prostych schematów.

MO: Wiem o istnieniu tych seriali, ale niestety też nie mam czasu na ich oglądanie.

Strona komiksu Bradl tom 2

A czy wyobrażacie sobie ekranizację „Bradla” w wersji kinowej lub telewizyjnej? Kogo najchętniej widzielibyście w głównych rolach?

TP: Bradl jest w pewnym stopniu pomyślany jak serial telewizyjny. Ma główne wątki układające się w sezony, odgałęzienia, ciekawy zestaw pobocznych postaci. Myślę, że to dobry materiał na film, zwłaszcza, że realizacyjnie można by tu zaszaleć, bardziej wystylizować kadry, wlać więcej czerni w obrazy wojennej Warszawy. Nie mam konkretnych typów aktorskich, może oprócz mentora naszego bohatera, czyli Inżyniera Stefana Witkowskiego. W najlepszym ze światów zagrałby go Jude Law. Stalowy wzrok znany z Młodego Papieża wbity w kamerę – cały Inżynier!

MO: Bradl to świetny materiał na serial. Moje typy aktorskie w rodzimej wersji to Antoni Pawlicki jako Leski, Mariusz Pudzianowski jako Wujo i Jacek Beler jako brat Antoni. Co do Inżyniera, to Béla Lugosi musiałby wstać z grobu 🙂

Jakie są Wasze plany na najbliższą przyszłość? W ostatnim tomie pojawiła się wzmianka zarówno o kontynuacji historii głównego bohatera, jak i zapowiedź serii o Bazyliszkach? Możecie opowiedzieć o nich coś więcej specjalnie dla naszych czytelników?

TP: Bradl powróci – bycie polskim Bondem zobowiązuje. Mamy do opowiedzenia jego przygody w okupowanej Francji. Kradzież umocnień Wału Atlantyckiego, przecieranie szlaków kurierskich w przebraniu – to jeszcze przed nami. Kiedy? Czas pokaże – jesteśmy na początku planowania nowej serii. Spróbujemy powtórzyć jej objętość pięciu albumów, ale to wymaga dobrego przygotowania. Tymczasem pracujemy z Markiem nad dwoma innymi projektami. Jeden w klimacie Bradla, ale bardziej egzotyczny, drugi bardziej lokalny, ale za to w duchu…sienkiewiczowskim. Niestety – mimo zaawansowania prac, nie możemy jeszcze zdradzać, o czym będą. Tymczasem na początku przyszłego roku na scenę wkroczą Bazyliszki – swego rodzaju spin-off Bradla. Jeden z pomocników Leskiego należał przed wojną do gangu Bazyliszków, przynajmniej w naszej wersji jego życiorysu. Teraz opowiemy historię tych niebezpiecznych przestępców i pokażemy Warszawę zanim pochłonęły ją mroki okupacji. Co wcale nie znaczy, że była wtedy bezpieczniejsza. Na pokładzie pojawi się nowy rysownik – Wiesław Skupniewicz, a całość będzie inspirowana przedwojennymi produkcjami filmowymi.

W pamięć oprócz Bradla czy Inżyniera zapadło mi kilka innych postaci, jak choćby Wujo. Czy dostaną one jeszcze swoje pięć minut?

TP: W Bradlu już raczej nie – Muszkieterowie przestają istnieć i Leski funkcjonuje od tej pory w ramach AK. Ale po to właśnie powstają Bazyliszki, by wracać do ulubieńców. Obiecałem Markowi, że narysuje scenę walki Wuja, wspominaną w drugim tomie Bradla i mam zamiar dotrzymać słowa. Okołowojenne uniwersum, rozrastające się wokół Bradla, ma wielki potencjał. Od kryminałów, przez okultystyczne dreszczowce, aż po superbohaterskie wyczyny zamaskowanych mścicieli. To wszystko przed nami – jeśli czytelnicy zechcą.

Jaki komiks, osadzony w zupełnie innym gatunku i epoce, chcielibyście stworzyć?

TP: Mnie marzy się historia w stylu The Venture Bros. Może bardziej realistyczna, taki ukłon w stronę ulubionych postaci ze studio Hanna-Barbera – Space Ghosta, Jonny’ego Questa. Może kiedyś?

MO: Ja chętnie bym wskoczył w świat horroru, fantasy albo science-fiction.

Strona komiksu Bradl tom 5

Jak radzicie sobie z krytyką, negatywnymi recenzjami? (o ile takowe w ogóle były!)

TP: Jestem mało obecny w social mediach i nieczęsto wchodzę w interakcje w internecie. Może dlatego krytyka mnie omija. Marek bardziej śledzi środowiskowe wydarzenia.

MO: Negatywne opinie się przewijają, ale zawsze jest to impuls do pracy.

Jakie są Wasze ulubione komiksy, polskie i zagraniczne? Którzy twórcy Was inspirują?

TP: Mój ukochany zestaw to Alex Toth, Bruce Timm, Andreas, Darwyn Cooke i Mike Mignola. Jak widać, to panowie o charakterystycznych, mocnych stylach graficznych, trochę retro.

MO: Moi ulubieńcy to Moebius, Alex Toth, Eduardo Risso, R.M. Guerra, Goran Parlov.

Co sądzicie o zagranicznych komiksach inspirowanych polską historią, jak „Raport W. Opowieść rotmistrza Pileckiego”? Czy mogą być równie wiarygodne, jak te tworzone przez rodzimych twórców?  

TP: Odwracając pytanie – czy Polak może zrobić komiks o wikingach? Możemy spotkać się na uniwersalnym poziomie ludzkich emocji, niezależnie od naszego backgroundu. Jednak do Polaków należy pielęgnowanie i rozwijanie tych aspektów naszej kultury, które są swoiste i oryginalne. Musimy wynajdować na nowo swoje tradycje. Tego nikt nie zrobi lepiej od nas, choć może nas zainspirować. Mnie fascynuje na przykład to, jak w japońskich produkcjach funkcjonują chrześcijańskie symbole – z dystansem, czysto ornamentalnie. Szukalski miksował naszą ikonografię z kulturą Indian i powstawały z tego niezwykłe hybrydy.

MO: Komiks o Pileckim miałem w rękach, ale szybko go odłożyłem 🙂  Warstwa wizualna i narracja nie przypadła mi do gustu. Rysunek to pierwsza rzecz, która mnie przyciąga do komiksu. Zagraniczne komiksy o wydarzeniach lub postaciach z polskiej historii mogą być wiarygodne, o ile autor zna historię naszego kraju z rzetelnych źródeł.

Tobiasz Piątkowski (fot. Egmont)

 

Marek Oleksicki (fot. Egmont)

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?