Rozmawiamy z gwiazdami Dnia czekolady, Magdaleną Cielecką i Tomaszem Kotem

Jakiś czas temu dzięki uprzejmości Mówi serwis, dystrybutora filmu Dzień czekolady Jacka Piotra Bławuta, mieliśmy okazję porozmawiać z gwiazdami nowej rodzimej produkcji familijnej. Poniżej zamieszczamy zapisy rozmów, które przeprowadzili Łukasz Kołakowski oraz znany Wam już z przeprowadzanych przez Movies Room wywiadów Jan Tracz. W najbliższych dniach na naszych łamach ukaże się również dłuższa rozmowa z reżyserem produkcji. Na razie zapraszam do lektury tego, co powiedziały nam gwiazdy filmu:

Tomasz Kot: 

ŁK: Dzień czekolady z pierwszego spojrzenia wygląda mi na taki niewielki film dużych nazwisk. I co akurat Pana skłoniło do zaangażowania się w ten projekt? 

TK: Osoba reżysera, bo przyszedł i powiedział: Słuchaj, mam taki pomysł, jest być może kontrowersyjny, nie wiem w jakim kierunku to pójdzie i wymienił poszczególne sceny, oczywiście wymienił aktorów, których udało mu się zebrać – to są świetne nazwiska, bardzo fajni ludzie; z Magdą Cielecką zazwyczaj zawsze gram, ale nigdy nie widzimy się na planie, więc jakby byłem ciekawy, że może tym razem się spotkamy, niestety to też się nie udało (śmiech). Ogrodnika uwielbiam po Disco Polo, więc chciałem się z tymi ludźmi spotkać. 

Druga rzecz, minęło kilka lat od skończenia serialu Niania, a pamiętam, że tam było dużo takich fajnych zadań, i w zasadzie praca z dziećmi była jedną z tych głównych części dnia, dlatego chciałem ponownie dotknąć tej materii, tej pracy i przede wszystkim ujął mnie ten rodzaj zapalenia reżysera, jego koncepcja okazała się strasznie ciekawa; nie było zbyt dużo nagrywania twarzy, bawił się ujęciami i samym kręceniem. Wszystko odbyło się z klasą i bardzo sympatycznie. 

fot. Gabriela Szczypa

 

ŁK: A jakie prawa egzekwuje w świecie złodziei czasu Policjant? 

TK: Wydaje mi się, że ja tam nie mam absolutnie żadnej koneksji z tym magicznym światem, jestem tylko takim „wujkiem sucharowym”, który przyjeżdża, czasami jest śmiesznie, czasami nie; prawdopodobnie jak te dzieci urosną, będą się wstydziły tego wujka (śmiech). 

JT: A w jaki sposób porwał Pana świat przedstawiony, pomijając już samego reżysera? Czytał Pan samą książkę? 

TK: Nie, nie czytałem, zachwycony byłem zaś scenograficzną stroną tego filmu; jak przyjechaliśmy na tę lokację, zobaczyłem ten główny domek, to sam zapragnąłem w czymś takim mieszkać, żyć, bardzo mi się podobał charakter kostiumu głównej bohaterki, jeszcze nie widziałem takiego designu. 

JT: Pociąga Pana konwencja baśniowa, tak ogólnie? 

TK: Chciałem tego spróbować, zobaczyć na czym to wszystko polega, zaobserwować jaką wizję ma Jacek; czytałem, że lubi anime, że tam są mechanizmy i jakiś taki szkielet z tych filmów. Byłem tego ciekaw, bo to nigdy nie był mój świat, nie moja materia, byłem po prostu ciekaw człowieka. 

fot. Radosław Ładczuk

JT: Jaka jest różnica między graniem w tego rodzaju bajce, a w produkcjach bardziej patetycznych czy biograficznych, w których mieliśmy okazję Pana zobaczyć? 

TK: Technicznie to jest rzecz podobna, natomiast będzie to ciekawe pytanie, jeśli chodzi o reżyserów, ponieważ oni konstruują ten świat, mają inny pogląd i w tym momencie mogą wykazać się te wspomniane różnice. W tym filmie nie miałem żadnej sytuacji metafizycznej; po prostu przyjeżdżam, jadę, ratuję sytuację, wracam, szukam, nic więcej. Zakładam, że gdybym był w tej obsadzie tam na górze, to o wiele więcej mógłbym powiedzieć; przypuszczam, iż to tam miały miejsce jakieś gorące dyskusje, jaki to świat, jak my to zrobimy, i jak to przedstawić. W momencie, w którym ja byłem na planie, to ich nie było, więc jakby robiliśmy zupełnie inny kawałek filmu. 

JT: Grając z młodszą obsadą, bohaterami Dnia czekolady, przypomniał Pan sobie smak dzieciństwa? 

TK: Raczej nie, dla mnie to były chyba trzy dni zdjęciowe; po prostu fajnie pracowało mi się z dziećmi, bardzo były otwarte, chłonne, to było ważne. Też po tym czułem, że dbano o nie, czasami jest tak, że dziecko się zacina, jest zmęczone, czasem nawet i rodzice są z boku, czuć to ich podenerwowanie, wiele czynników wpływa na kręcenie. Byłem zachwycony taką atencją, którą zostały otoczone, atmosfera do samego końca pozostała ciepła. 

ŁK, JT: Dziękujemy za rozmowę. 

TK: Również dziękuję.  

 

Magdalena Cielecka: 

JT: Niedawno serialowa Chyłka, teraz Dzień czekolady – gdzie lubi Pani bardziej grać, na wielkim ekranie, czy w tego typu serialach? 

MC: Dzisiaj serial posługuje się tymi samymi formami, budżetami jak kino i zdarza się nawet, że same seriale są ciekawsze niż filmy, to się ostatnio rzeczywiście dzieje, natomiast ja nie umiałabym wybrać pomiędzy jednym a drugim. Kino – zawsze, serial – czasami, jeśli jest interesujące. 

ŁK: A co Panią skłoniło konkretnie do tego projektu? 

MC: Broda (śmiech) 

ŁK: Czyli drugoplanowa rola męska?  

Tak, możliwość zagrania mężczyzny była takipodstawowym wabikiem dla mnie. Ta przyjemność, którą daje zmiana wizerunku, wyglądu, zmiana płci – w związku z tym, jest to bardzo inspirujące i kreatywne. 

fot. Gabriela Szczypa

JT: Powiedziała Pani w jednym z wywiadów, że film dotyka tematów tabu i będzie przystępny zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Jakie dokładnie tematy porusza, czego możemy się spodziewać? 

MC: Przede wszystkim oswaja ze stratą i opowiada o tym, że pewne emocje związane ze strachem, czy z tęsknotą, czy smutkiem, dotyczą przecież także dzieci, a przecież często i dorośli nie potrafią poradzić sobie z tego rodzaju emocjami, a dzieci już na pewno. Mówi o tym, jak sobie z tym radzić, bo przecież mamy prawo do takowych odczuć, ale uczy też tolerancji, opowiada o tym, że inność nie jest niczym groźnym, że jest czymś wyjątkowym i warto pielęgnować w sobie odrębność, oryginalność. 

JT:  Sam „Dzień czekolady” jest swego rodzaju baśnią – pociąga Panią ta konwencja? 

MC: To jest zawsze ciekawe, dlatego, że można poszaleć wtedy, przedstawia nierealny świat, daje możliwość tego poszalenia, zrobienia rzeczy, które w realu nie mają miejsca bytu, a tam właśnie można zrobić wszystko, co wyobraźnia podpowiada; to jest zawsze świetna baza dla twórców, reżyserów, aktorów do tego, by wykreować coś niezwykłego, nowego. 

fot. Gabriela Szczypa

JT: Jakie ma Pani wspomnienia z bajkami z czasów dzieciństwa? 

MC: Ja się wychowałam w epoce Bolka i Lolka, potem Sindbada (śmiech). Z filmów tego typu, to oczywiście Wakacje z duchami, Akademia Pana Kleksa, Podróż za jeden uśmiech, tego rodzaju kino, później Arabela, czeski serial, to się pamięta. 

ŁK: A jaką rolę w tym bajkowym świecie spełnia Pani postać? 

MC: Ja gram Kelnera w tej właśnie wyobrażonej przestrzeni filmowej, tam, gdzie dzieci przechodzą przez zegar, żeby znaleźć się w innym świecie i ja tam jestem właściwie gospodarzem tego miejsca, szefem tej karczmy, aniołem stróżem, też katalizatorem pewnych decyzji, które podejmują dzieciaki. 

fot. Katarzyna Ładczuk

JT: Jak współpracowało się z samymi dziećmi? 

MC: Bardzo dobrze, wspaniale, są zdolne i otwarte, nawet zachłanne na świat filmowy – przyjemne doświadczenie. 

ŁK: A co poza pracą jest u Pani największym złodziejem czasu? 

MC: Sen (śmiech). 

ŁK/JT: Jak u każdego dziękujemy za rozmowę (śmiech). 

MC: Również dziękuję. 

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?